Przeskocz do treści

Nowenna do św. Klemensa

Marian Pirożyński CSsR

NOWENNA DO ŚWIĘTEGO KLEMENSA

Apostoła Warszawy i Wiednia

Wstęp

      Wśród patronów Polski w niebie św. Klemens Hofbauer (Dworzak) zasługuje na szczególną naszą wdzięczność i miłość. Łatwo zdobędziemy się na te uczucia, skoro uświadomimy sobie, jak bardzo bliski jest naszemu narodowi.

      Najpierw jest nam bliski przez swe pochodzenie, gdyż w żyłach jego płynęła słowiańska krew, a właściwe imię Jego ojca brzmiało: Dworzak. Stał się nam bliski przez dwudziestoletnią pracę w Warszawie (1787 - 1808). Przybył do Polski w najsmutniejszym okresie wstrząsów politycznych i moralnych, gdy wzajemna niezgoda i zażarta wojna wdarły się szeroką falą we wszystkie stany. Zanikły wartości w życiu rodzinnym i społecznym, a na ich miejscu pojawiła się obojętność religijna. Św. Klemens w tych czasach dźwigał mieszkańców stolicy z upadku moralnego, wskrzeszał i rozwijał wiarę, przynaglał do życia prawdziwie chrześcijańskiego.

      W 1918 roku na Woli osiedlili się redemptoryści. W kilka lat później (1933) dzięki ofiarności wielu ludzi powstał na ul. Karolkowej kościół p.w. św. Klemsnsa. Jego znaczenie znane było na całej Woli.

      Św. Klemens jest nam bliski i z tego powodu, że obecne czasy, w gruncie rzeczy, nie różnią się zbytni od warunków,    w jakich On żył i pracował. Występuje ta sama obojętność na sprawy religijne i ten sam pęd do tego by więcej “ mieć” niż bardziej    “być”. Do odnowy człowieczeństwa i wiary św. Klemens przystąpił prawie bez żadnych środków. Nie posiadał ani pieniędzy ani władzy. Nie odznaczał się szczególną wiedzą religijną ani nie posiadał szczególnego daru mowy. Miał przede wszystkim żywą wiarę w sercu, o której Jezus powiedział, że “potrafi góry przenosić”. Mocą więc tej wiary wywierał na wielki wpływ na ludzi i zachwycał ich Bogiem.

      Takiej wiary potrzeba nam i teraz. Gdy wrogowie Kościoła potrafią posługiwać się kłamstwem lub przemocą, my nie możemy ich w tym naśladować. Naszą bronią jest wiara: “To jest zwycięstwo, które zwycięża świat - wiara nasza” ( 1J 4-5). Św. Klemens swoim życiem dał przykład, jak potężną siłą jest wiara w walce z    przeciwnościami.

      Niech ta mała książeczka przybliży wszystkim Drogim Czytelnikom postać Św. Klemensa Hofbauera i zachęci do naśladowania jego cnót, a przede wszystkim jego wiary i ufności Bogu.

Uwagi wstępne

      Nowenna czyli 9-cio dniowe nabożeństwo, polega na tym, że przez dziewięć kolejnych dni, poprzedzających daną uroczystość, przygotowujemy się do ich godnego przeżycia ufając, że Bóg ześle nam te łaski,    które w nich spodziewamy się otrzymać.

  1. Co dzień - najlepiej rano - odczytać powoli i z zastanowieniem jedno rozważanie wraz z modlitwą po niej następującą. Przed czytaniem można słowami modlitwy osobistej lub np. “Ojcze nasz”, pomodlić się o potrzebne światło Ducha św. podczas modlitwy.
  2. W ciągu dnia odmówić Litanię do św. Klemensa
  3. Przynajmniej raz na dzień spełnić jakiś uczynek pokutny, np. powstrzymać się od niepotrzebnych słów, odmówić sobie jakiegoś pokarmu, zrobić przysługę bliźniemu.
  4. Przede wszystkim zachować czystość sumienia przez cały okres Nowenny; jeżeli popełniłoby się grzech - skorzystać z sakramentu pokuty.
  5. O ile jest to możliwe, przystępować w tym czasie do komunii św., a przynajmniej na zakończenie Nowenny
  6. Co wieczór zrobić krotki rachunek sumienia i przeprosić Boga za popełnione grzechy oraz wzbudzić żal za nie. Można odmówić następującą modlitwę: “Boże, Ojcze najlepszy, pragnę Cię miłować z całego serca i ze wszystkich sił. Z miłości ku Tobie żałuję za popełnione grzechy i że Ciebie, najwyższe Dobro obraziłem. Postanawiam, że w przyszłości będę unikał    zła i przez zasługi twojego sługi św. Klemensa, proszę o łaskę wytrwania w dobrym (3x “Zdrowaś Maryjo”).

Dzień I      Wierność powołaniu

    Św. Klemens urodził się w Tasowicach, wiosce na Morawach w 1751 r. Od najwcześniejszych lat w jego duszy kiełkowało powołanie do kapłaństwa i z każdym rokiem utrwalało się coraz bardziej. Pojawiały się natomiast nowe przeszkody, które oddalały go od upragnionego celu.

    Przedwczesna śmierć ojca nie pozwoliła mu na uczęszczanie do szkoły,    ponieważ musiał pomagać swojej mamie w pracy, by utrzymać rodzeństwo. W wieku 17-tu lat zamiast do seminarium, Klemens udał się do pobliskiego Znojmo, aby być pomocnikiem piekarza. Mimo ciężkiej pracy uczy się nocami i tęskni do stanu kapłańskiego, ciągle ufają, że Pan Bóg spełni jego marzenia.

      Po roku postanowił, że odwiedzi groby Świętych Apostołów, więc wyrusza do Rzymu. Bez prawie żadnych środków    na podróż wyrusza do stolicy chrześcijaństwa. Z pewnością ta pielgrzymka przyniosła wiele dobrych owoców w jego życiu, ponieważ dwa lata później wyrusza po raz drugi i pozostaje tam dłużej. W Tivoli, nieopodal Rzymu przyłącza się do grona sześciu pustelników, opiekujących się cudownym obrazem Najświętszej Maryi Panny. Przebywa tam pół roku modląc się o światło w wyborze dalszej drogi życia. Poznał, że Bóg chce mieć go raczej w pracy apostolskiej. Wraca więc do kraju i prosi Ojców Norbertanów w Klosterbruck, by go przyjęli do szkoły zakonnej. W zamian za to zobowiązuje się spełniać różne posługi w klasztorze.

      Przez cztery lata w ciągu dnia ciężko pracuje, a potem uczy się do późnych godzin nocnych. Korzysta z każdej chwili, by uzupełnić swoją wiedzę i móc później wstąpić do seminarium duchownego. To jest cel jego życia i temu podporządkowuje wszystkie swoje siły. Mimo różnych sytuacji dookoła - w Europie i Austrii - Klemens nie poddaje się ogólnemu prądowi zniechęcenia, apatii. Żyje tylko jedną myślą - żeby nie sprzeniewierzyć się swojemu powołaniu.

      Tymczasem Pan Bóg jakby zapomniał o nim. W niwecz obróciły się wszystkie dotychczasowe wysiłki: nie mógł skończyć szkoły w Klosterbruck. Po raz trzeci wyrusza pielgrzymką do Rzymu. Po powrocie udaje się do Wiednia i znowu pracuje jako piekarz

      Tak osiągnął wiek trzydziestu lat. Po ludzku już dawno powinien zapomnieć o swoich marzeniach. Jednak Miłość Boża, czuwa nad nim i postawiał na jego drodze osoby, które - dowiedziawszy się o jego planach - sfinansowały Klemensowi studia teologiczne na Uniwersytecie Wiedeńskim. Kiedy kończy studia - następna trudność: rząd austriacki wydaje zakaz przyjmowania święceń kapłańskich. Cóż było robić? Znowu wyruszyć do Rymu. Na drugi dzień po przybyciu do Rzymu poznaje zakon Redemptorystów i niezwłocznie prosi o przyjęcie. Liczył wtedy 33 lata. Następnego roku otrzymał wreszcie upragnione święcenia kapłańskie.

      Modlitwa

      Św. Klemensie, Tyś od najmłodszych lat zaznał niewygód i cierpień życia ubogiego. Sam na sobie doznawałeś, co to są przeciwności losu. Słusznie więc otrzymałeś tytuł Patrona w sprawach beznadziejnych.

        Teraz, gdy w niebie podziwiasz zrządzenia woli Bożej względem siebie i dziękujesz Bogu za chwilowe niepowodzenia, racz mi wyprosić więcej ufności. Wymódl mi zrozumienie tej prawdy, że moja przyszłość jest w rękach najlepszego Ojca, który nieustannie czuwa nade mną i nie dopuści, aby stała mi się krzywda. Ja także za twoim przykładem pragnę we wszystkim wypełniać wolę Bożą.

      Rozpoczynając tę nowennę, zwracam się do Ciebie z prośbą o wstawiennictwo, że o tyle pragnę spełnienia swych próśb o ile są one zgodne z wolą Bożą.

Dzień 2    Apostoł Warszawy

        Szczęśliwym zrządzeniem Opatrzności Warszawa pierwsza miała doznać błogosławionych skutków apostolskiego zapału św. Klemensa. Wprawdzie pierwotnym zamiarem przełożonych było przeznaczyć Świętego do pracy w krajach nadbałtyckich, jednakże kiedy w drodze z Rzymu do Estonii św. Klemens i jego przyjaciel O. Tadeeusz Hubl przejeżdżali przez Warszawę, Nuncjusz Apostolski zatrzymał obu na dłuższy czas i poprosił, by pracowali przy kościele św. Benona na Nowym Świecie. Był to kościół opuszczony i zaniedbany. Klemens odnowił go i uczynił centrum życia katolickiego na Warszawę i okolicę. Przez dwadzieścia lat codziennie odprawiały się nabożeństwa od rana do wieczora, każdego dnia głoszono co najmniej cztery kazania, a kilku ojców nieustannie było zajętych słuchaniem spowiedzi. Ale i to nie wystarczało Klemensowi. Zakłada więc ochronki dla opuszczonych sierot, a nieco później otwiera dwie szkoły: jedną dla dziewcząt, drugą dla chłopców. Dużo apostołuje wśród chorych.

        W tym samym czasie w Europie wrzało. Nieustanne wojny i przewroty polityczne poruszały wszystkich. Św. Klemens boleśnie odczuwał te smutne wydarzenia, ale nie miały wpływu na jego działalność. Wiedział, że to co ludzkie - przeminie, a to, co Boże będzie trwać. Kiedy więc inni upadali na duchu i myśleli, co będzie z Kościołem, czy ostoi się wobec tak gwałtownych zmian, Klemens nie poddawał się zniechęceniu i wytężał wszystkie siły, by jak najwięcej serc należało do Chrystusa. I zdobywał je. Stolica Polski powoli się odradzała.

        Dobro czynione przez św. Klemensa nie ograniczało się tylko do spraw duchowych. Kiedy w listopadzie 1794 roku wojska rosyjskie zdobyły Pragę, strach padł na Warszawę. Wszyscy bali się podzielą taki sam los. Klemens wtedy gorąco się modlił o bezpieczeństwo mieszkańców Stolicy i złożył ślub, że jeżeli Bóg wysłucha jego prośby, odprawi pielgrzymkę do grobu św. Jana Nepomucena. Modlitwy Świętego zostały wysłuchane. Warszawa stosunkowo niewiele ucierpiała od bombardowania. Wprawdzie musiała się poddać, ale uniknęła rzezi.

        W 126 lat po tragicznych wydarzeniach na Pradze, Warszawie groziło to samo niebezpieczeństwo. W sierpniu 1920 roku wojska bolszewickie znalazły się niedaleko od miasta. Tylko z nieba można było spodziewać się pomocy. Dnia 10 sierpnia zostało odprawione uroczyste nabożeństwo błagalne. Zebrało się około 100 tysięcy ludzi, aby za przyczyną patronów Warszawy: św. Klemensa, św. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa wyprosić ratunek Po nieszporach odprawionych ku czci św. Klemensa w katedrze, wyruszyła procesja z relikwiami Świętych Patronów na Plac Zamkowy. Po odśpiewaniu Suplikacji i po kazaniu, pobłogosławiono wiernych relikwiami i procesja wróciła do katedry. W pięć dni potem wojska bolszewickie zostały wyparte z przedmieść Warszawy. Bogu wiadomo, w jakim stopniu modlitwy Klemensa przyczyniły się do “cudu nad Wisłą” w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jest tylko pewnym, że w tych ważnych chwilach Święty nie zapomniał o Warszawie, dla której poświęcił tyle lat swego życia.

Modlitwa

      Święty Klemensie, Tyś ukochał nasz naród, racz przeto w niebie o nas dalej pamiętać. Walczyłeś z zepsucie obyczajów, pośpiesz więc nam z pomocą, ponieważ zło ogarnia nas coraz bardziej. Dzieje się to w życiu osobistym i społecznym. Ty byłeś pełen ducha apostolskiego, pomóż nam przełamywać naszą obojętność na sprawy Boże i dobro drugiego człowieka.    Ty dopomogłeś    pokonać wojska bolszewickie, pomóż nam pokonać wroga o wiele groźniejszego, jakim jest grzech, zepsucie moralne.

      Niech ta odnowa rozpocznie się ode mnie. Spraw, bym stał się ofiarny i pełen gorliwości w służbie Bożej sprawy. Wyproś mi też potrzebną łaskę, abym zgadzał się zawsze z wolą Bożą.

Dzień trzeci    -    Ciągłe niepowodzenia

      Pan Jezus    powiedział do uczniów: “Kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje” (Łk 9,23). Słowa te pasują do wszystkich chrześcijan, ale najbardziej do Świętych. Stosowane były i do Klemensa. Życie jego od wczesnej młodości wypełnione było niepowodzeniami. Nawet wtedy, gdy pracował na większą chwałę Bogu często musiał patrzeć jak mierne są    owoce jego ciężkiej pracy. Ale się nie zniechęcał, ponieważ wiedział, że Pan Bóg nie mierzy wartość naszej pracy powodzeniem, ale miłością, z jaką ją wykonujemy.

      Praca Świętego w Warszawie napotykała na wielkie utrudnienia ze strony rządów, pod jakimi znalazła się wówczas nasza Stolica po trzecim rozbiorze. Rząd pruski dążył do zniesienia klasztorów. Zakazał więc przyjmować do zakonu obcych poddanych, obywatele zaś pruscy musieli mieć osobne pozwolenie, którego oczywiście udzielano bardzo rzadko. W takich warunkach nie można było myśleć o dobrym rozwoju klasztoru św. Benona. Należało poszukać kraju, w którym zakon mógłby się rozwijać. Św. Klemens zdecydował się na Szwajcarię. W roku 1797 udał się w podróż, jednak wszelkie wysiłki czynione w tym kierunku okazały się daremne.

        Pięć lat później ponowił swoje próby. Tym razem zdołał założyć fundację w Taborze należącym do Księstwa na pograniczu Szwajcarii. Czterech Ojców i kilkunastu kleryków zamieszkało w kiepskim domu, którego ściany waliły się, tak że trzeba było je podpierać. Z braku pomieszczeń klerycy spali na strychu kościelnym, a kandydaci do zakonu    - w wieży bez drzwi i okien. Dostać się do niej można było tylko po drabinie... Głód i zimno gościły stale w nowo otwartym klasztorze. Pod koniec roku 1804 Święty znów wybiera się z Warszawy do Taboru, by pokrzepić na duchu współbraci. Udało mu się wtedy założyć drugą placówkę, w Trinbergu.

      Praca w obu klasztorach rozwijała się na wielką skalę. Ludność okoliczna chętnie garnęła się do misjonarzy. Zwłaszcza Klemens, pracą na ambonie i w konfesjonale, pociągał ludzi do Boga. Niestety, wybuchło prześladowanie i obie placówki uległy zagładzie. Chwilowo znaleźli się w Księstwie Babenhausen, ale w sierpniu 1805 roku Bawaria zdobyła to księstwo i wkrótce wypędziła redemptorystów. Tułacze przenosili się z miejsca na miejsce, aż wreszcie znaleźli się w Chur w Szwajcarii, gdzie z spotkali się z nader życzliwym przyjęciem.

      Zdawało się, że na wolnej ziemi szwajcarskiej ustaną prześladowania Ale i te nadzieje, jak wszystko dotąd, też zawiodły. Rząd Bawarski obawiał się wpływu zakonników na swoich poddanych i wymógł na władzach szwajcarskich wydalenie redemptorystów z Chur. Musieli wędrować dalej, w głąb Szwajcarii.

        Klemens, mimo że przebywał wówczas w Warszawie dokładnie wiedział o wszystkich prześladowaniach i głęboko był nimi poruszony. Do tych ciosów niebawem przyłączył się najboleśniejszy - wygnanie z Warszawy. Masoni, którzy od dawna niechętnie patrzyli na pracę Klemensa w stolicy uzyskali dekret zamknięcia świątyni i wypędzenia zakonników. Stało się to 2o czerwca 1808 roku. Redemptorystów pochodzących z Warmii odesłano do domu, a pozostałych wywieziono do pruskiej twierdzy w Kostrzyniu. Dzieło św. Klemensa w Warszawie legło w gruzach...

Modlitwa

      Św. Klemensie, prześladowany przez wrogów Kościoła dziękuję ci za przykład twojej odwagi i wierności Bogu. Wstydzę się własnej małoduszności, gdy przypomnę sobie, jak łatwo upadałem na duchu, gdy spotykały mnie przeciwności. Chcę do dzisiaj we wszystkich trudnościach    naśladować ciebie. W twoim przykładzie chcę czerpać otuchę, gdy opuszczą mnie przyjaciele, gdy najszlachetniejsze moje zamiary pójdą na marne. Postanawiam nie troszczyć się o powodzenie, ale pełnienie      Twojej Woli. Wiem, że czeka mnie wiele trudności i przykrości, wszak Pismo św. mówi: “Wszyscy, którzy pobożnie chcą żyć w Chrystusie muszą doznać cierpień”. Gotów jestem na wszystko.

    Przyjmij mnie Boże na wyłączną twoją własność. Przyjmij wolę i rozum, pamięć i wyobraźnię, duszę i ciało. Cokolwiek posiadam tobie zawdzięczam, Tobie więc wszystko oddaję. Obdarz mnie tylko Twoją miłością.

Dzień czwarty      Apostoł Wiednia

      Po kilkudniowym pobycie w Kostrzynie św. Klemens został uwolniony z więzienia. Udał się do Wiednia. Na początku spotkał się z zarzutem, którego najmniej się spodziewał; otóż policja posądziła go, że paramenty liturgiczne, które przywiózł z Warszawy, pochodzą z kradzieży. Aresztowano Klemensa i rozpoczęto proces. Wprawdzie pobyt w więzieniu trwał tylko trzy dni, ale sprawa w sądzie toczyła się kilka miesięcy i od tego czasu policja stale śledziła Świętego.

      Z biegiem czasu wokół Klemensa zaczęli gromadzić się ludzie poszukujący Boga. Jego proste kazania miały w sobie dziwną moc. Biła z nich żywa wiara, która udzielała się słuchającym. Jeden z nich tak określił swoje wrażenie: “Zdawało się, że Święty na własne oczy oglądał to, co z głosił z ambony.” Reszta nawrócenia dokonywała się w konfesjonale podczas spowiedzi.

      Prawie połowę dnia św. Klemens przeznaczał na spowiedź. Garnęli do niego przede wszystkim ludzie prości, ale nie tylko oni. Również arystokracja wiedeńska i profesorowie uniwersytetu z zaufaniem szukali u niego rady. Przychodzili także do Klemensa ludzie, którzy już zobojętnieli na sprawy wiary. Dzięki Świętemu budziło się w nich na nowo pragnienie powrotu do Boga.    Postać Klemensa owiana duchem Bożym, pociągała do siebie także protestantów. Kilkudziesięciu mężów stanu, poetów, uczonych i artystów dzięki Klemensowi zawdzięcza powrót do wiary katolickiej.

          Ojcowska opieka obejmowała także młodzież akademicką. Skromne dwa pokoiki Klemensa zawsze stały otworem dla studentów Uniwersytetu Wiedeńskiego. Każdego wieczoru odbywały się zebrania, podczas których czytano dzieła apologetyczne i z zakresu Historii Kościoła. Następnie wywiązywała się dyskusja, w której ostatnie słowo wygłaszał św. Klemens. Młodzi studenci bardzo kochali swego ojca i tylko Bogu wiadomo ile nawróceń dokonało się w mieszkaniu Klemensa.

      Wkrótce prawie cały Wiedeń znał św. Klemensa. Często widywano go, jak w starym i połatanym habicie szedł ulicami miasta, niosąc żywność i ubranie, wyżebrane u bogatych przyjaciół dla chorych i biednych. Zwykle otaczało go kilku studentów, aby być mu w tej sytuacji pomocą. A przy okazji był to moment publicznego wyznania wiary, gdyż na odgłos dzwonu wszyscy się zatrzymywali i z odkrytymi głowami głośno odmawiali “Anioł Pański”. Do tej pory dla tysięcy wiedeńczyków był to widok niespotykany.

        Działalność Klemensa nie podobała się ówczesnym liberałom. Na początku przysłuchiwano się jego kazaniom. Zaczęto donosić jakoby szkodzą “prawdziwej oświacie”. Doszło do tego, że w połowie sierpnia 1815 roku zabroniono Klemensowi głoszenia kazań i dopiero po 14 miesiącach cofnięto zarządzenie.    W listopadzie 1818 roku przeprowadzono w mieszkaniu Klemensa ścisłą rewizję. Wprawdzie nie znaleziono żadnych dowodów, jakoby Święty miał być “niebezpieczny dla państwa”, jednak masoneria austriacka dokładała wszelkich starań, by Klemensa usunąć z Wiednia.

      W Wiedniu 15.o3. umiera św. Klemens i tego samego dnia cesarz Franciszek I podpisał dekret pozwalający redemptorystom na stałe osiedlić się w Wiedniu.

       
      Modlitwa

        Święty Klemensie, Tyś do ostatniej chwili życia trwał w gorliwej służbie Bogu. Z każdym rokiem zapał apostolski wzrastał coraz bardziej, ponieważ będąc coraz lepszym coraz lepiej rozumiałeś, jak wielkim jest Bóg. A ja mam świadomość, że że być może z roku na roku zamiast pomnażać w sobie miłość do Ciebie, staję się jeszcze gorszy. A jak będzie za miesiąc, rok ? Racz się wstawiać za mną, św. Klemensie, by otrząsnął się z mojej letniości i rozpoczął na nowo życie. Ufam, że łaska, którą sobie wyprosić podczas nowenny, będzie zadatkiem dalszego błogosławieństwa, zwłaszcza największego - wytrwania w dobrym aż do śmierci.

Dzień piąty      Wiara św. Klemensa

     

      Całą istotę Świętego na wskroś przenikała żywa wiara. Nie kryła się ona na dnie duszy, ale objawiała się na zewnątrz w poglądach, słowach i czynach. Na fundamencie głębokiej wiary opierała się cześć św. Klemensa dla Majestatu Bożego: “Wszystkie stworzenia - mawiał - są stworzone dla człowieka, a człowiek tylko dla Boga”. W oczach św. Klemensa jedynie to miało wartość, co zbliża człowieka do Boga, wszystko inne nie zwracało jego uwagi.

      Z żywej wiary płynęło całkowite zdanie się na Opatrzność. Zarówno wtedy, gdy spełniały się Jego plany, jak i w niepowodzeniach, w ruinie najświętszych zamiarów podjętych dla chwały Bożej i zbawienia dusz Klemens widział palec Boży i za wszystko błogosławił Boga.

      Jego niezachwiana wiara w Opatrzność często była nagradzana wyraźnie cudami, jak o tym świadczy następujące zdarzenie. Do furty klasztornej św. Benona w Warszawie często pukali ubodzy, prosząc o jałmużnę. Klemens żadnego z nich nie odprawił bez wsparcia - każdy musiał otrzymać jakąś zapomogę, zależnie od stanu zapasów w magazynie. Pewnego dnia zgłosiło się ich więcej niż zwykle. Po ich odejściu brat kucharz przyszedł oznajmić św. Klemensowi, że nie ma z czego ugotować obiadu dla zakonników. Co gorzej, kasa O. Przełożonego, a był nim wówczas sam św. Klemens, także była pusta. To go jednak nie załamało. Udał się do kaplicy i zaczął się gorąco modlić o pomoc. Podszedł do ołtarza, ukląkł na pierwszym stopniu i zapukał do drzwi Tabernakulum: “Panie, rzekł, pomóż na. Widzisz, że bez Ciebie zginiemy”. I rzeczywiście, nie pukał na darmo. W pół godziny potem jakiś nieznajomy pan zadzwonił do furty i złożył znaczną sumę pieniężną na potrzeby klasztoru.

      Z wiary pochodziło gorące przywiązanie Klemensa    do Kościoła i Ojca Świętego. Swój stosunek do Kościoła streścił w następujący sposób: “Kto nie ma Kościoła za Matkę, nie może mieć Boga za Ojca. Kto nie kocha Ojca Świętego ten i nie kocha Kościoła. Kto się nie modli za rodziców, jest złym synem, tak samo złym chrześcijaninem jest ten, kto nie modli się za Ojca Świętego.”

        Klemens rozumiał, że Kościół nie jest dziełem ludzkim, ale Bożym. I dlatego rozwój Kościoła leżał mu głęboko na sercu. Wciąż myślał o tym, aby jak najwięcej dusz rozpalić miłością Bożą, a ponieważ dzieło zbawienia dokonuje się przez kapłanów, więc największą jego troską było pomnożenie liczby gorliwych apostołów. Jak tylko nadarzała się sposobność starał się rozszerzyć zakres pracy swych misjonarzy: na kraje nadbałtyckie, Rumunię, Bułgarię, Francję, Kanadę ... Niestety nie ziściły się te plany za jego życia.

        Dowodem jego przywiązania do Kościoła były częste pielgrzymki do Rzymu. Chciał on w ten sposób uczcić Ojca Świętego, widzialnego zastępcę Jezusa Chrystusa i odświeżyć swą wiarę u źródła.

Modlitwa

    Święty Klemensie, Ty widzisz z nieba, że największą chorobą współczesnego świata jest brak wiary. Zanika wiara w życiu publicznym, rodzinnym, osobistym. Ludzie zapominają o swym wzniosłym przeznaczeniu: że ma zmierzać do Boga, a ugrzęzła w doczesnych zabieganiach. Muszę i ja stwierdzić to samo. Mało jest wiary we mnie. Wprawdzie na chrzcie św. otrzymałem dar Boży, ale brak mi odwagi, by ten dar pielęgnować i rozwijać. Do Ciebie więc się zwracam, byś swoją modlitwą uleczył moją wiarę. Chcę całe swoje    życie oprzeć na fundamencie wiary. Chcę każdym krokiem dążyć do Boga. Postanawiam więc unikać grzechu z wszystkich sił. Chcę nie tylko samemu dobrze czynić, ale i pomagać w tym innym. Będę powtarzał za Tobą : “Co Bóg chce, kiedy chce i jak chce”. Chcę żyć w jedności z Kościołem i jego widzialną głową - Ojcem Świętym.

Dzień szósty    Miłość ku Jezusowi

      Miłość ku Jezusowi przyjęła się w sercu Klemensa jeszcze w latach dziecięcych. Gdy umarł mu ojciec w siódmym roku życia, matka zaprowadziła go przed krzyż i wskazując na Jezusa Ukrzyżowanego, rzekła: “Patrz, dziecko, oto Twój Ojciec. Strzeż się, abyś Go nie zasmucił żadnym grzechem.” Św. Klemens wspominał w późniejszym wieku, że słowa matki głęboko wyryły się w jego sercu i nigdy ich nie zapomniał.

      Z biegiem lat coraz bardziej miłował Jezusa Ukrzyżowanego. Wiernym zalecał częste i pilne rozważanie Męki Chrystusowej, a sam spełniał to najwierniej. Z całego serca płonął miłością Bożą. A często wyrywały mu się wezwania: “Jezu Ukrzyżowany, bądź w moich myślach! Jezu Ukrzyżowany, bądź w moich słowach! Jezu Ukrzyżowany, bądź w moich czynach!”.

      Pewnego razu przyjaciel Klemensa, sławny niemiecki pisarz, Fryderyk Schlegel przeczytał mu świeżo napisany utwór. Święty wysłuchał uważnie i tak się odezwał: “Dobrze mój Fryderyku, bardzo dobrze, ale jeszcze lepiej jest kochać Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa”.

      Miłość Świętego ku Jezusowi najwyraźniej się ukazywała w gorącym przywiązaniu do Mszy św. Gdy był chłopcem, lubił służyć do Mszy św., a następnie jako czeladnik piekarski, a potem jako student uniwersytetu budował wszystkich swoim skupieniem przy ołtarzu. Z tęsknotą wyglądał chwili, kiedy będzie mu dane trzymać w rękach Boskiego Zbawiciela.

      Spełniły się młodzieńcze sny. Klemens został kapłanem. Z taką pobożnością odprawiał Świętą Ofiarę, iż musiał się hamować wewnętrznie, aby nie okazać na zewnątrz prawdziwych swoich uczuć miłości przepełniających jego serce. Mężczyźni, nawet kapłani i biskupi, specjalnie przychodzili do kościoła, gdzie    Święty odprawiał Mszę, aby zbudować się jego widokiem.

      Praca apostolska św. Klemensa zmierzała do rozbudzenia w duszach miłości ku Jezusowi. Z bólem obserwował, że mieszkańcy Wiednia trzymali się z dala od Jezusa Eucharystycznego. Nie było mowy o nawiedzeniu najświętszego Sakramentu. Do Komunii św. przystępowano bardzo rzadko, ledwie raz na rok. Pierwszą Komunię dzieci odkładano do 12-go lub 13-go roku życia. W kościołach było martwo i pusto. Święty postanowił wykorzenić te obojętność. Przez kazania oraz kierownictwo duchowe w konfesjonale uczynił tak, że polepszyła się atmosfera życia religijnego w Wiedniu. Mnożyły się zastępy dusz przystępujących co dzień do komunii św., kościoły nabierały milszego wyglądu, gdyż starano się o ich upiększenie, zaczęło się upowszechniać codzienne nawiedzanie Najświętszego Sakramentu.

      Te zewnętrzne objawy pobożności były dowodem, że w duszach coś się zmieniło, a zmieniło się dzięki pracy św. Klemensa.

    Modlitwa

    Św. Klemensie, wielki miłośniku Jezusa Ukrzyżowanego, racz mi wyjednać nabożeństwo do Męki Jezusa. Wierzę i wiem, że zbawienie świata i moje dokonało się krzyż. Ale wiem też, że dotychczas nie czciłem należycie krzyża i nie kochałem go. Stąd tak jałowa moja pobożność. Nie przynosiło to chwały Bogu, ani mnie pociechy. Z Twoją pomocą postanawiam mocno nic nie znać i nie kochać, jak tylko Jezusa Ukrzyżowanego. Od tej chwili chcę powtarzać: Ukrzyżowany jest mój, a ja Jego.

      Z miłością przyjmę wszystkie bóle i cierpienia, jakimi mnie doświadczy Opatrzność. A kiedy będzie mi się zdawało, że im nie podołam, pójdę do Ciebie, mój Zbawicielu, ukryty w Najświętszym Sakramencie, i Tobie o wszystkim powiem. Ufam, że jak pocieszyłeś Twego wiernego uczniach Klemensa, tak i mnie pocieszysz i udzielisz swojej mocy, która wychodzi z Ciebie i uzdrawia wszystkich. Jezu z Tobą chcę żyć, z Tobą cierpieć, z Tobą umierać.

Dzień siódmy      Miłość do Matki Bożej

    Znakiem wybrania do nieba jest Nabożeństwo do matki Najświętszej. Św. Klemens już jako mały chłopiec otaczał Matkę Bożą swoją miłością. Upiększał przydrożne obrazy Jej poświęcone, pościł w soboty, dni przypisane Matce Bożej. Jako dwunastoletni chłopiec przez pół roku był stróżem Jej cudownego obrazu de Ouintililo w Tivoli. Tam gorąco się modlił i wypraszał u stóp Niebieskiej Pani światło na dalszą pielgrzymkę życia. Często nawiedzał cudowne obrazy Matki Bożej i to zazwyczaj pieszo.

      Kiedy został kapłanem, wszystkimi siłami dążył, aby w serca wiernych wszczepić miłość i ufność ku Najświętszej Dziewicy. Na jednym z kazań zwrócił się do słuchaczy tymi słowami: “Najmilsi, jeżeli jest tu kto, co może stracił wiarę albo zachwiał się w wierze, mam dla niego skuteczny środek na umocnienie się w wierze. Niech    co dzień odmówi jedno “Zdrowaś”, a znajdzie spokój dla swej duszy.”

      Oczywiście te słowa były tylko słabym echem jego nabożeństwo do Matki Najświętszej. To, co drugim radził, sam najpierw wprowadzał w czyn i często powtarzał “Zdrowaś Maryjo” odmawiając różaniec. Była to jego ulubiona modlitwa. Dzięki niej nawracał zatwardziałych grzeszników. “Lubię, powiadał, odwiedzać chorych na odległych przedmieściach. Nie pamiętam, żeby jakiś grzesznik się nie nawrócił, jeżeli przedtem miałem czas na odmówienie Różańca.

      Gdy chodziło o ratowanie grzesznej duszy, Święty był pewny pomocy ze strony Matki Najświętszej. Ufał, że modlitwa jego zawsze będzie wysłuchana, skoro tylko wstawi się za nim Matka Boża.

      Nagrodę za wierną służbę Maryi przez całe życie, Klemens dostąpił łaski, że śmierć przyszła po niego w południe, gdy z wieży kościelnej rozległ się głos dzwon wzywającego na “Anioł Pański”. “Módlcie się - powiedział Klemens. Na “Anioł Pański” dzwonią.” Wszyscy uklękli i zaczęli się modlić. A Klemens wsłuchany w uderzenia dzwonów, głoszących wielkość i chwałę Maryi, wydał ostatnie tchnienie. Na jego zmęczonej twarzy, przebytymi chorobami i cierpieniem, zajaśniał pogodny uśmiech.

     

      Modlitwa

      Święty Klemensie, ukochany synu Najświętszej Maryi, za życia na ziemi potrafiłeś dla biednych grzeszników wszystko u Niej wyprosić. Racz spojrzeć teraz z nieba na ziemię i ulitować się nade mną. Moim grzechem jest także i to, że za mało kocham Matkę Bożą. Wyproś mi więcej serca dla Niej. Niech nigdy nie zapomnę tych cierpień, która ona zniosła dla mnie. Niech moje usta bezustannie wymawiają Jej święte imię. Niech serce moje bije dla Jezusa i dla Niej. Niech nabożeństwo do Maryi przejawia się przede wszystkim w czynach. Ufam, że wyprosisz mi tę łaskę.

      Matko Boża, matko moja ukochana! Mimo moich upadków i niewdzięczności z ufnością klękam u Twoich stóp. Brzydzę się moim postępowaniem, ale ufam, że Ty się mną nie brzydzisz, bo jesteś moją Matką, a ja Twoim dzieckiem. Przez miłość, jaką Cię otaczał św. Klemens, proszę Cię matko, wybacz mi moją oziębłość. Chcę odtąd Ciebie tak kochać, jak miłują Cię wszyscy Aniołowie i wszyscy ludzie. Chcę Cię kochać, ile mi tylko starczy sił. A w dowód swojej miłości przyrzekam, że każdego dnia do końca Nowenny będę odmawiał cząstkę Różańca.

Dzień ósmy.        Miłość bliźniego

    Chrześcijanin, który żyje wiarą, widzi w osobie bliźniego Jezusa Chrystusa. Wie, że każdy uczynek miłości, to dobrodziejstwo wyświadczone samemu Jezusowi, ponieważ Jezus powiedział: “Cokolwiek uczyniliście jednemu z moich barci najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,4o)

      Św. Klemens, który na wszystko patrzył oczyma    wiary, życie swoje przepoił najszlachetniejszą miłością bliźniego. Już w dzieciństwie ograniczał sobie posiłek, żeby potem móc rozdać biednym. Drobne pieniądze, które otrzymywał od matki dla swojego użytku, obracał nie na kupno np. cukierków, ale przeznaczał dla potrzebujących.

        Kiedy liczył 18 lat - pracował wówczas w piekarni u Norbertanów w Klosterbruck - wybuchła siedmioletnia wojna, która sprowadziła na okoliczne wioski klęskę głodu. Wynędzniałe tłumy płakały i pukały do furty klasztornej z prośbą o wsparcie. Zakonnicy wspomagali głodnych na ile pozwalały im zapasy: co dzień karmiono około 900 biednych. Piekarnia wciąż była czynna. Klemens pracował bez wytchnienia dniem i nocą, a mimo ciężkiej pracy ujmował sobie posiłku, by więcej zostało dla głodnych.

        To miłosierdzie względem ubogich pozostało w charakterze Klemensa do końca życia. Czy chodziło o opuszczoną sierotę, czy o wdowę z małymi dziećmi, czy o chorych, czy o starców. Święty zawsze śpieszył im na ratunek. Nie czekał, aż przyjdą do niego i pierwsi wyciągną rękę - on sam ich wyszukiwał. Podczas procesu beatyfikacyjnego jeden ze świadków wyraził się, że bogaci, gdy chcieli zobaczyć Świętego, musieli go szukać, biedaków zaś on szukał. Kim był dla biednych okazało się przy pogrzebie, kiedy nieprzeliczone tłumy nędzarzy towarzyszyły mu do grobu, aby po raz ostatni okazać swoją miłość dla zmarłego ojca.

      Jakkolwiek miłosierdzie względem nędzy doczesnej jest wielką cnotą, to jednak nie może się równać z miłosierdziem    nieskończenie większym - potrzebą duszy. Nieszczęśliwy    to człowiek, który chodzi głodny i osłabione, bo nie ma środków do utrzymania. Ale stokroć bardziej nieszczęśliwy, którego dusza dawni już nie karmiła się Ciałem Syna Bożego! Nad tymi nieszczęśliwymi Klemens litował się najbardziej. Dla nich strawił swoje życie w służbie, dla nich pracował, dla nich wybierał dalekie i uciążliwe podróże, za nich pokutował i modlił się. Aby bodaj jedną duszę zbawić, żadna droga nie wydawała mu się daleka, żadna pora zbyt niedogodna, żadne trudy zbyt wielkie. Gotów był za jedną duszę życie oddać. I chociaż Bóg nie zażądał od niego męczeństwa krwawego, pomimo to całe jego życie było nieustannym męczeństwem, bardzo bolesnym ale znoszonym dla zbawienia dusz nieśmiertelnych.

        Podczas podróży do Szwajcarii w 1797 r. Św. Klemens siedział w dyliżansie obok młodego, ale schorowanego człowieka. Gdy wyruszyli w drogę młodzieniec zaczął szydzić z Klemensa, duchowieństwa i religii. Klemens cały czas znosił te obelgi z cierpliwością. W południe dyliżans zatrzymał się przy domu zajezdnym. Wszyscy podróżni wysiedli oprócz młodego kaleki, bo nikt nim się nie troszczył. Jaka była “zemsta” św. Klemensa: wziął go na ręce, zaniósł do gospody, postarał się, aby mu dano obiad, a potem z powrotem zaniósł do dyliżansu. Dalsza podróż wyglądała już zupełnie inaczej. Młodzieniec zmienił się nie do poznania. Z głębokim żalem przyznał się, że nie upadł by tak nisko, gdyby spotkał w swoim życiu podobnego kapłana.

     
      Modlitwa

      Św. Klemensie, Tyś tak bardzo współczuł    ludziom, kiedy patrzyłeś na ich nędzę. Ale sam widzisz, że obecnie świat przeżywa podobne sytuację Racz nam przyjść z pomocą!    Weź w opiekę bezrobotnych, głodnych, chorych, sieroty ! Bądź im ojcem, wyjednaj im u Boga środki do życia. Albo raczej zmiękcz serce bogatych, niech ich dłonie ściśnięte kurczem chciwości, otworzą się na pomoc biednym. Ty wiesz, że największą naszą bolączką nie jest brak pracy, pieniędzy, lecz brak miłości bliźniego. Gdy miłość zagości pośród nas, znajdzie się i praca a także pieniądze. Wyproś u Boga łaskę, byśmy miłowali się miłością wzajemną, abyśmy między sobą byli jedno, jak to Jezus w Wieczerniku modlił się    do Ojca.

     

Dzień    dziewiąty    Mąż modlitwy

      Zamiłowanie do modlitwy objawiało się u Klemensa już w latach dziecięcych. Raz idąc z matką, spotkał dwie znajome, które przywitawszy się z matką na pytanie, gdzie idą, odpowiedziały: “Idziemy na spacer, żeby zabić czas”. Chłopca uderzyły te słowa: “Mamo” - zapytał - co to znaczy ‘zabić czas?’” A gdy mu wytłumaczyła, odezwał się ze zdziwieniem: “Jeżeli ludzie nie mają co robić to powinni się przynajmniej modlić”.

      Dążenie do połączenia się    na modlitwie z Bogiem skierowało później kroki Klemensa na pustynie do Tivoli, a potem by prowadzić dalej życie pustelnicze.

      Będąc kapłanem    często powtarzał: “Proście, szukajcie, pukajcie! Kto będzie szukał, prosił i pukał, temu otworzą bramę do skarbca miłosierdzia Bożego”. Święty najpierw zastosował to upomnienie do siebie. Modlił się nieustannie, w kościele i na ulicy, w domu i w podróży, w pracy i podczas rozmowy. Jego najmilszym wytchnieniem po ciężkiej pracy była modlitwa. Dzięki modlitwie osiągnął szczyt doskonałości chrześcijańskiej.

      Ducha modlitwy, którym sam się odznaczał, pragnął przeszczepić w serca swych słuchaczy. W krótkich, a jędrnych zdaniach wypowiadał głębokie prawdy, trafiające każdemu do przekonania.. Oto kilka z nich: “Pan Bóg nie potrzebuje naszej modlitwy, ale my jej potrzebujemy”; “Lepiej mówić z Bogiem o grzeszniku, niż z grzesznikiem o Bogu”; “Bez modlitwy nie można w dobrym długo pozostać”.

      Pewna wychowawczyni skarżyła się przed Klemensem, że nie widzi skutków swej pracy nad dziećmi. Święty jej odrzekł: “Co za pojęcie mają ludzie o wychowaniu! Jak gdyby mogli coś lepszego i mądrzejszego wymyślić, niż modlić się za swych wychowanków.

      Święty pragnął, aby każda czynność chrześcijanina była ofiarowana Panu Bogu przez dobrą intencję. “Nie obarczajmy się ustnymi modlitwami, za to pamiętajmy przy spełnianiu dobrych uczynków o częstym wznoszeniu duszy do Boga. Dlatego rano przed rozpoczęciem pracy wzbudźmy na cały dzień dobrą intencję, ofiarujmy Panu Bogu wszystko, co czynić zamierzamy”.

      Hasłem Klemensa przez całe życie było: “Wszystko Panu Bogu na chwałę!” Z tymi słowami rozpoczynał dzień, nimi też się umacniał w ciągu dnia i tymi słowami kończył swój pracowity dzień, nimi też zakończył swoje doczesne życie.

Modlitwa

      Święty Klemensie, zostałeś wielkim świętym, gdyż umiałeś się modlić. Ja również już dawno mógłbym być lepszym, świętym, gdybym należycie korzystał z otrzymywanych łask, gdybym lepiej i więcej się modlił! Teraz chcę naprawić swoje zaniedbanie. Postanawiam wytrwale się modlić.

      Boże mój i Panie, za przykładem Twego sługi Klemensa pierwsze słowa po przebudzeniu ofiaruję Tobie, podobnie ostatnie, przed udaniem się na spoczynek. Wszystkie chwile dnia chcę uświęcać aktami modlitwy. Wszelkie dobro chcę osiągnąć przy pomocy modlitwy. Tak mi Jezu dopomóż i Ty Matko Najświętsza.

LITANIA DO ŚW.KLEMENSA

Kyrie elejson, Chryste elesjon, Kyrie elejson

Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas

Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami

Synu Odkupicielu świata Boże, zmiłuj się nad nami

Duchu Święty Boże, zmiłuj się nad nami

Święta Trójco jedyny Boże, zmiłuj się nad nami

Święta Maryjo, módl się za nami

Święta Boża Rodzicielko,

Święta Panno nad Pannami,

Święty Klemensie Mario,

Święty Klemensie, nieustraszony obrońco wiary,

Święty Klemensie, gorliwy siewco słowa Bożego,

Święty Klemensie, pokorny czcicieli Najświętszego Sakramentu

Święty Klemensie, wierny sługo Najświętszej Maryi Panny

Święty Klemensie, miłosierny ojcze sierot

Święty Klemensie, łaskawy pocieszycielu strapionych

Święty Klemensie, opiekunie biednych i opuszczonych

Święty Klemensie, wierny przyjacielu uczącej się młodzieży

Święty Klemensie, Aniele-Pocieszycielu umierających

Święty Klemensie, pełen dobroci i życzliwości dla wszystkich

Święty Klemensie, wzorze niezachwianej ufności w Bogu

Święty Klemensie, cierpliwy w znoszeniu przeciwności

Święty Klemensie, podporo Kościoła

Święty Klemensie, ozdobo stanu kapłańskiego i zakonnego

Bądź nam miłościw, przepuść nam Panie

Bądź nam miłościw, wysłuchaj nas Panie

Od obojętności w sprawach wiary, zachowaj nas Panie

Od braku ufności w Opatrzność Twoją

Od oziębłości w służbie Twojej

Od zatwardziałości serca

Od nieczułości na potrzeby biednych

Od śmierci nieszczęśliwej

My grzeszni Ciebie prosimy, wysłuchaj nas Panie

Abyśmy wiarę słowem i czynem nieustraszenie wyznawali

Abyśmy doświadczenia i ziemskie kłopoty wielkodusznie znosili

Abyśmy zawsze pamiętali o wieczności

Abyśmy często i gorliwie się modlili

Abyśmy nawzajem się miłowali

Abyśmy pokutowali za swoje grzechy

Aby młodzież żyła w czystości

Aby rodzice wychowywali dzieci w miłości Bożej

Aby między narodami zapanowała powszechna zgoda

Aby na całym świecie nastała jedna owczarnia i jeden pasterz

Abyśmy odeszli do wieczności pojednani z Bogiem

Baranku Boży, który gładzisz grzech świata, wysłuchaj nas Panie

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam Panie

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami

W. Módl się za nami, święty Klemensie

O. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych

Módlmy się: Boże, Ty    świętego Klemensa Marię przyozdobiłeś mocną wiarą, uczyń nas, przez jego wstawiennictwo, tak silnymi w wierze i gorliwymi w miłości, abyśmy osiągnęli wieczną nagrodę. Przez Chrystusa Pana naszego.