Przeskocz do treści

1. Styczeń 2019

SŁOWO ŚW. KLEMENSA DO MNIE styczeń 2019 Liczba wiernych garnących się do naszego kościoła jest wprost nie do wiary i zwiększa się z każdym rokiem. W 1800 roku św. Klemens napisał list do przełożonego generalnego o. Pawła Blasucciego. Opisał w nim trudne położenie Kościoła katolickiego pod rządami pruskimi i wielki upadek obyczajów w Warszawie. Pomimo tak niedobrej sytuacji w stolicy to w kościele redemptorystów ludzi nie ubywa, a wręcz przeciwnie. Pisze o dużym napływie wiernych, szczególnie z najniższych warstw społecznych. Było to na pewno owocem bardzo gorliwej pracy duszpasterskiej wszystkich ojców i braci. Najbardziej wyrażało się to poprzez tzw. Nieustanną Misję, czyli szczególnie w okresie Wielkiego Postu i Adwentu głoszono kazania na wszystkich mszach świętych, które celebrowane były w kilku językach. Dodatkowo ojcowie gromadzili wiernych na katechezy, podczas których wyjaśniali podstawowe prawdy wiary. W takich okresach liturgicznych wielka rzesza ludzi, jak można się domyślać, korzystała także z sakramentu pojednania. Wszystko to sprzyjało przybywaniu „wprost nie do wiary” - jak to pisze Klemens - liczby wiernych, która „zwiększa się z każdym rokiem”. Co zatem mówi nam styczniowe słowo naszego Patrona? Od 1989 roku, czyli roku wielkiego przełomu w naszej Ojczyźnie, rokrocznie spada liczba wiernych uczestniczących w niedzielnej mszy świętej. Z poziomu 46,7 % w roku 1990 do 36,7 % w roku ubiegłym. Jest to istotny spadek, jednak na przestrzeni 28 lat. Niektórzy teologowie alarmują, że Polska staje się coraz bardziej zsekularyzowana, inni uspokajają, że choć tendencja jest spadkowa to jednak w porównaniu z procesami, jakie nastąpiły w Europie zachodniej w Polsce nie jest źle. Wydaje, że najważniejsza sprawa wynikająca dla nas to przede wszystkim regularne uczestnictwo w niedzielnej mszy świętej. Choć jest to tylko przecież początek naszego rozwoju. Do regularności należałoby dodać coś więcej: przygotowanie liturgiczne poprzez czytanie rozważań albo stałe pogłębianie wiedzy na temat mszy świętej. Tutaj jest chyba wiele do zrobienia. SŁOWO ŚW. KLEMENSA DO MNIE styczeń 2019 Liczba wiernych garnących się do naszego kościoła jest wprost nie do wiary i zwiększa się z każdym rokiem. W 1800 roku św. Klemens napisał list do przełożonego generalnego o. Pawła Blasucciego. Opisał w nim trudne położenie Kościoła katolickiego pod rządami pruskimi i wielki upadek obyczajów w Warszawie. Pomimo tak niedobrej sytuacji w stolicy to w kościele redemptorystów ludzi nie ubywa, a wręcz przeciwnie. Pisze o dużym napływie wiernych, szczególnie z najniższych warstw społecznych. Było to na pewno owocem bardzo gorliwej pracy duszpasterskiej wszystkich ojców i braci. Najbardziej wyrażało się to poprzez tzw. Nieustanną Misję, czyli szczególnie w okresie Wielkiego Postu i Adwentu głoszono kazania na wszystkich mszach świętych, które celebrowane były w kilku językach. Dodatkowo ojcowie gromadzili wiernych na katechezy, podczas których wyjaśniali podstawowe prawdy wiary. W takich okresach liturgicznych wielka rzesza ludzi, jak można się domyślać, korzystała także z sakramentu pojednania. Wszystko to sprzyjało przybywaniu „wprost nie do wiary” - jak to pisze Klemens - liczby wiernych, która „zwiększa się z każdym rokiem”. Co zatem mówi nam styczniowe słowo naszego Patrona? Od 1989 roku, czyli roku wielkiego przełomu w naszej Ojczyźnie, rokrocznie spada liczba wiernych uczestniczących w niedzielnej mszy świętej. Z poziomu 46,7 % w roku 1990 do 36,7 % w roku ubiegłym. Jest to istotny spadek, jednak na przestrzeni 28 lat. Niektórzy teologowie alarmują, że Polska staje się coraz bardziej zsekularyzowana, inni uspokajają, że choć tendencja jest spadkowa to jednak w porównaniu z procesami, jakie nastąpiły w Europie zachodniej w Polsce nie jest źle. Wydaje, że najważniejsza sprawa wynikająca dla nas to przede wszystkim regularne uczestnictwo w niedzielnej mszy świętej. Choć jest to tylko przecież początek naszego rozwoju. Do regularności należałoby dodać coś więcej: przygotowanie liturgiczne poprzez czytanie rozważań albo stałe pogłębianie wiedzy na temat mszy świętej. Tutaj jest chyba wiele do zrobienia.