Święto św. Klemensa w 2009 roku
Św. Klemens Hofbauer - głosiciel miłości do Boga, Kościoła i ubogich
100-lecie wyniesienia na ołtarze św. Klemensa Hofbauera, znanego także pod nazwiskiem Dworzak, jest dobrą sposobnością, aby ta niezwykła postać, dotychczas mimo wszystko, mało znana stała się bliższa, zwłaszcza wiernym gromadzącym się w kościołach redemptorystów. O życiu i działalności św. Klemensa wypowiadano jak najbardziej pochlebne opinie. Jeden z jego wychowanków po jego śmierci pisał: „Odszedł wielki i święty człowiek”, a kardynał Josef Rauscher miał odwagę dodać: „Św. Klemens Hofbauer zmienił bieg historii w Europie”. Tego typu opinie były bardzo powszechne po śmierci Apostoła Warszawy i Wiednia, której kolejną rocznicę wspominamy właśnie dzisiaj, 15 marca. W czasie swojego prawie siedemdziesięcioletniego życia ukazywał wiernym trzy miłości, dla których biło jego serce: miłość do Boga, do Kościoła i do ludzi ubogich.
Klemens Hofbauer wychował się w licznej, religijnej rodzinie. Po wczesnej śmierci swego ojca, miał to szczęście, że Bóg obdarzył go nie tylko autentycznie pobożną, ale i mądrą matką. To ona czuwała nad jego religijnym wychowaniem. Po śmierci męża zabrała małego Klemensa pod krzyż i wskazując na ukrzyżowanego Jezusa powiedziała: „Moje dziecko, od tej chwili On będzie twoim ojcem. Staraj się postępować drogą, która Jemu się podoba”. Matka nauczyła go modlić się psalmami, a cała rodzina codziennie odmawiała modlitwę różańcową. Klemens zawsze wyrażał się o swojej matce z najwyższym szacunkiem.
Młody Klemens stosunkowo wcześnie zrozumiał, że jego drogą powołania będzie kapłaństwo. Na przeszkodzie stanęły jednak trudności finansowe. Samotna matka z dwunastoma dziećmi nie mogła zapewnić swojemu synowi stałej opłaty za studia teologiczne. Oczekując na jakiś szczególny znak pomocy ze strony Boga, Klemens wybrał styl życia pustelniczego. Przez prawie dwa lata przebywał na kilku pustelniach. W międzyczasie wiele pielgrzymował przede wszystkim do Rzymu, ale także do sanktuarium w Alttoeting i Mariazell. Czas życia samotnego i pielgrzymiego okazał się niezwykle owocny i stał się świetnym przygotowaniem do późniejszej pracy kapłańskiej. Klemens wspominał, że gdyby nie czas eremicki i uciążliwości pielgrzymowania, o wiele trudniej znosiłby przeciwności w życiu apostolskim w Warszawie, Wiedniu i podczas zakładania nowych placówek zakonnych. Zanim mógł podjąć studia na uniwersytecie wiedeńskim pracował także jako pomocnik piekarski, stąd jest patronem piekarzy i cukierników.
Szczególny znak pomocy ze strony Boga przyszedł kilka lat później. Przypadkowo spotkane dwie panie, dowiedziawszy się o jego planach życia kapłańskiego, ufundowały młodemu Klemensowi studia na wydziale teologicznym. Droga do upragnionego kapłaństwa stanęła otworem. Niedługo po przyjęciu święceń kapłańskich jako pierwszy redemptorysta spoza Italii stanął na ziemi polskiej. W Warszawie, przy małym, ale pięknym kościele św. Benona rozwinął niezwykle prężną działalność opiekuńczo-wychowawczą. Zakładał sierocińce i ochronki dla biednych dzieci, a dla młodzieży otwierał szkoły, w których mogli przygotowywać się do wykonywania przyszłych zawodów. Warto podkreślić, że właśnie przy kościele redemptorystów powstała pierwsza w Europie szkoła zawodowa dla dziewcząt.
Klemens jest niezwykle wrażliwy na los ubogich. Rozdaje żywność do tego stopnia, że pewnego dnia nawet magazyny zakonne były puste. Jednak w takich sytuacjach Klemens miał swoisty sposób wychodzenia z beznadziejnych sytuacji. Szedł do kaplicy, klękał bardzo blisko tabernakulum i pukał, mówiąc: „Panie Boże, czas działać”. Po tak ufnej modlitwie zawsze ktoś przynosił chleb dla zakonników. Mawiał wówczas: „Byłem bardzo ubogi, ale nigdy do tego stopnia, żebym nie miał nic do dania innym ludziom”. Bardzo ceni wiernych świeckich, którzy gromadzą się w wielu stowarzyszeniach, wspólnotach czy bractwach. Już wtedy, u początku XIX wieku był przekonany, że laikat ma wielką i niezastąpioną rolę w Kościele. Sprawił także z pomocą swoich współbraci, iż niewielka świątynia na jakiś czas stała się centrum religijnym stolicy. Odbywały się w niej przez cały dzień różnego rodzaju nabożeństwa, głoszono kazania w kilku językach. Klemens, gdy zachęcał do pogłębiania swej wiary, mówił: „Człowiek bez wiary jest jak ryba bez wody” i „lepiej byłoby życie stracić niż wiarę”. W kazaniach o modlitwie przypominał: „Modlić się należy bez napięcia, jak to zwykło się myśleć o przyjacielu”. A o pięknie sprawowanej liturgii sława rozchodziła się po całej Warszawie. Klemens przekonywał, że „im wspanialsza liturgia, tym lepiej ludzie mogą się modlić, a przez harmonię muzyki mogą wznosić swe serca i myśli do Boga i głęboko przeżywać nabożeństwa”. Ten styl działalności apostolskiej został nazwany Nieustanną Misją.
Niestety, skończyła się ona z wejściem wojsk napoleońskich do Warszawy. Za namową masonerii cesarz kazał zamknąć kościół a zakonnicy zostali wywiezieni w różne części kraju. Pod koniec pobytu Klemens z mocną wiarą wołał do wiernych: „Odwagi! Bóg jest Panem! On kieruje wszystkim dla swojej chwały i naszego dobra”.
I rzeczywiście. Bóg tak pokierował losem św. Klemensa, że od roku 1808 nastąpił drugi etap niezwykle intensywnej pracy apostolskiej. Udaje się on do Wiednia. Zmieniają się co prawda warunki zewnętrzne, ale nie zmienia się w sercu Klemensa miłość do Boga, Kościoła katolickiego i ubogich. Te trzy miłości ciągle wypełniają całe życie naszego Świętego. Mimo że przybywa mu lat - gorliwość nie ustaje. W Wiedniu animuje życie duchowe dla wybitnych artystów i ludzi nauki. Zakłada szkoły, ale tym razem dla dzieci z tych rodzin, które w przyszłości obejmą wysokie stanowiska państwowe. Chciał, aby jego ojczyzną kierowali ludzie nie tylko dobrze wykształceni, lecz także tacy, który kierują się wskazaniami Ewangelii. Dużo spowiadał, głosił z przekonaniem prawdy wiary. Jako wielki apostoł potrafił wypowiadać także prorocze zdania. Jedną z najważniejszych sentencji, jaką wypowiedział, brzmiała: „Ewangelia musi być głoszona ciągle na nowo”. Przy tym wszystkim nie zaniedbuje ludzi ubogich i potrzebujących. Przecież jego mottem, jako redemptorysty jest zdanie z księgi Izajasza; „Posłał mnie, abym ubogim głosił dobrą nowinę”. Świadkowie jego procesu beatyfikacyjnego powiedzą, że to „nie ubodzy szukali Klemensa, ale on nieustannie poszukiwał ubogich”.
15 marca 1820 roku nadszedł koniec pielgrzymki ziemskiej dla św. Klemensa. Kilka minut przed śmiercią słabym głosem powtarzał zdanie swojej ulubionej pieśni, którą śpiewał każdego dnia rano: „Wszystko mojemu Bogu na chwałę”. Odszedł do Pana po zasłużoną nagrodę, gdy odmawiano modlitwę „Anioł Pański”.
Po śmierci Klemensa Hofbauera w jednej z gazet w Austrii ukazał się artykuł, w którym autor napisał: „Co może zrobić w trudnych warunkach i bardzo ciężkiej sytuacji jeden człowiek, mogą wykazać mury św. Benona w Warszawie. Jest tam tysiące świadków, ludzi, których on żywił, ubierał, prowadził do Boga i do chrześcijańskiej odmiany życia. Dopiero następne pokolenia będą mogły zbierać owoce jego niezwykle czynnego, prawdziwe apostolskiego życia”. Miejmy świadomość, że to właśnie nasze pokolenie zbiera owoce jego gorliwego życia. Podejmijmy zatem trud i radość wprowadzania w życie trzech miłości, którym św. Klemens był wierny: miłości do Boga, do Kościoła i do ludzi ubogich.
W stulecie kanonizacji św. Klemensa jego duchowość staje się na szczęście coraz bardziej znana w Polsce i poza jej granicami. Powstają wspólnoty świeckich, dzieła apostolskie i charytatywne, które inspirują swoją działalność duchowością Patrona Warszawy i Wiednia. Wdzięczni Bogu za dar osoby św. Klemensa modlimy się, by św. Klemens Hofbauer wypraszał wszelkie potrzebne łaski dla redemptorystów na całym świecie, aby z największą gorliwością głosili zawsze i wszędzie Ewangelię dla ubogich, wszelkie zaś dzieła związane z jego duchowością niech chroni Boża Opatrzność.
List na święto św. Klemensa w roku 2010
******************
Św. Klemens Hofbauer – wzór ojca i przewodnika duchowego
Kolejna rocznica śmierci św. Klemensa Hofbauera, a tym roku jest to już 190-ta, patrona Warszawy i Wiednia, opiekuna piekarzy i cukierników, skłania do refleksji, aby przypatrzeć się choćby jednemu z wielu aspektów jego bogatej duchowości. I chociaż św. Klemens żył ponad dwieście lat temu, jego życie było z pewnością na tyle barwne i wielowymiarowe, że może być inspiracją również dla ludzi XXI. Czas od 19 czerwca ubiegłego roku do 19 czerwca 2010 wyznaczony został przez papieża Benedykta XVI jako Rok Kapłański. Przez cały rok modlimy się za kapłanów, aby byli gorliwymi kapłanami, autentycznymi ojcami duchowymi, prawdziwymi przewodnikami dla wielu zagubionych ludzi oraz liderami chrześcijańskich wspólnot.
Dzisiejsze czasy naznaczone są kryzysem ojcostwa. Dotyczy to zarówno ojcostwa rodzinnego, jak i duchowego. W wielu rodzinach dzieci pozbawione są ojca z powodu rozejścia się rodziców, albo poprzez zbyt dużo ilość zajęć zawodowych kontakt dzieci i młodzieży jest bardzo ograniczony. Brak obecności ojca w rodzinie, wspólnego bycia razem, rzadka możliwość rozmowy dziecka czy młodego człowieka z ojcem przenosi się na wymiar życia religijnego. Obraz Boga Ojca zostaje zniekształcony przez niedobre czy nieprawidłowe relacje z ojcem ziemskim. Wielu młodych ludzi odrzuca Boga jako Ojca, dlatego że nie mieli okazji doświadczyć miłości ojcowskiej, nie mieli ojca, który byłby ojcem według serca Bożego. W tym kontekście chcemy przypatrzeć się postawie św. Klemensa i zapytać się, jakim był kapłanem, ojcem i przewodnikiem duchowym? Tym bardziej, że dwa tygodnie po wspomnieniu jego śmierci, czyli 29 marca przypada rocznica przyjęcia przez św. Klemensa święceń kapłańskich (1785).
Klemens Hofbauer od najmłodszych lat pragnął zostać kapłanem. Jednak sytuacja finansowa rodziny nie pozwalała mu na kontynuowanie nauki, nie mówiąc już o podjęciu studiów teologicznych. Czas oczekiwania na spełnienie się woli Bożej i jego pragnień wykorzystał, aby nieustannie rozwijać się duchowo. Spędził zatem kilka lat w pustelniach. Odbył także kilka pielgrzymek do Rzymu i sanktuariów maryjnych. Okres życia samotnego i pielgrzymiego okazał się niezwykle owocny duchowo i stał się świetnym przygotowaniem do późniejszej pracy kapłańskiej. Jednak dopiero mając trzydzieści dwa lata dzięki życzliwości ludzi mógł rozpocząć studia teologiczne. W międzyczasie wstąpił do Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, niedawno powstałego zgromadzenia misyjnego i święcenia kapłańskie przyjął już jako redemptorysta w Italii.
Wydaje się, że jednym z ważniejszych wydarzeń, które wpłynęły na prawdziwie ojcowską postawę św. Klemensa była sytuacja z dzieciństwa. Sam Święty nawet w starości z wielkim przejęciem wspominał moment, gdy jego matka po śmierci ojca zaprowadziła go przed duży, przydrożny krzyż i powiedziała do niego: Moje dziecko, od tej chwili On będzie twoim ojcem. Staraj się postępować drogą, która mu się podoba. Bóg stanie się do niego Ojcem, a sam św. Klemens będzie wzorował swe duchowe ojcostwo na pokornej i miłosiernej miłości Boga Ojca.
Ojcowska miłość św. Klemensa wyrażała się w różnorodny sposób. Ludzie, którzy byli mu powierzeni traktował jak swoje dzieci. Kiedy były brudne czy zawszawione - mył je, a kiedy brakowało chleba w ochronkach przez niego założonych, nie wstydził się dla nich żebrać. Dla dobra młodych ludzi zakładał szkoły. Najpierw w Warszawie, aby mogli zdobywać wiedzę i przygotować się do wykonywania choćby najprostszych zawodów, a w Wiedniu tworzył takie warunki do nauki, by absolwenci pochodzący z zamożnych rodzin w przyszłości mogli podjąć odpowiedzialne stanowiska w państwie.
Jako kapłan, szafarz sakramentów troszczył się także o duchowy rozwój swoich wiernych poprzez gorliwe sprawowanie Eucharystii i możliwość częstej i dobrej spowiedzi. We wspomnieniach dotyczących tamtych lat czytamy: Kościół św. Benona nie mógł pomieścić przybywających na nabożeństwa. Otaczający cmentarza i ulice były także wypełnione modlącymi się. Z najodleglejszych przedmieść Warszawy, wśród słoty, upału i zimna widziano przybywających do kościoła. Zamożni, artyści, fabrykanci, rzemieślnicy, służący, wszystko cisnęło się do tutejszego kościoła. Od świtu do zmroku odbywały się nabożeństwa, dobrana muzyka i żarliwi mówcy, gorliwość w wypełnianiu posług religijnych zjednywały redemptorystom rodzaj uwielbienia i uszanowania. Nie inaczej działo się w sprawowaniu innych sakramentów. Jeden z uczestników przygotowania do przyjęcia sakramentu chrztu wspominał, że o. Hofbauer zajął się nami z pełnym miłości i niepohamowanym zapałem.
Św. Klemens Hofbauer oddziaływał na innych także poprzez słowo mówione. Był przekonany, wzorem swego założyciela św. Alfonsa Liguori, że słowo Boże musi być tak przekazywane, aby rozumieli je wszyscy – mali i wielcy, uczeni i prości ludzie. Mówił zatem niezwykle prosto. I przygotowanie do kazań było równie nieskomplikowane. Na początku tygodnia kazał sobie czytać niedzielną Ewangelię, by potem przemyśleć, a przede wszystkim przemodlić ją jeszcze w kaplicy. Na owoce tak przygotowanego słowa nie trzeba było długo czekać. Słuchacze jego kazań mówili: Słuchając jego kazań, myślę często, że tak właśnie musieli przepowiadać apostołowie.
Był św. Klemens duchowym kierownikiem i doradcą ludzi wszelkich zawodów i warstw społecznych. Do jego penitentów należeli szlachta i uczeni, urzędnicy i artyści, biskupi i profesorowie uniwersytetu, bogaci i biedni. Tajemnica owocności jego oddziaływania poprzez sakrament pojednania i kierownictwo duchowe była podwójna. W pierwszym rzędzie był to dar Boży, ale św. Klemensa dodał osobisty wysiłek, by być, jak to wyraził św. Paweł „wszystkim dla wszystkich”. Był założycielem wielu grup, stowarzyszeń i wspólnot kościelnych. Dzisiaj nazwalibyśmy go promotorem zaangażowania się wiernych świeckich w sprawy kościoła. Zadaniem, jakie sobie stawiał był uformowanie świadomych apostołów świeckich. Dla ich rozwoju duchowego układał specjalne statuty i programy rozwoju, a przede wszystkim nie szczędził dla nich czasu. W Wiedniu jego dwa malutkie pokoje były nieustannie wypełnione studentami, z którymi modlił się i rozmawiał o istotnych sprawach życia i wiary. Jeden z biografów życia św. Klemensa napisał: Hofbauer nie potrzebował żadnych duszpasterskich trików. Był po prostu kapłanem-przyjacielem, a oni nie mogli się oprzeć sile jego przyciągania. Oni wyczuwali: tu jest kapłan, który nas rozumie i każdego traktuje poważnie, jak gdyby był jeden jedyny. Patron Warszawy i Wiednia dał się zatem poznać jako duszpasterz, któremu leży na sercu dobro duchowe wiernych. Był jak ojciec, który „ze skarbca swego serca wydobywa rzeczy nowe i stare” (Mt 13,52). A wierni wyczuwali w nim ojca, który ich rozumie, kocha i prowadzi. Zapisane świadectwa nie pozostawiają wątpliwości o szczególnej roli ojca i przewodnika w życiu ludzi, którzy go spotkali. Niektórzy z wiernych zawsze wcześniej wiedzieli, kiedy przybędzie o. Klemens. Zaraz na dziedzińcu przed nim klękali, a on kreśli nad ich głowami znak krzyża. Można było zauważyć, że o. Klemens przyjmował te znaki czci jakoś naturalnie, jak ojciec od swych dzieci. Ktoś inny zaś dodaje: W dniu, kiedy złożyliśmy przed o. Klemensem wyznanie wiary, po naszym nawróceniu, traktował nas jak swoje dzieci. Najszczęśliwsze godziny, które przeżyłem był właśnie te, kiedy po Mszy, podczas której przystąpiliśmy do Komunii świętej zapraszał nas na śniadanie. Ojcostwo duchowe wyzwalało w nim nietajoną radość.
Dzień śmierci, który w naszej tradycji i wierze jest także traktowany jako dzień narodzin dla nieba staje się najpierw momentem dziękczynienia za życie i dzieło, które po sobie pozostawił św. Klemens. Następnie mamy odwagę wyrazić prośbę, aby dziedzictwo św. Klemensa nie tylko nie zostało zmarnowane, ale dalej się rozwijało. Zadaniem, które pozostawił dla redemptorystów i ludzi wierzących, jest modlitwa i codzienna troska, aby nigdy nie zabrakło wśród redemptorystów prawdziwych ojców, kapłanów i przewodników duchowych.
List do Współbraci z okazji święta św. Klemensa M. Hofbauera w 2012 roku
Święty Klemens - mąż wiary
Drodzy Współbracia,
W Przesłaniu Końcowym XXIV Kapituła Generalna wskazała dziedzinę życia apostolskiego jako przedmiot naszej szczególnej uwagi. W treści hasła na obecne sześciolecie, które brzmi: Głosić Ewangelię w sposób zawsze nowy. Odnowiona nadzieja, odnowione serca, odnowione struktury dla misji, zawarte są słowa św. Klemensa Hofbauera. Przy okazji wspomnienia liturgicznego Apostoła Warszawy, warto na nowo spojrzeć na jego życie, aby dostrzec w jaki sposób świadectwo, które nam pozostawił, może stać się inspiracją w czasie obecnym. Szukając dróg odczytywania charyzmatu w naszych czasach, chcemy tym bardziej zachować żywą więź z duchem Założyciela i naszych świętych poprzedników.
Święty Klemens Hofbauer był człowiekiem nadziei. Dzięki temu zdołał stawić czoła trudnościom, z jakimi już od najmłodszych lat musiał zmierzyć się na drodze swojego powołania: brak środków finansowych na naukę, przeciwne nauczaniu Kościoła trendy na uniwersytecie w czasie studiów w Wiedniu, wygnanie z Warszawy i uwięzienie w Kostrzyniu, czy wreszcie - samotna misja w Wiedniu. Nigdy nie przestał pokładać nadziei w Bożą Opatrzność. Nadzieja, którą żył, dodawała mu odwagi, aby w zmieniających się okolicznościach, pomimo nieprzychylnej redemptorystom i Kościołowi polityki państwowej, odnajdywać drogi skutecznego głoszenia Dobrej Nowiny.
Ten „święty na trudne czasy” potrafił założyć szkołę dla biednych chłopców i dziewcząt, zajmować się osieroconymi dziećmi i prowadzić pośrednictwo pracy dla ludzi pozostawionych na pastwę losu. Wraz ze współbraćmi gorliwie głosił słowo Boże wykorzystując różne formy przekazu, dzięki czemu mały kościół św. Benona w Warszawie stał się miejscem misji nieustannej dla mieszkańców miasta. Z odwagą przepowiadał Ewangelię także podczas misji i rekolekcji parafialnych oraz poszukiwał nowych miejsc, gdzie redemptoryści mogliby założyć kolejne fundacje. Będąc w Wiedniu zgromadził środowisko nazwane „Kręgiem Hofbauera”, które skupiało uczonych, artystów, urzędników, profesorów i studentów. Dzięki więziom przyjaźni stał się dla wielu ludzi kierownikiem duchowym i przewodnikiem na drogach wiary.
W dniu święta św. Klemensa wspomnienia warto postawić pytanie o źródło jego niewzruszonej nadziei oraz niegasnącego entuzjazmu w głoszeniu Dobrej Nowiny. Znane jest powiedzenie św. Klemensa: „Odwagi, Bóg wszystkim rządzi”. Ukazuje ono jego wiarę, którą przeżywał jako całkowite zdanie się na Boga. Było to widoczne szczególnie w sytuacjach, w których tak zwany „ludzki rozsądek” podpowiadał, że nie ma sensu podejmować wysiłku i nie warto się więcej trudzić.
Św. Klemens Hofbauer jest dla nas nauczycielem wiary, tym bardziej aktualnym, że przyszło nam żyć w czasach osłabienia wiary w Boga w sercach wielu współczesnych ludzi. Ludzie dziś usiłują żyć tak, jakby Boga nie było, płacąc za to dotkliwą cenę życia w pustce. Bez wiary w Boga nawet najmniejsze trudności urastają do rangi barier niemożliwych do przezwyciężenia i powodują zniechęcenie oraz utratę nadziei. Przykład życia świętego współbrata wytycza w tym kontekście wyraźny szlak konsekwentnego zawierzenia Bogu. Przekonuje, że największe nawet przeciwności w spotkaniu z wiarą człowieka stają się okazją do dania świadectwa o pierwszeństwie łaski Bożej i zaangażowania na rzecz budowania Królestwa Bożego już tu na ziemi.
Wzorem Apostoła Warszawy, uważnie, lecz bez lęku i uprzedzeń, spoglądajmy na rzeczywistość, w której przyszło nam głosić Dobrą Nowinę. Nowe czasy, nowe sytuacje i rozmaite problemy, które napotykamy jako redemptoryści, przynoszą z sobą z pewnością także stosowne natchnienia Boże.
Dziś przed Kościołem, a więc także przed redemptorystami, stoi zadanie głoszenia na nowo z przekonaniem prawdy, że Bóg jest Początkiem i Celem, Stwórcą i Zbawcą, Ojcem i Przyjacielem. Naszym celem jest więc doprowadzenie człowieka do odkrycia piękna i radości wiary.
Współbraci zajmujących się prowadzeniem misji i rekolekcji zachęcam, aby na wzór św. Klemensa z entuzjazmem i bez poddawania się zniechęceniu głosili Ewangelię oraz poszukiwali nowych sposobów jej przekazywania współczesnemu człowiekowi.
Przykład św. Klemensa niech będzie także inspiracją dla tych współbraci, którzy zaangażowani są na polu duszpasterstwa parafialnego. Parafie prowadzone przez redemptorystów winny być miejscami nieustannej misji i ewangelizacji. Niech nasze kościoły będą znane z tego, że homilia jest głoszona nie tylko w niedzielę, ale także w czasie Mszy Świętych w dni powszednie.
Idąc za przykładem św. Klemensa, otoczmy również należytą troską duszpasterską młodzież. Duszpasterze młodzieżowi niech nie szczędzą czasu, zapału i cierpliwości w towarzyszeniu młodym ludziom, którzy poszukują Boga.
W ostatnich latach swojego życia św. Klemens doświadczał trudu cierpienia związanego z chorobą i podeszłym wiekiem. Jego orędownictwu oddaję także współbraci chorych i cierpiących. To wszystko, czego doświadczacie ze względu na słabość ciała, stanowi ważny wkład w dzieło ewangelizacji, która jest na pierwszym miejscu aktem wiary, a dopiero później działaniem na zewnątrz.
Niech świąteczne wspomnienie św. Klemensa odnowi w nas wszystkich nadzieję, ożywi nasze serca i umocni wiarę, abyśmy pewni Bożej miłości mogli codziennie poświęcać nasze życie dla Obfitego Odkupienia.
Święty Klemensie, mężu wiary, módl się za nami!
W Chrystusie OdkupicieluJanusz Sok CSsR Prowincjał
Warszawa, 8 marca 2012 r.
List do Współbraci z okazji święta św. Klemensa M. Hofbauera w 2013 r.
Drodzy Współbracia!
Tegoroczne święto świętego Klemensa Marii Hofbauera chcemy przeżywać w perspektywie trwającego Roku Wiary, ufając głęboko, że nasz święty Współbrat ciągle potrafi nas inspirować i zachęcać do twórczego i odważnego poszukiwania bliskości Boga oraz do wzrastania w pełniejszym rozpoznawaniu daru wiary, naszego powołania, sytuacji współczesnego świata i Kościoła. Bliskość Boga umacnia nas w nieustannej misji głoszenia światu nadziei szczęśliwego życia, nadziei, która płynie z odwagi bezgranicznego zawierzenia Bogu. Żywa wiara św. Klemensa wyrastała z pełnego, niemal dziecięcego zaufania do umiłowanego Chrystusa, do którego tęsknił od najmłodszych lat. Z upływem czasu owa dziecięca tęsknota rozpaliła się potężnym światłem, silniejszym niż światło rozumu, czyniąc z niego świadka nadziei i radości.
Dziś ukazuje się nam św. Klemens jako postać obdarzona nie tylko genialną zdolnością rozumienia czasów racjonalnego Oświecenia, w których przyszło mu żyć, ale także wnikliwym spojrzeniem na oczekiwania człowieka dotyczące najgłębszych jego potrzeb. Potrzeby te obejmowały wtedy, ale również obejmują dzisiaj, całego człowieka z jego umysłem, sercem i wszystkimi zmysłami. Rodziły się one z tęsknoty za umiłowaniem Boga, zrozumienia prawdziwego powołania i obdarowania tą samą miłością drugiego człowieka.
Św. Klemens zdawał sobie sprawę, że do każdego trzeba podchodzić indywidualnie, uwzględniając cały jego świat, i traktować poważnie, bez względu na to, kim i jaki jest: bogaty czy biedny, dobry czy zły, wykształcony czy prosty, pewny siebie czy zagubiony. W każdym bowiem św. Klemens chciał dostrzec Chrystusa, który niesie wyzwolenie z grzechu i zła, który obdarza miłością i przebaczeniem. Żył przekonaniem, że w każdym człowieku tkwi wiele pokładów dobra, trzeba je tylko odkryć, wydobyć na powierzchnię codzienności. Dlatego próbował w oryginalny, niekonwencjonalny, często prowokacyjny sposób budzić ludzi z pasywności, niewiary w siebie i zagubienia w świecie.
Jakże takie budzenie potrzebne jest nam dziś, kiedy brak nam odwagi, by stawać po stronie tych, którzy są wierni nauczaniu Kościoła, którzy sercem przywiązani są do tradycyjnych form pobożności ludowej, otwarci na bezkompromisową obronę życia, oddani posłudze młodym ludziom, dzieciom biednym i osieroconym, przyczyniający się do apostolstwa prasy i rozpowszechniający w społeczeństwie dobre książki, mający otwarty rozum, który nie poddaje się wymogom narzucanym przez „poprawność polityczną”. Św. Klemens był dla wszystkich. Wszyscy byli dla niego ważni i cenni, ale szukał i gromadził wokół siebie ludzi myślących podobnie, pragnął tworzyć wspólnotę, która miała być lekarstwem na samotność i brak odwagi w zdobywaniu świata dla Boga.
Ukazuje się w osobie św. Klemensa przedziwny pęd, który niósł ze sobą wolność Bożego ducha, moc wiary i przekonywał do wyższego wymiaru ludzkiego życia, wymiaru, którego poznanie wykraczało poza możliwości człowieka, wymiaru którego nie da się ogarnąć ani głębokością i siłą ludzkiego intelektu, ani bogatym światem ludzkich uczuć, chociaż jedno i drugie do niego prowadzą. Ostatecznie to Boży duch jest tęsknotą i powołaniem człowieka. Św. Klemens chciał go „podarować” wszystkim bez wyjątku. Uważał bowiem, że posiadanie żywej wiary jest najpiękniejszym skarbem, który człowiek nosi w sobie. Przez całe życie sam ten skarb pielęgnował i z niego czerpał siły do głoszenia Ewangelii.
Życie św. Klemensa jest dowodem na to, że Bóg ciągle sprawia nam niespodzianki, na pozór krzyżuje nasze plany, stawia wobec zaskakujących sytuacji, które zdają się nie mieć wyjścia, z których jednak rodzi się wielkie dobro, jeśli tylko w Nim pokładamy nadzieję i Jemu bez reszty zaufamy. W dzisiejszym mocno zsekularyzowanym, zlaicyzowanym, bezdusznym świecie trzeba nam na nowo zatęsknić za pełną ufności, bezgraniczną, ale odważną wiarą. Życie, nauczanie i bogata działalność także dziś winna nas inspirować do tego, by głosić Ewangelię wytrwale i zawsze z nowym zapałem.
Modląc się dziś wraz ze św. Klemensem, pragniemy nieustannej obecności w naszym życiu Jezusa i Jego Matki, pragniemy, byśmy zawsze byli ludźmi dobrymi i szlachetnymi, oddanymi braciom i siostrom, Zgromadzeniu i całemu Kościołowi.
W Chrystusie Odkupicielu
Janusz Sok CSsR
Prowincjał
Warszawa, 11 marca 2013 r.
List ojca generała Michaela Brehla na święto świętego Klemensa w 2013 r.
Drodzy Współbracia, Siostry, Współpracownicy i Przyjaciele,
Celebrujemy dziś święto św. Klemensa Marii Hofbauera, nazywanego przez nas często „drugim założycielem” i świętym patronem Wiednia. Jako redemptorysta misjonarz opowiada nam swoim życiem zdumiewającą historię. Jest ona zawsze dla nas aktualna, jednakże nigdy tak bardzo jak obecnie, gdy XXIV Kapituła Generalna wybrała temat sześciolecia, inspirując się jego słowami i życiem.
„Głosić na nowo Ewangelię: odnowiona nadzieja, odnowione serca, odnowione struktury dla misji”.
Chciałbym rozpocząć tę refleksję o św. Klemensie następującym cytatem z biografii św. Alfonsa autorstwa o. Antonia M. Tannoi:
Ci dobrzy Niemcy [Klemens Hofbauer i Tadeusz Hübl] płonęli świętym zapałem, i gorąco pragnęli widzieć dom Zgromadzenia założony w Wiedniu. Żar ich zapału był tak wielki, że nie zauważali trudności na tej drodze i patrzyli na rzeczy jakby one już zaistniały. Ów projektowany dom niemiecki był wyśmiewany w gronie ojców. Jednakże, gdy św. Alfons usłyszał o pobożnych planach tych gorliwych nowicjuszy, spojrzał na to inaczej – myśl ta wywoła u niego ogromną radość: „Bóg – powiedział św. Alfons – nie poniesie porażki w tym dziele szerzenia poprzez nich swojej chwały. Kasata jezuitów spowodowała, iż tamtejsza ludność została niemal opuszczona. Misje jednakże powinny być inne od naszych; nauczanie (katecheza) będzie bardziej pożyteczne niż kazania, skoro ludzie tam żyją wśród luteranów i kalwinistów. Na początku powinni być nauczeni wypowiadać Credo, a następnie wierni powinni być przygotowani do porzucenia grzechu. Ci kapłani zdziałają wiele dobra, lecz będą potrzebować do tego większego światła niż mają. Napisałbym do nich, ale jest wolą Bożą, abym się do tego nie mieszał. Mój Jezu! Uczyń mnie coraz bardziej pokornym i zbierz tam owoce Twojej chwały.
Jestem pewien, że wszyscy znacie tę historię, jaka była reakcja św. Alfonsa, kiedy usłyszał o nowicjuszach Klemensie i Tadeuszu. Tannoia relacjonuje, że w Pagani współbracia wyśmiewali obu dziwnych Niemców z ich wielkimi planami! Z pewnością byli oni po prostu naiwnymi marzycielami! Lecz św. Alfons, bardzo uradowany tą wiadomością, uciszył śmiejących się współbraci słowami, które okazały się być prorocze: „Bóg nie poniesie porażki w dziele szerzenia poprzez nich swojej chwały … jednakże ich misja nie powinna być taka jak nasza… Ci kapłani zdziałają wiele dobra, lecz potrzebują większego światła…” Sam Alfons rozumiał potrzebę adaptacji i zmiany stosownie do kontekstu, w jakim misjonarze redemptoryści żyją i pracują. Wydaje się, iż droga do pierwszej restrukturyzacji Zgromadzenia – zainspirowana marzeniami dwóch niemieckich nowicjuszy – była przygotowana z błogosławieństwem samego św. Alfonsa!
Klemens był przekonany, że mamy potrzebę uczenia się, aby głosić Ewangelię zawsze na nowo. To zdanie, które powtarzał wielokrotnie i w różny sposób, stało się inspiracją dla tematu naszego sześciolecia, gdy wkraczamy głębiej w proces restrukturyzacji ze względu na naszą misję. XXIV Kapituła Generalna odbywała się pod koniec obchodów setnej rocznicy kanonizacji św. Klemensa i być może także to miało wpływ na nasz wybór tematu. Niemniej jednak uważam, że ten temat został wybrany jako kontynuacja trzech ostatnich Kapituł Generalnych. Jest on bezpośrednią konsekwencją doświadczenia naszego misyjnego powołania w dzisiejszym świecie, którym dzieliliśmy się podczas obrad XXIV Kapituły Generalnej. Tak więc nie było to tylko sentymentalne uznanie zasług św. Klemensa z okazji roku jubileuszowego.
Jak to proroczo oznajmił św. Alfons, gdy błogosławił marzeniom i nadziejom Klemensa i Tadeusza, zmieniający się kontekst, w jakim żyje nasze Zgromadzenie, domaga się nowego podejścia do ewangelizacji oraz odnowienia i restrukturyzacji naszego życia apostolskiego (vita apostolica), zawsze w zgodzie z Konstytucjami i Statutami. Rzecz to oczywista, iż fundament jest niezmienny i zawsze musi nim być Jezus Chrystus (1 Kor 3,6-11), co podkreśla pierwsze czytanie ze święta św. Klemensa. Podobnie jak Klemens jesteśmy budowniczymi, którzy kontynuują dzieło dobrze już rozpoczęte. Fundamentem pozostaje nasze osobiste i wspólnotowe spotkanie i wzajemna relacja z Jezusem Chrystusem. Zostało to również podkreślone na Synodzie o Nowej Ewangelizacji, który odbył się w październiku 2012 r.
Prefacja Mszy o św. Klemensie podkreśla trzy ważne aspekty osoby św. Klemensa Hofbauera, co czyni go dziś szczególnie odpowiednim wzorem dla redemptorystów misjonarzy, gdy kontynuujemy proces restrukturyzacji nie tylko wymiarze struktur zewnętrznych, lecz również dążymy do odnowy naszej nadziei i naszych serc. Prefacja mówi nam, że życie św. Klemensa jest dla nas przykładem, że on jest naszym przyjacielem, że jest mężem modlitwy, który nadal nas wspiera.
Przykład życia św. Klemensa: odczytywanie znaków czasu
Klemens żył w czasach, które nie różniły się zbytnio od naszych. Ustanowił Zgromadzenie w Polsce w burzliwych dniach zaledwie dwa lata przed Rewolucją Francuską. Był to czas ogromnych zmian na kontynencie europejskim – w polityce, życiu religijnym, społecznym, w edukacji, ekonomii i komunikacji. Przesuwały się granice i linie podziału. Zapuszczały korzenie nacjonalizm, sekularyzacja oraz ruchy, które doprowadziły do ateizmu walczącego. Miały miejsce szerokie ruchy społeczne, będące rodzajem reakcji i ksenofobii, często nacechowane przemocą, co prowadziło często do migracji ludności. W tym kontekście św. Klemens stawiał czoła wyzwaniom, a czasem prześladowaniom zarówno ze strony władz cywilnych jak i kościelnych – zwłaszcza w strukturach Kościoła diecezjalnego, nierzadko zarażonego nacjonalizmem.
Klemens nie tylko pozostał wierny swemu osobistemu powołaniu, lecz zapraszał również innych do podobnej wierności. Poprzez swoje zaangażowanie na rzecz opuszczonych i ubogich, a równocześnie związany z Jezusem Chrystusem i apostolską wspólnotą redemptorystów, ustanowił Zgromadzenie na ziemiach Europy Północnej. Wszystkie założone przez niego wspólnoty były międzynarodowe, łącząc współbraci różnych języków i kultur – Polaków i Francuzów, Niemców i Czechów, Austriaków, Szwajcarów i Belgów. Marzył ciągle o bardziej dalekosiężnej i zróżnicowanej aktywności misyjnej – w Rumunii i Jugosławii, w Cesarstwie Rosyjskim, a nawet w Kanadzie. Wielkie sny? Z pewnością tak. Wyobrażam sobie, jak śmialiby się owi współbracia w Pagani, gdyby wiedzieli jak wielkie w rzeczywistości były marzenia św. Klemensa! Przykład jego życia wciąż pozostaje punktem odniesienia dla dzisiejszych naszych doświadczeń.
Doświadczenie przyjaźni: stałość pośród zamętu
Prefacja dzisiejszego świątecznego dnia przypomina nam, że św. Klemens jest naszym przyjacielem. Miał on niezwykły dar przyjaźni. W czasie jego życia w Europie Północnej nie było możliwości założenia Zgromadzenia ze strukturami kanonicznymi, co zapewniłoby mu przetrwanie. Z powodu takiej sytuacji to przede wszystkim przyjaźń z Klemensem skupiła wokół niego znaczącą grupę mężczyzn i dała im tożsamość – byli to Tadeusz Hübl, Emmanuel Kunzmann, Marcin Stark i tak wielu innych, którzy stali się redemptorystami. Przyjaźń z Klemensem dała stabilność rodzącej się wspólnocie, jeśli nawet jej przyszłość nie mogła być zabezpieczona na mocy wspólnej reguły i oficjalnego uznania ze strony Kościoła i państwa. Dar przyjaźni św. Klemensa jest dziś wyzwaniem dla nas, aby żyć bardziej autentycznie ewangeliczną przyjaźnią, do której jesteśmy wezwani (Konst. 34).
Przyjaźń z Klemensem nie była jedynie skierowanym do wewnątrz działaniem, wspomagającym powstanie wspólnoty i wspólne szukanie Boga. Klemens skupił się przede wszystkim na wspólnocie apostolskiej, za przykładem Jezusa (Konst. 21-22). W jego ewangelicznej przyjaźni i poświęceniu apostolskim, możemy dostrzec wcielony ideał powołania misyjnego, opisanego w Ewangelii czytanej podczas dzisiejszej Mszy św. (Łk 10, 1-9). Uczniowie są rozsyłani po dwóch. Są oni posłani jako wspólnota apostolska, aby nieść Dobrą Nowinę opuszczonym i biednym. Nie ma tu miejsca na „system” gwiazdorski, nie ma koncentracji na indywidualnych, charyzmatycznych osobowościach – ani w misyjnym planie Jezusa, ani u św. Klemensa. Uczniowie są posyłani jako wspólnota w celu budowania wspólnot (Konst. 12). Razem staja się „jedną społecznością misyjną” (Konst. 2), złożoną z wielu członków z wielu krajów, kultur i języków.
Ta przyjaźń Klemensa rozciągała się także na ludzi świeckich, mężczyzn i kobiety – których wzywał do współdzielenia powołania misyjnego. Ci mężczyźni i kobiety, spośród których wielu zostało oblatami, to nie tylko obiekt działań apostolskich św. Klemensa. Znacznie ważniejsze jest to, że stawali się oni partnerami w jego wielkim projekcie misyjnym: byli „posyłani jako pomocnicy, towarzysze i słudzy Jezusa Chrystusa w wielkim dziele Odkupienia” (Konst. 2), a św. Klemens oferował im formację, jakiej potrzebowali, aby móc działać skutecznie. Przez katechezę i publikacje, przez wspieranie rozwoju osobistego i głoszenie zanieśli oni Ewangelię w sferę edukacji, służby zdrowia, polityki, duszpasterstwa młodzieży i na każde możliwe forum życia publicznego.
Kiedy byłem młodym redemptorystą, porywały i inspirowały mnie życie i osobowość św. Klemensa. Sprawił on, że w moich oczach nasze misyjne powołanie jawi się jako realne i możliwe do wypełnienia. On sprawił, iż stało się ono żywym! Św. Klemens odznaczał się ciepłym poczuciem humoru i przystępnością. Dość przypomnieć historię, jak odpowiedział człowiekowi, który napluł mu w twarz, gdy prosił o jałmużnę dla dzieła prowadzonego w Warszawie: „Dziękuję. To było dla mnie. A teraz może znajdzie się coś dla moich sierot?”
Życie modlitwy: kontemplatyk w akcji
Św. Klemens Hofbauer to człowiek modlitwy. Mój mistrz nowicjatu opisywał go jako jasny przykład kontemplatyka w działaniu. Jego przyjaciel, o. Martin Stark, mówił o „tabernakulum”, odnosząc to do serca św. Klemensa. Dokądkolwiek szedł, zwykle pieszo, niósł z sobą Jezusa i łączył się z Jego Bożą obecnością, która w nim była. Całkowicie oddany służbie ludziom opuszczonym i biednym, dzięki swojej głębokiej i trwałej komunii z Bogiem, przynosił im o wiele więcej niż tylko pomoc materialną w ich trudnościach. Opuszczeni i ubodzy zdawali sobie sprawę, że gdy spotykają św. Klemensa, spotykają żywą obecność Boga.
Klemens przypomina nam o duchowym wymiarze naszego powołania misyjnego, bez czego nie możemy kontynuować misji Odkupiciela. Jako redemptoryści misjonarze, idąc za nauczaniem św. Alfonsa, postrzegamy nasze powołanie do świętości i nasze powołanie misyjne jako jedno i to samo zaproszenie do udziału w życiu Jezusa Odkupiciela. Kolejny raz do tego powracam - liturgia Mszy św. o św. Klemensie przypomina nam, że Jezus Chrystus jest fundamentem, a my zaledwie budowniczymi. Wędrujemy zdając się na wiarę. Wszystko zależy od Boga. Parafrazując słowa, którymi św. Klemens się modlił, niech nasza wiara budzi się wraz ze wschodzącym słońcem i nigdy nie zachodzi, dopóki wszystko nie zostanie dokonane. Być może żaden inny obraz nie opisuje lepiej takiej postawy św. Klemensa, jak obraz, gdy puka on do drzwi tabernakulum w momencie ogromnej potrzeby, pewien, że jego modlitwa już została wysłuchana.
Św. Klemens Maria Hofbauer CSsR: człowiek na nasze czasy
Przykład życia św. Klemensa i jego odpowiedź na znaki czasu przypominają nam o tym, że restrukturyzacja i wspólnoty międzynarodowe, wyzwania i niepowodzenia – nie są czymś nowym dla misjonarzy redemptorystów. Zresztą nigdy takie nie były. Są one raczej integralną częścią naszego misyjnego powołania. Takie marzenia i nadzieje zostały pobłogosławione przez samego św. Alfonsa. Tak, tak – one domagają się większego światła niż nasze własne, aby je podjąć. Dobrze rozumiemy, co św. Alfons miał przez to na myśli! Będziemy stawiać czoła równie wielu porażkom jak sukcesom, równie wielu wyzwaniom jak sposobnościom. To zawsze było obecne w naszej historii – od czasów św. Alfonsa, poprzez św. Klemensa aż do obecnego momentu. Wyborem przed którym stoimy jest „jak” odnawiać i restrukturyzować, a nie „czy” powinniśmy angażować się w ten proces.
Przyjaźń św. Klemensa ucieleśnia nasze życie apostolskie, nadając mu postać rzeczywistych ludzkich relacji przekształconych przez łaskę: relacji wzajemnych we wspólnocie apostolskiej, ze świeckimi stowarzyszonymi i współpracownikami, z opuszczonymi i biednymi. Ta ewangeliczna przyjaźń wzywa nas do odnowy serca i bardziej dojrzałej autentyczności. Wskazuje na emotywny wymiar naszego życia, który musimy integrować, a którego nie możemy ignorować. Ta ewangeliczna przyjaźń obiecuje, iż „ktokolwiek idzie za Chrystusem, doskonałym Człowiekiem, sam też pełniej staje się człowiekiem (Konst. 19).
Modlitwa św. Klemensa była osobista i serdeczna, konkretna i ważna. Jezus Chrystus istotnie był fundamentem, na którym budował swoje życie i posługę. Doświadczył niewiarygodnych strat i niepowodzeń, wyzwań i zmagań. Pamiętamy, że każda jedna fundacja, które usiłował zakładać, kończyła się niepowodzeniem. A mimo to nigdy nie stracił nadziei. Źródłem jego nadziei była obecność Jezusa, którego nosił w sobie i z którym był w nieustannej rozmowie. Powiedział, ze modlitwa jest piecem, w którym jego nadzieja codziennie się odnawia. Wszystko zależy od Boga. On wiedział o tym w głębi swojego jestestwa.
Klemens powiedział, że „musimy uczyć się głosić Ewangelię ciągle na nowo”. Nic więc dziwnego, że tajna policja Cesarstwa Napoleona napisała: „Kaznodziejstwo tego człowieka jest niebezpieczne”. Tak niebezpieczne, że zapalił ogień, który nadal płonie w redemptorystach misjonarzach na całym świecie, w blisko 80 krajach, w różnych kulturach i narodowościach, a wszystko z powodu misji, aby opuszczeni i biedni mogli usłyszeć Dobrą Nowinę.
Pomyśleć, że to wszystko rozpoczęło się od marzenia dwóch niemieckich nowicjuszy we Włoszech! Kiedy tego roku celebrujemy święto św. Klemensa, modlę się o to, abyśmy mieli odwagę snuć tak wielkie marzenia, razem pracować w ewangelicznej przyjaźni i odnawiać naszą nadzieję w piecu modlitwy. Możliwe, że wtedy nasze przepowiadanie będzie tak samo niebezpieczne jak jego!
Niech św. Klemens inspiruje nas dziś i towarzyszy nam w podążaniu za Odkupicielem w duchu św. Alfonsa. Niech nasza odnowa i restrukturyzacja opiera się na tym jednym pewnym fundamencie wiary, przyjaźni i modlitwy.
Życzę Wam wszystkim obfitego błogosławieństwa Bożego i wiele radości w ten świąteczny dzień.
Wasz brat w Chrystusie Odkupicielu
Michael Brehl CSsR
Przełożony Generalny
List Ojca Generała na święto św. Klemensa Hofbauera w 2015 roku
Drodzy Współbracia, Siostry, Współpracownicy i Przyjaciele!
Dziś obchodzimy święto św. Klemensa Marii Hofbauera, nazywanego często „drugim Założycielem” oraz patronem Wiednia. Jego życie jako misjonarza redemptorysty to fascynująca historia.
Św. Klemens Hofbauer był człowiekiem modlitwy. Mój mistrz nowicjatu przedstawiał go jako czysty przykład kontemplacji w działaniu. Współczesny świętemu i jednocześnie jego przyjaciel - o. Martin Stark - mówił o sercu św. Klemensa jako tabernakulum. Gdziekolwiek się udawał, zazwyczaj pieszo, niósł ze sobą Jezusa, Jego boską obecność. Oddany całkowicie służbie ubogim i opuszczonym, przynosił im, oprócz wsparcia materialnego w ich trudnościach, także swoje głębokie i stałe zjednoczenie z Bogiem. Opuszczeni i ubodzy rozpoznawali, że spotykając Klemensa, spotykają żywego Boga.
Klemens przypomina nam o duchowym wymiarze naszego misyjnego powołania, bez którego nie możemy kontynuować misji Odkupiciela. Jako misjonarze redemptoryści, idąc za przykładem i nauczaniem św. Alfonsa, doświadczamy, że nasze wezwanie do świętości i nasze misyjne powołanie są jednym i tym samym zaproszeniem, by dzielić życie Jezusa Odkupiciela. Liturgia dzisiejszego święta przypomina nam ponownie, że Jezus Chrystus jest fundamentem, a my jedynie budowniczymi. Postępujemy naprzód dzięki wierze (2 Kor 5,7). Wszystko zależy od Boga. Parafrazując słowa, którymi modlił się św. Klemens, niech nasza wiara budzi się jak wschodzące słońce i nigdy nie zachodzi, dopóki wszystko się nie dokona. Być może żaden obraz nie opisuje lepiej tej cechy, niż ten, gdy św. Klemens puka do drzwi tabernakulum w chwili wielkiej potrzeby, będąc pewien, że jego modlitwa już została wysłuchana.
Przykład życia św. Klemensa i jego odpowiedź na znaki czasu przypominają nam, że restrukturyzacja i wspólnoty międzynarodowe, wyzwania i porażki nie są niczym nowym dla misjonarzy redemptorystów. I nigdy nie były. Są raczej integralną częścią naszego misyjnego powołania. Te marzenia i nadzieje zostały pobłogosławione przez samego św. Alfonsa. O tak, wymagają one znacznie większego światła niż nasze własne, by mogły się zrealizować. Rozumiemy, co św. Alfons miał przez to na myśli! Spotykamy się z taką samą ilością porażek co sukcesów, wyzwań co możliwości. One zawsze należały do naszej historii – od św. Alfonsa przez św. Klemensa i aż do czasów obecnych. Wybór polega na tym, „jak” odnawiać i zmieniać struktury, a nie: „czy” angażować się w ten proces.
Przykład św. Klemensa pomaga wcielić nasze życie apostolskie w prawdziwe ludzkie relacje przemienione przez łaskę - relacje do siebie nawzajem we wspólnocie apostolskiej, relacje ze świeckimi współpracownikami, z opuszczonymi i ubogimi. Ewangeliczna przyjaźń wzywa nas do odnowy serca i dojrzałej autentyczności. Wskazuje na emocjonalny wymiar naszego życia, który musi zostać zintegrowany, a nie zignorowany. To ewangeliczne wezwanie daje nadzieję, że „kto idzie za Chrystusem, doskonałym Człowiekiem, sam też pełniej staje się człowiekiem” (Konst. 19).
Modlitwa św. Klemensa była intymna, konkretna i ważna ponad wszystko. Jezus Chrystus był rzeczywiście fundamentem, na którym zbudował swoje życie i posługę. Klemens spotykał się z niewiarygodnymi stratami i porażkami, wyzwaniami i trudnościami. Pamiętamy, że każda fundacja, której się podjął, upadła. Ale mimo tego nigdy nie stracił nadziei. Jej źródłem była obecność Jezusa, którego nosił w sobie i z którym był w stałym dialogu. Mówił, że modlitwa była ogniem, w którym jego nadzieja była codziennie oczyszczana. Zależał całkowicie od Boga i miał tego głęboką świadomość.
Św. Klemens mówił, że „musimy uczyć się głosić Ewangelię w nowy sposób”. Nic dziwnego, że tajna policja Napoleona napisała, iż „kaznodziejstwo tego człowieka jest niebezpieczne”. Tak niebezpieczne, że zapaliło płomień, który ciągle pali się w misjonarzach redemptorystach na całym świecie, w prawie 80 krajach, w różnych kulturach i narodach, a wszystko to dla dobra misji, aby opuszczeni i ubodzy mogli usłyszeć Dobrą Nowinę.
I pomyśleć, że wszystko rozpoczęło się od marzeń „dwóch niemieckich nowicjuszy”, którzy przybyli do Włoch! Obchodząc święto św. Klemensa w tym roku, modlę się, byśmy ośmielili się mieć tak wielkie marzenia, aby pracować razem w przyjaźni ewangelicznej i odnawiać naszą nadzieję w ogniu modlitwy. A może wtedy nasze przepowiadanie będzie tak niebezpieczne jak jego!
Niech św. Klemens towarzyszy nam dzisiaj i nas inspiruje, gdy idziemy za Odkupicielem w duchu św. Alfonsa. Niech nasza odnowa i restrukturyzacja będą budowaniem na jedynym pewnym fundamencie z wiarą, przyjaźnią i modlitwą.
Życzę Wam wszystkim w to święto błogosławieństwa i wielu radości.
Wasz Brat w Odkupicielu
Michael Brehl CSsR
Przełożony Generalny
List do Współbraci z okazji święta św. Klemensa M. Hofbauera w 2017 roku
Drodzy Współbracia ,
Niedawno zakończyła się II sesja XVI Kapituły Prowincjalnej, podczas której wypracowaliśmy Plan pastoralny na lata 2017 -2021, z myślą przewodnią: „Radość ewangelizacji młodych z młodymi. Młodzież, małżeństwo, rodzina”. Wiadomo jednak od dawna, że słowa wytyczają kierunek, natomiast przykłady pociągają. W tym kontekście pragniemy spojrzeć na św. Klemensa Hofbauera, świętując w tym roku jego liturgiczne wspomnienie. Mamy okazję wczytać się w jego listy, z których przebija duszpasterska intuicja i ewangelizacyjna gorliwość świętego Współbrata. Niech jego świadectwo nas inspiruje, aby trafnie i z odwagą podejmować wyzwania apostolskie naszej doby. W naszym kościele odbywa się jakby misja nieustanna. […]. Poza tym nie ma prawie ani jednego dnia w ciągu roku, kiedy nie głoszono by kazania w czasie Mszy św. z wystawieniem Najświętszego Sakramentem, jak również w czasie nawiedzenia Najświętszego Sakramentu (Warszawa 22.07.1799, List do o. gen. Blasucciego). Jeżeli leży nam na sercu zdobycie dla Kościoła Bożego ludu […] to publiczne Msze św. i wszelkie nauczanie młodzieży musi się odbywać jak najbardziej uroczyście i z piękną oprawą zewnętrzną. Należy przy tym działać z apostolską gorliwością i wielką roztropnością. Koniecznie trzeba założyć szkoły dla młodzieży obojga płci i głosić codziennie, nawet krótko, słowo Boże, oraz łamać chleb dla maluczkich. Publiczne kościelne święta przyciągają umysły i przełamują uprzedzenia wobec wiary. Lud więcej przeżywa wzrokiem aniżeli słuchem, więcej rozumie wzrokiem. (Wiedeń, 15.03.1815, List do abp. A. Severolego, nuncjusza w Wiedniu). Jesteśmy powołani do głoszenia Słowa Bożego, a w obecnym roku motywowani duszpasterskim, hasłem „Idźcie i głoście”. Zachęcam, byśmy za przykładem św. Klemensa zadbali o głoszenie słowa Bożego także w czasie codziennych Mszy Świętych. Zachęcam do chętnego i twórczego podejmowania wyzwań duszpasterskich. Nie szczędźmy czasu i środków, aby wspierać wychowanie i dojrzewanie w wierze młodzieży. Obecnie jest to grupa, którą w naszych czasach możemy zaliczyć do szczególnie zagubionych, ubogich i opuszczonych. Nie bójmy się działać z rozmachem i z wizją. Wszak nie chodzi tu o działania w oparciu o własne wysiłki i plany, ale o szczere zaufanie Bogu i wiarę w Bożą Opatrzność. Bez takiej postawy nie znajdziemy motywacji i odwagi do zmiany bezowocnych przyzwyczajeń i wychodzenia do nowych miejsc z orędziem Ewangelii. Żyjmy jak Apostoł Warszawy, w głębokim przekonaniu, że przeżywanie – czasem niełatwego – życia we wspólnocie i wspólne podejmowanie działań apostolskich ma siłę wiarygodnego świadectwa.
Nie szukam mojej własnej wygody. Gdybym tego szukał, to gdzie mógłbym znaleźć bardziej przyjemne życie niż pośród moich współbraci w Warszawie, gdzie mógłbym przyglądać się w spokoju ich działalności i cieszyć się razem z nimi w pokoju? Nie musiałbym w moim podeszłym wieku niszczyć mojego zdrowia głodem, kłopotami, zmartwieniami, zmęczeniem, trudami podroży i niepogodą. Nie chcę szukać moich własnych wygód! Chwała Boża, dobro Kościoła, zbawienie dusz, które dzisiaj znajdują się w niebezpieczeństwie: to leży mi na sercu! ( Wiedeń, 16.12.1803, List do abp. A. Severolego, nuncjusza w Wiedniu).
Św. Klemens jest dla nas wzorem misjonarza, człowieka pełnego ufności w Boże prowadzenie i odważnego w podejmowaniu nowych wyzwań. Takiej odwagi i gorliwości ducha życzę każdemu z Was: młodym, którzy przygotowują się do posługi, misjonarzom i duszpasterzom zaangażowanym w misję, zniechęconym, aby nabrali ducha oraz chorym współbraciom, aby ofiarą swojego cierpienia wspierali dzieło misyjne Prowincji i Zgromadzenia.
W Chrystusie OdkupicieluJanusz Sok CSsR
Prowincjał
List do Współbraci
z okazji święta św. Klemensa M. Hofbauera w 2014 r.
Drodzy Współbracia!
Wspomnienie św. Klemensa Hofbauera jest dla nas okazją, aby zatrzymać się i podziękować Bogu za dar tego redemptorysty. Niech świętowanie dzisiejszego patrona stanie się dla nas nie tylko rozpamiętywaniem chlubnej, chociaż burzliwej i niejednokrotnie przepełnionej cierpieniem historii życia św. Klemensa, lecz także okazją do spojrzenia w przyszłość z taką wiarą oraz gorliwością w głoszeniu Dobrej Nowiny ubogim, jaką cechowały św. Klemensa. W tym roku mija 100 lat, jak Papież Pius X ogłosił św. Klemensa patronem Wiednia w uznaniu dla jego wkładu w odnowę życia religijnego tego miasta. Poprzez swoją wytrwałą i pełną ufności wiarę, św. Klemens potrafił docierać do współczesnych mu ludzi. Nie szczędził on sił i czasu, aby poszukiwać sposobów skutecznego przekazywania orędzia Ewangelii każdemu człowiekowi, którego spotkał na swojej drodze powołania. Znana jest nam także jego gorliwość i jednocześnie prostota w przepowiadaniu słowa Bożego. Czasy w jakich żyjemy w wielu aspektach są podobne do tych, kiedy żył św. Klemens. Jedną ze wspólnych cech, jaka łączy epokę św. Klemensa ze współczesnością, jest wezwanie do głoszenia Ewangelii w nowy sposób. Przypomina nam o tym niejednokrotnie papież Franciszek. W dzisiejsze święto chciałbym was zachęcić, abyście na wzór św. Klemensa nie ustawali w gorliwości i ewangelicznym zapale głoszenia Jezusa Chrystusa najbardziej ubogim i opuszczonym. Abyście tak jak św. Klemens, na modlitwie wspólnotowej oraz osobistym trwaniu przed Najświętszym Sakramentem, odnajdywali siłę do gorliwości apostolskiej i świeżość w głoszeniu Ewangelii. W naszym zjednoczeniu z Chrystusem znajduje się źródło apostolatu i siła, abyśmy nie przejęli takiego stylu życia, jakby Bóg nie istniał, który proponuje nam dzisiejszy świat. Wielki Post, jaki przeżywamy, niech będzie dla nas wszystkich nie tylko czasem wzmożonej pracy apostolskiej, ale także wezwaniem do osobistego i wspólnotowego nawrócenia oraz umocnieniem naszej wierności Chrystusowi i Zgromadzeniu.
W Chrystusie Odkupicielu
Janusz Sok prowincjał
Warszawa, 10.03.2014 r.
