Święto św. Klemensa w 2009 roku
Św. Klemens Hofbauer - głosiciel miłości do Boga, Kościoła i ubogich
100-lecie wyniesienia na ołtarze św. Klemensa Hofbauera, znanego także pod nazwiskiem Dworzak, jest dobrą sposobnością, aby ta niezwykła postać, dotychczas mimo wszystko, mało znana stała się bliższa, zwłaszcza wiernym gromadzącym się w kościołach redemptorystów. O życiu i działalności św. Klemensa wypowiadano jak najbardziej pochlebne opinie. Jeden z jego wychowanków po jego śmierci pisał: „Odszedł wielki i święty człowiek”, a kardynał Josef Rauscher miał odwagę dodać: „Św. Klemens Hofbauer zmienił bieg historii w Europie”. Tego typu opinie były bardzo powszechne po śmierci Apostoła Warszawy i Wiednia, której kolejną rocznicę wspominamy właśnie dzisiaj, 15 marca. W czasie swojego prawie siedemdziesięcioletniego życia ukazywał wiernym trzy miłości, dla których biło jego serce: miłość do Boga, do Kościoła i do ludzi ubogich.
Klemens Hofbauer wychował się w licznej, religijnej rodzinie. Po wczesnej śmierci swego ojca, miał to szczęście, że Bóg obdarzył go nie tylko autentycznie pobożną, ale i mądrą matką. To ona czuwała nad jego religijnym wychowaniem. Po śmierci męża zabrała małego Klemensa pod krzyż i wskazując na ukrzyżowanego Jezusa powiedziała: „Moje dziecko, od tej chwili On będzie twoim ojcem. Staraj się postępować drogą, która Jemu się podoba”. Matka nauczyła go modlić się psalmami, a cała rodzina codziennie odmawiała modlitwę różańcową. Klemens zawsze wyrażał się o swojej matce z najwyższym szacunkiem.
Młody Klemens stosunkowo wcześnie zrozumiał, że jego drogą powołania będzie kapłaństwo. Na przeszkodzie stanęły jednak trudności finansowe. Samotna matka z dwunastoma dziećmi nie mogła zapewnić swojemu synowi stałej opłaty za studia teologiczne. Oczekując na jakiś szczególny znak pomocy ze strony Boga, Klemens wybrał styl życia pustelniczego. Przez prawie dwa lata przebywał na kilku pustelniach. W międzyczasie wiele pielgrzymował przede wszystkim do Rzymu, ale także do sanktuarium w Alttoeting i Mariazell. Czas życia samotnego i pielgrzymiego okazał się niezwykle owocny i stał się świetnym przygotowaniem do późniejszej pracy kapłańskiej. Klemens wspominał, że gdyby nie czas eremicki i uciążliwości pielgrzymowania, o wiele trudniej znosiłby przeciwności w życiu apostolskim w Warszawie, Wiedniu i podczas zakładania nowych placówek zakonnych. Zanim mógł podjąć studia na uniwersytecie wiedeńskim pracował także jako pomocnik piekarski, stąd jest patronem piekarzy i cukierników.
Szczególny znak pomocy ze strony Boga przyszedł kilka lat później. Przypadkowo spotkane dwie panie, dowiedziawszy się o jego planach życia kapłańskiego, ufundowały młodemu Klemensowi studia na wydziale teologicznym. Droga do upragnionego kapłaństwa stanęła otworem. Niedługo po przyjęciu święceń kapłańskich jako pierwszy redemptorysta spoza Italii stanął na ziemi polskiej. W Warszawie, przy małym, ale pięknym kościele św. Benona rozwinął niezwykle prężną działalność opiekuńczo-wychowawczą. Zakładał sierocińce i ochronki dla biednych dzieci, a dla młodzieży otwierał szkoły, w których mogli przygotowywać się do wykonywania przyszłych zawodów. Warto podkreślić, że właśnie przy kościele redemptorystów powstała pierwsza w Europie szkoła zawodowa dla dziewcząt.
Klemens jest niezwykle wrażliwy na los ubogich. Rozdaje żywność do tego stopnia, że pewnego dnia nawet magazyny zakonne były puste. Jednak w takich sytuacjach Klemens miał swoisty sposób wychodzenia z beznadziejnych sytuacji. Szedł do kaplicy, klękał bardzo blisko tabernakulum i pukał, mówiąc: „Panie Boże, czas działać”. Po tak ufnej modlitwie zawsze ktoś przynosił chleb dla zakonników. Mawiał wówczas: „Byłem bardzo ubogi, ale nigdy do tego stopnia, żebym nie miał nic do dania innym ludziom”. Bardzo ceni wiernych świeckich, którzy gromadzą się w wielu stowarzyszeniach, wspólnotach czy bractwach. Już wtedy, u początku XIX wieku był przekonany, że laikat ma wielką i niezastąpioną rolę w Kościele. Sprawił także z pomocą swoich współbraci, iż niewielka świątynia na jakiś czas stała się centrum religijnym stolicy. Odbywały się w niej przez cały dzień różnego rodzaju nabożeństwa, głoszono kazania w kilku językach. Klemens, gdy zachęcał do pogłębiania swej wiary, mówił: „Człowiek bez wiary jest jak ryba bez wody” i „lepiej byłoby życie stracić niż wiarę”. W kazaniach o modlitwie przypominał: „Modlić się należy bez napięcia, jak to zwykło się myśleć o przyjacielu”. A o pięknie sprawowanej liturgii sława rozchodziła się po całej Warszawie. Klemens przekonywał, że „im wspanialsza liturgia, tym lepiej ludzie mogą się modlić, a przez harmonię muzyki mogą wznosić swe serca i myśli do Boga i głęboko przeżywać nabożeństwa”. Ten styl działalności apostolskiej został nazwany Nieustanną Misją.
Niestety, skończyła się ona z wejściem wojsk napoleońskich do Warszawy. Za namową masonerii cesarz kazał zamknąć kościół a zakonnicy zostali wywiezieni w różne części kraju. Pod koniec pobytu Klemens z mocną wiarą wołał do wiernych: „Odwagi! Bóg jest Panem! On kieruje wszystkim dla swojej chwały i naszego dobra”.
I rzeczywiście. Bóg tak pokierował losem św. Klemensa, że od roku 1808 nastąpił drugi etap niezwykle intensywnej pracy apostolskiej. Udaje się on do Wiednia. Zmieniają się co prawda warunki zewnętrzne, ale nie zmienia się w sercu Klemensa miłość do Boga, Kościoła katolickiego i ubogich. Te trzy miłości ciągle wypełniają całe życie naszego Świętego. Mimo że przybywa mu lat - gorliwość nie ustaje. W Wiedniu animuje życie duchowe dla wybitnych artystów i ludzi nauki. Zakłada szkoły, ale tym razem dla dzieci z tych rodzin, które w przyszłości obejmą wysokie stanowiska państwowe. Chciał, aby jego ojczyzną kierowali ludzie nie tylko dobrze wykształceni, lecz także tacy, który kierują się wskazaniami Ewangelii. Dużo spowiadał, głosił z przekonaniem prawdy wiary. Jako wielki apostoł potrafił wypowiadać także prorocze zdania. Jedną z najważniejszych sentencji, jaką wypowiedział, brzmiała: „Ewangelia musi być głoszona ciągle na nowo”. Przy tym wszystkim nie zaniedbuje ludzi ubogich i potrzebujących. Przecież jego mottem, jako redemptorysty jest zdanie z księgi Izajasza; „Posłał mnie, abym ubogim głosił dobrą nowinę”. Świadkowie jego procesu beatyfikacyjnego powiedzą, że to „nie ubodzy szukali Klemensa, ale on nieustannie poszukiwał ubogich”.
15 marca 1820 roku nadszedł koniec pielgrzymki ziemskiej dla św. Klemensa. Kilka minut przed śmiercią słabym głosem powtarzał zdanie swojej ulubionej pieśni, którą śpiewał każdego dnia rano: „Wszystko mojemu Bogu na chwałę”. Odszedł do Pana po zasłużoną nagrodę, gdy odmawiano modlitwę „Anioł Pański”.
Po śmierci Klemensa Hofbauera w jednej z gazet w Austrii ukazał się artykuł, w którym autor napisał: „Co może zrobić w trudnych warunkach i bardzo ciężkiej sytuacji jeden człowiek, mogą wykazać mury św. Benona w Warszawie. Jest tam tysiące świadków, ludzi, których on żywił, ubierał, prowadził do Boga i do chrześcijańskiej odmiany życia. Dopiero następne pokolenia będą mogły zbierać owoce jego niezwykle czynnego, prawdziwe apostolskiego życia”. Miejmy świadomość, że to właśnie nasze pokolenie zbiera owoce jego gorliwego życia. Podejmijmy zatem trud i radość wprowadzania w życie trzech miłości, którym św. Klemens był wierny: miłości do Boga, do Kościoła i do ludzi ubogich.
W stulecie kanonizacji św. Klemensa jego duchowość staje się na szczęście coraz bardziej znana w Polsce i poza jej granicami. Powstają wspólnoty świeckich, dzieła apostolskie i charytatywne, które inspirują swoją działalność duchowością Patrona Warszawy i Wiednia. Wdzięczni Bogu za dar osoby św. Klemensa modlimy się, by św. Klemens Hofbauer wypraszał wszelkie potrzebne łaski dla redemptorystów na całym świecie, aby z największą gorliwością głosili zawsze i wszędzie Ewangelię dla ubogich, wszelkie zaś dzieła związane z jego duchowością niech chroni Boża Opatrzność.
Ryszard Bożek CSsR, prowincjał