Przeskocz do treści

Tożsamość redemptorysty i wizja Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela w „Listach” św. Klemensa Hofbauera

Piotr Koźlak CSsR

I. Miłość do założyciela i zgromadzenia

II. Więź ze zgromadzeniem przez podtrzymywanie kontaktów z przełożonymi

III. Odczytywanie znaków czasu

1. Duszpasterstwo jako misja

2. Pomoc ubogim

3. Współpraca z laikatem

IV. Troska o nowe powołania

V. Przyszłość zgromadzenia – nowe fundacje

Wstęp

Urodzony 26 grudnia 1751 roku Klemens Hofbauer, pochodzący z biednej rodziny z morawskich Tasovic, po różnych perypetiach życiowych – praca pomocnika piekarskiego, pielgrzymowanie do sanktuariów Europy, próba życia pustelniczego i ponownie zatrudnienie się w zawodzie piekarza – mając 32 lata, dzięki pomocy finansowej bogatych kobiet, podejmuje w końcu studia teologiczne w Wiedniu. Był to pierwszy krok, by zrealizować marzenia o kapłaństwie1. Jednakże państwowe reformy w Austrii dotyczące kształcenia księży i zupełnie niekatolickie wykłady na uniwersytecie zmuszają go do porzucenia stolicy Austrii2. W 1784 roku wyrusza do Rzymu i tam jako 33-letni mężczyzna wstępuje do Zgromadzenia Redemptorystów. Po przyjęciu święceń kapłańskich zostaje wysłany – wraz ze swym przyjacielem Tadeuszem Hüblem – poza Włochy, by rozpocząć pracę w Europie Wschodniej. Jak podkreśla o. Ferrero, „opuszczenie przez Klemensa Hofbauera Italii i założenie wspólnoty redemptorystów w Warszawie na początku 1787 roku wyznaczają początek nowego etapu dla samego Klemensa i dla Zgromadzenia Redemptorystów”3.

W 1776 roku, czyli po ponad 30 latach od powstania Zgromadzenia, założyciel redemptorystów św. Alfons Liguori pisał: „Zgromadzenie przestanie istnieć, jeśli nie osiedli się poza Królestwem Neapolu”4. Zatem nie widział go jako dzieła o charakterze regionalnym, lecz chciał, by działało w Kościele na całym świecie. Tym, który rozpoczął ten proces rozwoju Zgromadzenia Redemptorystów, był św. Klemens Hofbauer.

Wstępując do redemptorystów, Klemens, jak się wydaje, nie miał jasnej wizji tego, co miałby robić w przyszłości. Jednak w dość krótkim czasie wykazał się niezwykłą intuicją duszpasterską, która owocowała odważnymi, a jednocześnie trafnymi decyzjami odnośnie do misji Zgromadzenia. Daje się to zauważyć, kiedy czytamy jego listy5. Na ich podstawie można odkryć, w jaki sposób rozwijała się jego wizja Zgromadzenia i kształtowała się tożsamość redemptorysty.

I. Miłość do Założyciela i Zgromadzenia

W historii Zgromadzenia mówiono o św. Klemensie jako o „drugim”6 lub „nowym”7 założycielu, ponieważ jako pierwszy redemptorysta (wraz z Tadeuszem Hüblem, o czym się często zapomina) zaraz po przyjęciu święceń kapłańskich został wysłany poza granice Italii i założył tam pierwszy pozaalpejski klasztor redemptorystów. Wydaje się jednak, że sam Klemens nie powiedziałby tego o sobie. Owszem, czynił, co mógł, aby Zgromadzenie się rozwijało, by stało się międzynarodowym8. Mimo dość szczelnych granic wiele podróżował, był obeznany z Europą i zawsze dobrze poinformowany o sytuacji Kościoła na kontynencie – miał duszę prawdziwego Europejczyka9 – ale wszystko, co robił, odnosił do Założyciela redemptorystów.

„Jednym z powodów, dla których Hofbauer tak kochał swoje Zgromadzenie i dla niego pracował, była cześć dla jego założyciela: Alfonsa Liguoriego”10. Dlatego pragnął poznawać jego życie. Postać założyciela i duchowość Zgromadzenia przybliżał mu o. Józef Landi, w którym Klemens znalazł również przewodnika w formacji. Józef Landi był człowiekiem inteligentnym i prawym, choć trochę rygorystycznym; nie tylko doświadczonym misjonarzem, ale i dobrym naukowcem. Napisał Historię Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela w dwóch obszernych tomach, dotychczas nie wydanych, z szerokim i dobrze udokumentowanym życiorysem Alfonsa, który w tym czasie jeszcze żył. Spędziwszy ponad 30 lat u boku założyciela jako świadek jego heroizmu i gorliwości, starał się zaszczepić w przyszłym kapłanie prawdziwego alfonsjańskiego ducha, którego ideał: „być kartuzem w domu i apostołem na zewnątrz”11, w pełni odpowiadał pragnieniom nowicjusza.

Podczas procesu beatyfikacyjnego Klemensa o. Józef Srna CSsR powiedział, że „miłował [on] Alfonsa jak własnego ojca – w stopniu doskonałym”12, a Emmanuel Veith dodał: „Cała jego troska skierowana była ku pomnożeniu kultu św. Alfonsa”13. Natomiast Jan Pilat, uczeń Klemensa z czasów wiedeńskich, zeznał przed trybunałem kościelnym, że „ojciec Hofbauer zapalił w nim miłość do Alfonsa i Zgromadzenia w sposób tak żywy, że tylko dzięki tej miłości mógł przezwyciężyć wszystkie przeszkody, które napotkał w swoim powołaniu”14. Można zatem powiedzieć, że „dziedzictwo duchowe Klemensa wypełnione jest alfonsjańskim aromatem”15.

12 lipca 1800 roku w długim liście do przełożonego generalnego o. Pawła Piotra Blasucciego Klemens przedstawił najpierw opis trudnego położenia Kościoła katolickiego w Warszawie, a następnie zapewniał o wielkiej miłości i przywiązaniu współbraci ze wspólnoty św. Benona do Zgromadzenia i św. Alfonsa. Pisał wówczas m.in: „Wielką radością napełniła nas wiadomość, że życiorys naszego czcigodnego Ojca [Alfonsa] jest już w druku. Mam nadzieję, iż ukaże się wkrótce także drugi tom tego dzieła. Chcielibyśmy bardzo otrzymać tę biografię oraz inne dzieła naszego Ojca, z wyjątkiem jego Teologii moralnej, którą już posiadamy”16. Kilka miesięcy później ponowił prośbę: „Pragniemy przede wszystkim otrzymać biografię naszego Ojca, która jest w druku, oraz prawdziwą jego podobiznę namalowaną na płótnie. Wstyd mi naprawdę, że prawie nic nie mogę na ten temat powiedzieć, czy to współbraciom, czy innym, którzy mnie pytają o początki, rozwój i inne okoliczności z historii naszego Instytutu”17. A przy innej okazji, opisując pracę redemptorystów w Bukareszcie, zapewniał o. Antonia Giattiniego: „Ja ze swej strony, jak tylko mogę, staram się o powiększanie czci naszego Założyciela: odprawiane są prywatne nabożeństwa, drukowane książki i obrazki, aby Bóg był uwielbiony poprzez cześć oddawaną Jego słudze, pod którego opieką walczymy”18. Benonici mieli już co prawda w Warszawie niektóre publikacje Założyciela, np. Nawiedzenia Najświętszego Sakramentu i Najświętszej Maryi Panny, Miłość dusz, Dzieła dogmatyczne przeciw heretykom19, ale chcieli czytać także pozostałe jego dzieła.

Niestety, te prośby spotykały się z obojętnością redemptorystów we Włoszech. W 1795 roku Klemens pisał do o. generała: „Prosiłem o przynajmniej 36 egzemplarzy oficjum własnego Zgromadzenia, następnie o wszystkie Konstytucje oraz dwa egzemplarze życiorysu naszego Założyciela i Ojca”20, a pięć lat później ze smutkiem skarżył się: „Moi współbracia bardzo się dziwią waszemu tak długiemu milczeniu. Powtarzają często, iż nie pojmują, dlaczego w tak młodym jeszcze Zgromadzeniu widać tak wielką obojętność i tak małą troskę współbraci we Włoszech o jego północną gałąź”21.

Troska o przekazanie jak najwięcej informacji o św. Alfonsie wiązała się z troską o kleryków. „Jeżeli ukazało się jakieś nowe opracowanie na temat naszego drogiego Ojca [Alfonsa], to proszę nam to przysłać – zwracał się do o. Giattiniego. – Powiedziano nam, że istnieje również jego dłuższy życiorys po łacinie. Nasi młodzi współbracia, którzy nie znają języka włoskiego, życzyliby sobie, aby życiorys ten był obszerniejszy niż ten po włosku. Chcą oni wiedzieć wszystko dokładnie, bo są to prawdziwi redemptoryści. Opowiadałem im dużo o naszym Ojcu i o ojcach włoskich”22. Nie wiadomo, czy przyszła jakakolwiek odpowiedź, ponieważ kilka miesięcy później Klemens powtórnie zwracał się do tego samego ojca: „Proszę również pokornie, aby zebrać i wysłać dla naszych studentów, jeżeli jest coś ciekawego na temat zmarłych ojców i sióstr z naszego Zgromadzenia. Nie wiedzą oni nic o współbraciach z Zgromadzenia, jak tylko to, co my im opowiemy”23.

Oprócz książek czy życiorysu Założyciela Klemens usilnie dopraszał się – najpierw w liście z 1800 roku – o przesłanie także podobizny św. Alfonsa, jednak bezskutecznie. Ponowił prośbę pięć lat później: „Proszę także, aby – jeżeli to możliwe – wysłał mi ojciec [Antonio Giattini] jakieś obrazy św. Alfonsa, malowane na płótnie, niezbyt duże”24. Nie wiadomo, czy prośba została w końcu wysłuchana.

Nic dziwnego, że w kolejnym liście Klemens pisał o redemptorystach w Warszawie: „My zapomniani synowie (…) nie mamy żadnych wiadomości na temat Czcigodnego Ojca i naszych współbraci we Włoszech”25. Pomimo tych trudności się nie zrażał. Miłość do Założyciela nigdy w nim nie zgasła i potrafił zarażać nią kolejnych współbraci.

W liście z 26 lipca 1796 roku z satysfakcją pisał: „Dekret o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego naszego Czcigodnego Ojca Alfonsa napełnił nas nieopisaną radością, dlatego, aby podziękować Bogu, odśpiewaliśmy natychmiast uroczyste Te Deum laudamus26. Radość redemptorystów warszawskich była tak wielka, że byli gotowi zrezygnować z druku brewiarzy, a pieniądze przeznaczyć na pokrycie kosztów beatyfikacji: „Nie chcemy wydawać teraz pieniędzy na drukowanie [brewiarza i mszału z tekstami własnymi]; wolimy je wysłać na beatyfikację naszego tak wielce umiłowanego Ojca [Alfonsa], niż przeznaczyć je na druk. Kiedy będzie on już wyniesiony do godności ołtarzy, wówczas wydamy te rzeczy, włączając Oficjum naszego Czcigodnego Ojca”27.

Po 22 latach, już jako wikariusz generalny Zgromadzenia za Alpami, Klemens osobiście zwrócił się do papieża Piusa VII: „Zaalpejscy redemptoryści proszą, aby tą samą Apostolską Władzą zaliczono go [Alfonsa Liguori] w poczet świętych w niebie, oraz aby był ukazany i polecany jako przykład całemu światu. Zgromadzenie pragnie ukazywać w szczególny sposób cześć i chwałę, jakie okazano jego błogosławionemu Ojcu i Założycielowi. We wzroście tej czci owo Zgromadzenie znajduje pocieszenie na wygnaniu i w tym samym czasie z całą pewnością oczekuje owoców jego [Alfonsa] wstawiennictwa przed Bogiem. Jak o tym świadczy wyznawanie wiary, nic nie przyczynia się do wzrostu Kościoła tak, jak radość z obecności świętych, gdyż chwałą Kościoła są jego święci. (…) Ponadto, potrzeby Kościoła i zło, które niszczy wiarę i jej jedność, wydają się wołać o nowego orędownika do Bożego Miłosierdzia (…) Boża Opatrzność tak zrządziła, że darowuje nam wciąż nowych orędowników. Czasami wydaje się, że w Bożym Kościele orędownictwo tych nowych świętych jest bardziej skuteczne w odpowiednich porach i miejscach”28.

Tożsamość redemptorysty wyrażała się zatem u Klemensa w miłości i czci do założyciela św. Alfonsa Liguoriego oraz w przywiązaniu do Zgromadzenia. Niestety, na samym początku jego drogi zakonnej zdarzyła się niefortunna sytuacja. Otóż w roku 1784 Klemens Hofbauer i Tadeusz Hübl wstąpili w Rzymie do „niewłaściwej” gałęzi Zgromadzenia29! Od czterech lat istniał bowiem rozdział między domami w Królestwie Neapolu a domami w Państwie Kościelnym. Jego powodem było Regolamento. Założyciel Alfons Liguori żył w Pagani; przełożonym generalnym klasztorów w Państwie Kościelnym był o. Francesco De Paola, który dbał o niezależność kierowanych przez niego wspólnot od wspólnot w Królestwie Neapolu. Dlatego właśnie Klemens i Tadeusz nigdy nie spotkali się z Alfonsem Liguorim30. Jednak gdy nowo wyświęceni kapłani wyruszyli w kierunku wschodnim, mieli świadomość, że aby być autentycznym redemptorystą, należy podtrzymywać jedność ze swym Zgromadzeniem niezależnie od istniejących w nim podziałów. Owa jedność mogła się wyrażać na różne sposoby. Jednym z nich było przestrzeganie Reguły.

Problemy, jakie się w tym względzie pojawiły, dotyczyły sposobu wypełniania wszystkich jej zaleceń w nowym miejscu pracy apostolskiej, w innym kraju czy wręcz w innej rzeczywistości kulturowej.

14 lipca 1801 roku o. Blasucci, przełożony generalny, wysłał do wspólnoty św. Benona list, w którym zamieścił wiele krytycznych uwag na temat organizacji życia zakonnego i działalności redemptorystów w Warszawie. Wyrażał obawy, czy na placówce przestrzegana jest reguła zakonna. W odpowiedzi Klemens dość szczegółowo opisał porządek każdego dnia:

„Najprzewielebniejszy Ojcze! Dnia 1 sierpnia otrzymałem list Czcigodnego Ojca wysłany z Pagani 14 lipca. Jeszcze tego samego dnia przeczytałem ten list całej wspólnocie, która z należną czcią i pokorą, a zarazem z radością przyjęła ojcowskie napomnienia i uwagi. Gdy idzie o sposób życia, to porównując go z prowadzonym przez Was, Przewielebni Ojcowie, stwierdzam, że z małymi wyjątkami u nas jest on taki sam.

Spoczynek nocny trwa siedem godzin, natomiast w ciągu dnia nikt z nas nie śpi, nawet przez pół godziny. Spowodowane to jest klimatem i zwyczajami mieszkańców Północy. Budziłoby to wielkie zdziwienie, gdyby ktoś wprowadził ten zwyczaj w tych okolicach. Stałoby się to powodem zgorszenia i naraziłoby wspólnotę na drwiny. Byłaby ona uważana za ospałą i straciłaby cały szacunek. Również wśród ludzi świeckich nie ma zwyczaju, aby spać w ciągu dnia, nawet podczas letnich upałów. Dlatego też żadna wspólnota nie odważyła się wprowadzić tego zwyczaju, jak to wynika z doświadczenia i powszechnej praktyki.

Wszyscy budzeni są o tej samej porze przez jednego z braci. Pół godziny po pobudce wszyscy gromadzą się w chórze na wspólne rozmyślanie. Po południu każdy odprawia prywatnie w swoim pokoju czytanie duchowne. W końcu, po zachodzie słońca, mamy ponownie w chórze wspólne rozmyślanie. Codziennie robimy rachunek sumienia przed obiadem i wieczorem przed ciszą nocną. Codziennie odmawiany jest różaniec i odprawiane jest nawiedzenie Najświętszego Sakramentu i Najświętszej Maryi Panny. Równość wszystkich bez wyjątku z pomocą Bożą jest ściśle przestrzegana. Wyjątek mają jedynie chorzy. Co miesiąc odprawiamy jednodniowe rekolekcje, a raz w roku dziesięciodniowe. Co tydzień głoszone są konferencje na tematy ascetyczne, teologiczne i liturgiczne oraz odbywa się oskarżenie publiczne. W sobotę głoszone są konferencje na temat postępu na drodze cnót chrześcijańskich. Praktyki pokutne, tak wewnętrzne, jak i zewnętrzne, przepisane przez Regułę, jak również wszystkie inne ćwiczenia, są wypełniane skrupulatnie. Do tego dochodzą jeszcze pewne sprawy, które wydają się nieco inne niż u Was, a które wynikają z odmiennych uwarunkowań czasowych, terytorialnych i narodowościowych. Nie można tutaj jednak mówić o odchodzeniu od Reguły, ale o jej adaptacji do miejscowych warunków oraz wyzwań duszpasterskich”31.

Następnie Klemens opisuje poszczególne punkty działalności duszpasterskiej benonitów, akcentując to, co dla pracy misyjnej redemptorystów jest najistotniejsze: głoszenie kazań i sprawowanie sakramentu Eucharystii oraz spowiedzi. Zapewnia, że zarzut zbyt częstych kazań jest niesłuszny, ponieważ „muszą one zastąpić misje, które zostały zakazane przez rząd i nie można ich głosić bez wyraźnego zezwolenia władz państwowych”32. Co więcej, zapewnia, że „zwyczaj głoszenia częstych kazań, katechez, homilii i pouczeń, których sława dotarła do Rosji, do Moskwy, a nawet na Syberię, odnosi niewiarygodne sukcesy. Słuchacze nie tylko nie czują żadnego znużenia, lecz wręcz przeciwnie, stają się coraz bardziej i bardziej przyjaciółmi słowa Bożego. Oprócz tego spieszą nie tylko mieszkańcy Warszawy czy też mieszkańcy miast sąsiednich, aby słuchać słowa Bożego, ale przychodzą również wierni z odległych okolic, którzy pozostają trzy, pięć albo osiem dni, przyjmują sakramenty święte i wzmocnieni łaską Bożą powracają do domu”33. Dodaje, że „rzadko mija dzień, aby ktoś nie spowiadał się z całego życia dla naprawienia spowiedzi nieważnych lub świętokradzkich”34. Dlatego Klemens ze spokojem podsumowuje: „Z tego, co napisałem, możesz, Czcigodny Ojcze, łatwo zobaczyć, w jakich sprawach odeszliśmy od waszego chwalebnego i starego zwyczaju, ale ze względu na konieczność dostosowania się do warunków i potrzeb miejsca i czasu. Nie opuszczamy nic z tego, co przepisuje Reguła”35.

W podobny sposób Hofbauer sformułował sprawozdanie do Kurii Biskupiej w Warszawie 25 kwietnia 1800 roku. „Jeżeli chodzi o zachowywanie reguły i dyscypliny – pisał w podsumowaniu – to uważam, iż można powiedzieć ze spokojem sumienia, że w tym względzie nie może nic zarzucić żadnemu ze swoich podwładnych; ma raczej powody, aby się cieszyć i dziękować Bogu za tak wielką łaskę i za swoich współbraci. Jeżeli nawet niektórzy, z powodu ludzkiej słabości, popełnią jakieś wykroczenia przeciwko obserwancji zakonnej, to w większości jest to niezamierzone i dotyczy spraw mało istotnych. Ponadto są oni zawsze uczciwi i szczerze przyznają się do swoich błędów podczas tygodniowego rachunku sumienia”36.

Gdy Klemens rozpoczął podróże zagraniczne celem założenia nowych fundacji w Europie Zachodniej, Zarząd generalny ponownie dopytywał się o rzetelne przestrzeganie reguły redemptorystowskiej. Klemens zapewniał tym razem o. Mikołaja Mansionego, przełożonego generalnego, pisząc o pracy redemptorystów w Szwajcarii: „Jestem pewny co do wiernego zachowywania reguły przez tamtejszą wspólnotę, ponieważ ojciec rektor Passerat jest człowiekiem wymagającym, a jednocześnie łagodnym i dobrym. Potrafi on tak połączyć dobroć matki z surowością ojca, że jednocześnie budzi strach i jest kochany. Przekażę mu adres Czcigodnego Ojca, aby mógł on osobiście złożyć relację na temat swojej wspólnoty”37.

Niestety, nie zawsze dawano wiarę słowom św. Klemensa. Zarzucano mu, zwłaszcza podczas wizytacji w Warszawie, że nie wypełnia charyzmatu Zgromadzenia oraz że zmienia regułę zakonną. W takich momentach ujawniał się porywczy i gwałtowny charakter Hofbauera, który nie miał wówczas oporów używać mocniejszych argumentów: „Nie znacie geografii i myślicie, że w Niemczech i w Polsce wszystko jest tak samo jak we Włoszech. Wstyd mi za was przed naszymi młodymi współbraćmi”38.

Więź ze św. Alfonsem Liguorim i Zgromadzeniem Redemptorystów św. Klemens dobitnie poświadczył pod koniec swojego życia. Jesienią 1818 roku komisja kościelno-rządowa dokonała rewizji w jego mieszkaniu w Wiedniu i w rezultacie postawiła go przed wyborem wystąpienia ze Zgromadzenia lub opuszczenia kraju. Odrzucił tę pierwszą możliwość. W liście do arcybiskupa Wiednia Zygmunta Antoniego Hohenwarta Klemens wyjaśniał przyczyny swojej decyzji i prosił o wstawiennictwo u cesarza. Pisał: „Ponieważ w czasie całego mojego pobytu tutaj jako kapłan oddawałem się jedynie wypełnianiu kapłańskich obowiązków według norm otrzymanych od Waszej Książęcej Mości i nigdy nie próbowałem założyć domu Zgromadzenia na terenie cesarstwa austriackiego, dlatego nie uważam, abym dopuścił się złamania tutejszego prawa przez to, że w wymianie korespondencji z moimi rozproszonymi po wypędzeniu z Warszawy [współbraćmi] na skutek francuskiej przemocy pisałem o ich działalności oraz sprawach duchowych”39. Działo się to rok przed śmiercią Klemensa. Po raz pierwszy w życiu stanął przed tak poważnym dylematem. Jednak ani przez chwilę nie miał wątpliwości: wolał być wypędzony z własnej ojczyzny, niż opuścić Zgromadzenie.

W procesie beatyfikacyjnym o. de Held zeznał, że „O. Hofbauer posiadał taką zdolność przekazywania im miłości do Zgromadzenia, że nic nie potrafiło zdusić ich wiary”40. To, że dzieło św. Alfonsa nie tylko przetrwało poza Italią, ale rozprzestrzeniło się na inne kraje, jest niewątpliwie zasługą św. Klemensa. Jean Hofer tak podsumowuje jego zaangażowanie: „Śledząc historyczną ewolucję Zgromadzenia we współczesnej jego postaci, dochodzi się do wniosku, że bez św. Klemensa i jego działalności Zgromadzenie już dawno podzieliłoby los wielu małych zgromadzeń istniejących w XVIII wieku, których dziś nie zna się nawet z nazwy”41.

II. Więź ze Zgromadzeniem przez podtrzymywanie kontaktów z przełożonymi

19 marca 1785 roku Klemens Hofbauer i Tadeusz Hübl złożyli swoją pierwszą profesję zakonną. Ich formacja redemptorystowska była jednak bardzo krótka. Od momentu wstąpienia do nowicjatu (październik 1784), przez złożenie ślubów i przyjęcie święceń kapłańskich, do wyruszenia w kierunku północno-wschodniej Europy minął zaledwie rok. Co prawda podczas pierwszej podróży po przyjęciu święceń uzupełnili studia w Wiedniu, ale i tak był to zdecydowanie krótszy czas formacji niż u innych zakonników. Jednak w tym krótkim okresie Klemens, jak się wkrótce okazało, doskonale przyswoił sobie ideały Zgromadzenia i mocno się z nimi utożsamił.

Gdy nowo wyświęceni przyjaciele opuszczali Italię, raczej nie domyślali się, jak zakończy się ich pierwsza podróż apostolska. Po przybyciu do Wiednia szukali możliwości fundacji w Austrii. Zadanie okazało się niemożliwe do wykonania w kraju, w którym Józef II zamykał klasztory i znosił wspólnoty zakonne. Postanowili wówczas wyruszyć bardziej na północ, myśląc o dzisiejszej Litwie czy Łotwie. Po drodze zawitali do Warszawy. Usilne prośby mieszkających w tym mieście Niemców oraz królewskie zezwolenie na przejęcie małego kościoła przy Rynku Nowego Miasta sprawiły, że podjęli się tej pracy. Tak oto kościół św. Benona stał się pierwszym miejscem apostolskiego działania Klemensa i pierwszą fundacją redemptorystów poza Włochami42.

Hofbauer miał świadomość, że cokolwiek będzie czynił na nowej placówce, musi to konsultować z Zarządem generalnym. Mimo to wkrótce popłynęły uwagi z Rzymu dotyczące życia zakonnego pozaalpejskiej wspólnoty. Podlegała ona gałęzi Zgromadzenia na terenie Państwa Kościelnego, której przełożonym był o. Francesco De Paola43. Po opuszczeniu Włoch Klemens pozostawał z nim w regularnym kontakcie listowym44.

Dla generała De Paoli głównym problemem była sprawa zachowania reguły. W Warszawie Klemens posiadał jej włoski tekst wydany w 1782 roku, zgodny z łacińskim zatwierdzonym przez papieża Benedykta XIV. Wkrótce jednak wydał tzw. „Regułę warszawską”, a później „Dodatek” do niej, który zawierał wzmianki o duszpasterstwie parafialnym oraz działalności opiekuńczo-wychowawczej. Choć „Reguła warszawska” zawierała zapis, iż głoszenie misji ludowych jest głównym zadaniem redemptorystów, jednak tam, gdzie ten rodzaj działalności jest niemożliwy, zasadniczym ich zadaniem miało być kształcenie i wychowywanie ubogiej młodzieży. Właśnie ten zapis wzbudził niepokój członków Zarządu generalnego w Rzymie45.

Wątpliwości dotyczące zachowania reguły i nowatorskiej działalności redemptorystów w Warszawie miał także następca o. De Paoli, o. Paweł Blasucci. Za jego przełożeństwa mnożyły się podejrzenia i nieporozumienia wobec redemptorystów żyjących w tak odmiennej rzeczywistości politycznej i kościelnej jak Polska. Włosi nie rozumieli, że Klemens reprezentował zupełnie inne dziedzictwo kulturowe. Miał też doświadczenie życia chrześcijańskiego, pustelniczego i kapłańskiego uwarunkowanego trudną sytuacją Kościoła w Austrii. Dodatkowo w międzyczasie uległy zmianie struktury życia wspólnotowego oraz formy apostolatu. Na pewno czynnikiem niesprzyjającym porozumieniu był zbyt krótki pobyt Klemensa we Włoszech. O. Izydor Leggio, konsultor generalny, zarzucił mu nawet: „Nie zrozumiałeś ducha Zgromadzenia. Nie mogłeś go zdobyć, ponieważ byłeś zbyt krótko między nami”46. Generał Blasucci z kolei pisał do współbraci z domu św. Benona w Warszawie: „Łatwo można dostrzec w waszym domu styl życia nie po­dobny, owszem przeciwny praktyce naszych poprzedników trwającej przez 70 lat, a którą zawiera reguła życia naszych współbraci w Italii, państwie kościelnym w Ka­labrii i królestwie Sycylii. Dlatego uważam za konieczne, byście poznali wszystkie nasze dzienne zajęcia zarówno te, które się odnoszą do roz­woju naszego ducha, jak i te mające na celu zbawienie dusz. Dalej, abyście poznali, jak winno wyglądać życie członka Zgromadzenia, i mogli je porównać ze zmianami, które wprowadziliście, oraz dostosować się do stylu życia całego Instytutu. Chodzi o styl życia Założyciela Alfonsa de Ligu­ori, który je prowadził przez 55 lat, a które przeka­zał i zalecił swoim uczniom, by nim żyli w każdym domu zgodnie z Regułą”47.

Jednak nawet pośród silnych napięć i różnic zdań czy niezgodnych z prawdą zarzutów apostoł Warszawy i Wiednia przez całe życie pozostał wierny Zgromadzeniu i nigdy nie zaprzestał kontaktów z przełożonymi z Rzymu. W liście do o. Józefa Cardonego, sekretarza Kapituły Generalnej obradującej w Pagani od 1 marca do 23 kwietnia 1793 roku, wyrażał radość wspólnoty św. Benona z powodu wyboru nowego generała, o. Piotra Pawła Blasucciego, i – przy okazji – z ponownego zjednoczenia Zgromadzenia. „Wśród serdecznych życzeń i wyrazów radości z okazji zakończonych z takim sukcesem obrad Kapituły, wyboru Przewielebnego Ojca na Przełożonego Generalnego i zakończenia smutnego rozdziału rzymskiej i neapolitańskiej gałęzi Zgromadzenia, proszę nie zapomnieć o gratulacjach płynących od naszej wspólnoty. Na dowód tego przyrzekamy pokornie Czcigodnemu Ojca, ja oraz ojcowie i bracia, którzy tworzą tutejszą rodziną św. Benona, całkowite posłuszeństwo i prosimy o święte błogosławieństwo”48. W innym miejscu to samo wydarzenie podsumowuje: „Natychmiast po Mszy świętej odśpiewaliśmy Te Deum, jako wyraz naszej wdzięczności za szczęśliwy wybór nowego Generała i tak długo oczekiwane zjednoczenie Zgromadzenia; oby Bóg to zjednoczenie umacniał i obdarzał licznymi współpracownikami”49.

W liście do o. generała Blasucciego z 12 czerwca 1800 roku z kolei Klemens przedstawia trudne położenie Kościoła katolickiego pod rządami pruskimi i wielki upadek obyczajów w Warszawie. Zapewnia o wielkiej miłości i przywiązaniu współbraci ze wspólnoty św. Benona do Zgromadzenia. Wyjaśnia, że tak rozległy i nietypowy dla redemptorystów apostolat podyktowany jest potrzebami duszpasterskimi i że nie jest to odejściem od Reguły Zgromadzenia, ale jej adaptacją do miejscowych warunków. „Polityczny reżim [w Warszawie] zakazał bowiem surowo wszystkim zakonnikom jakiejkolwiek wymiany korespondencji z przełożonymi spoza królestwa. Wszyscy zakonnicy poddani zostali pod jurysdykcję biskupów do tego stopnia, że żadnemu Zgromadzeniu nie wolno jest przenieść współbrata z jednego domu do innego w ramach tej samej prowincji bez wyraźnej zgody biskupa. Dlatego w przyszłości będę mógł kontaktować się Ojcem tylko okrężną drogą, świadom grożącego mi niebezpieczeństwa. Oczekuję od Czcigodnego Ojca porady, co w takich okolicznościach należy czynić”50 – pisał.

W kolejnym liście (z 1 października 1801) potwierdził, że mimo politycznych trudności i zastraszania zakonników przez władze państwowe nie mają zamiaru zrywać więzi z przełożonymi. „Gdybyśmy nie przylgnęli wielką miłością serca do Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, nie zachowywalibyśmy się inaczej niż inne wspólnoty klasztorne żyjące pod obecnym rządem, którym także zabroniono pod surowymi karami jakichkolwiek kontaktów z ich przełożonymi generalnymi. My jednak, mimo zakazu i mimo obawy przed karą, jaka na nas może spaść w przypadku wykrycia, zawsze taki kontakt utrzymywaliśmy i nadal będziemy go utrzymywać”51.

W dość długim liście Klemens odpowiada w zasadzie na kolejne zarzuty, które skierował do niego przełożony generalny. „Gdy idzie o porównanie sposobu życia, to zestawiając go z prowadzonym przez was, Przewielebni Ojcowie, stwierdzam, że z małymi wyjątkami u nas jest on taki sam52”. Klemens uwzględnia tu konkretne sprawy poruszone przez Blasucciego: odpoczynek, porządek dnia itp. „Doskonała wspólnoto­wość w pożywieniu, ubiorze, umeblowaniu cel i równość wszys­tkich bez wyjątku jest za Bożą pomocą ściśle przestrzegana. Wyjątki mają jedynie chorzy”53 – zapewniał. Podobnie uspokajał generała co do wierności reguły: „Wszystko, co Reguła przepisuje, podobnie jak sprawy wyżej wymienione, przestrzegane jest ściśle bez wyjątków. Nie można mówić o odchodzeniu od Reguły, ale o jej adaptacji do miejscowych warunków oraz wyzwań duszpasterskich”54.,

Broniąc nowatorskiej pracy benonitów w Warszawie, przedstawia podobne argumenty – adaptacji Reguły do innych zwyczajów, np. odnośnie do braku sjesty w południe pisze: „Nie ma jej nawet przez pół godziny. Uzasadnieniem jest cecha klimatu i zwyczaje mieszkańców północy. Budziłoby wielkie zdziwienie, gdyby ktoś ten zwyczaj tu wprowadził. Stałoby się to zgorszeniem i naraziłoby wspólnotę na pośmiewisko. Byłaby uważana za ospałą i straciłaby cały szacunek, bo nawet pośród ludzi świeckich nie ma zwyczaju spać we dnie, nawet podczas letnich upałów. Dlatego też żadna wspólnota zakonna w tych stronach nie odważyła się wprowadzić tego zwyczaju, jak to wynika z doświadczenia i powszechnej praktyki”55.

Uzasadnienie różnic między życiem wspólnoty warszawskiej i wspólnot włoskich podaje Klemens przy omawianiu trzech spraw: życia wspólnotowego, apostol­stwa i niektórych konkretnych praktyk, które zwróciły uwagę o. Blasucciego. Pierwsze uzasadnia następująco: „Znajdują się tu pewne sprawy, w których ze względu na czasy, miejsce, osoby, kraje, narody i okoliczności z tym związane i naciskające, różnimy się trochę od waszych obycza­jów. To jednak w zasadzie można nazwać raczej rozszerzeniem niż zniekształceniem”56. Broni także nowych form apostolatu: „Z załączonych dowodów Wielebny Ojciec łatwo pozna, że to wszystko, w czym wydaje się, że odeszliśmy od Waszego chwalebnego i dawnego zwyczaju, stało się z powodu nie­odwracalnej konieczności miejsca, czasu i okoliczności, ale bez opuszczenia czegokolwiek z tego, co przepisuje Reguła”57.

Szeroko omawia Klemens dwa zarzuty: o Msze śpiewane z muzyką i częstotliwość kazań. Gdy idzie o muzykę kościelną, podaje kryterium przy­stosowania się do nowych warunków: „Tutaj należy zachować i uznawać właściwości narodowe, które są przecież bardzo zróżnicowane”. „Ludom Europy Środkowej służyć może ku zbudowaniu, u innych narodów może nie tylko nie osiągnąć tego samego skutku, ale wręcz przeciwnie, zgorszenie. Ludy północne z natury swojej mają taką skłonność do śpiewu, iż niełatwo znaleźć podobnych im ani na wschodzie, ani na południu, ani na zachodzie. Z dawien dawna panował tutaj zwyczaj opowiadania o czynach wielkich mężów i przekazywania dziejów ojczystych w śpiewach i pieśniach, a nawet uczenia się poszczególnych rozdziałów nauki chrześcijańskiej spisanej w wierszach i rymach. Zwyczaj ten jest więc zgodny z naturalnymi skłonnościami i ma na celu nie tylko przyjemne głaskanie uszu czy próżne wzruszanie serc, lecz łatwiejsze podnoszenie myśli do Boga. Dlatego to, dla wzbudzenia większej pobożności, gdy zgromadzi się znaczniejsza liczba ludzi w kościele, uczestniczący w ofierze Mszy Świętej towarzyszą kapłanowi śpiewem w sprawowaniu liturgii, której teksty mają ułożone w wierszach w ojczystym języku. To samo należy rozumieć i sądzić o Mszach Świętych śpiewanych z towarzyszeniem muzyki. Nie ma mowy, żeby w tych regionach miały miejsce jakieś niewłaściwe zachowania w czasie wykonywania muzyki, jakie nie bez wielkiego zgorszenia obserwują cudzoziemcy w Rzymie i innych miastach Italii. Co więcej, im uroczyściej sprawowana jest Msza Święta, im większa harmonia instrumentów, tym większą pobożnością napełnia się serce i tym łatwiej wznosi się duch przywykły do tego, by na muzyce się wspierać”58.

Natomiast „Gdy idzie o częstotliwość kazań i innych przemówień do ludu, to one zastępują misje i przynajmniej częściowo uzupełniają to, czego nie może się dokonać przez misje, których nie wolno prowadzić bez wyraźnej zgody władz rządowych (…). Taką zaś zgodę można uzyskać jedynie z największymi trudnościami i posługując się nazwą »publiczne nauczanie ludu«, gdyż nazwa »misje« jest tu znienawidzona bardziej nawet niż w krajach pogańskich. Mamy gorszą sytuację niż w krajach niewiernych, bo tam­ci nie mieszają się do spraw katolików. Heretycy nato­miast zawsze i we wszystkim przypisują sobie najwyższe prawa”59. Wspomina skromnie, że wieść o tych kazaniach rozchodzi się daleko „do Rosji, do Moskwy, a nawet na Syberię i przy­nosi niewiarygodne wprost skutki. Ludzie przychodzą z daleka, by słuchać Słowa Bożego”60.

Tak bronił Klemens swej wierności tradycji alfonsjańskiej wobec zarzutów współbraci z Italii. Była to już druga odpowiedź dla generała Blasucciego, który zarzucił zakonnikom z Warszawy wiele uchybień w działalności apostolskiej i przestrzeganiu reguły.

Po śmierci o. Balsucciego (13 czerwca 1817) nowym przełożonym generalnym został wybrany o. Mikołaj Mansione. Klemens nie został poinformowany ani o obradach Kapituły, ani o wyborze nowego generała61. Jednak nie zniechęciło go to do wyrażenia szacunku i radości z powodu tego wydarzenia. 20 grudnia 1818 roku pisał: „Przez przypadek otrzymałem przed kilkoma miesiącami lakoniczną wiadomość o wyborze nowego Przełożonego Generalnego. O tej radosnej nowinie nie zostałem powiadomiony w taki sposób, jak się to powinno było dokonać. Nie otrzymałem żadnej informacji ani na temat nazwiska, ani innych spraw, które dotyczą osoby Przewielebnego Ojca. Mimo to uważam za swój obowiązek, wynikający ze sprawowanego urzędu, wyrazić naszą radość i złożyć Czcigodnemu Ojcu z okazji tego dostojnego wyboru, w imieniu własnym i moich współbraci, najserdeczniejsze gratulacje i życzenia, oraz zapewnić o naszym posłuszeństwie i czci względem Przewielebnego Ojca. Proszę Boga o długie życie dla Ojca oraz aby Ojca strzegł, umacniał i oświecał, żeby pod Jego roztropnym przewodnictwem Zgromadzenie nasze z dnia na dzień się powiększało i rozwijało”62.

O wielkim szacunku dla przełożonego generalnego świadczy kolejny list, datowany 20 lutego 1819 roku (ostatni list Klemensa). Relacjonując ciężką pracę redemptorystów na nowej fundacji w Szwajcarii oraz na Wołoszczyźnie, Klemens uspokajał o. Mansionego „co do wiernego zachowywania Reguły przez tamtejszą wspólnotę. Ojciec rektor Passerat jest człowiekiem wymagającym, a jednocześnie łagodnym i dobrym. Potrafi on tak połączyć dobroć matki z surowością ojca, że jednocześnie budzi strach i jest kochany”63. A w końcowym fragmencie listu prosi generała: „Niech Przewielebny Ojciec zechce polecać w modlitwach mnie i moich współbraci Bogu, aby umacniał mnie swoją łaską i abym wiernie wypełniał mój urząd, a wszyscy żyli wierni swemu powołaniu, aż Pan ześle Izraelowi czas jego odkupienia. Ja również modlę się do Boga o pomyślność całego Zgromadzenia”64.

Klemens Hofbauer, delegowany przez władze Zgromadzenia do pracy na terenach północno-wschodniej Europy, oddalony od Rzymu setki kilometrów, przez wszystkie lata pracy w Warszawie i Wiedniu za punkt honoru i wyraz szacunku wobec przełożonych uważał podtrzymywanie z nimi kontaktu. Czynił to nawet wówczas, gdy był podejrzewany czy wprost oczerniany przez współbraci z Italii. Jedność z przełożonymi była dla niego ważniejsza niż pielęgnowanie urazów wobec tych, którzy nie rozumieli i nie akceptowali jego nowatorskich metod realizacji charyzmatu Zgromadzenia w odmiennych kulturowo warunkach.

III. Odczytywanie znaków czasu

W lutym 1787 roku, po czteromiesięcznej wędrówce, misjonarze Najświętszego Odkupiciela docierają do Warszawy. Jest ich trzech: Klemens Hofbauer, Tadeusz Hübl i Emmanuel Kunzmann, który dołączył do nich w Austrii. Gdy wyruszali z Italii, celem ich były dzisiejsze tereny Litwy i Łotwy. „Tamtejszy nuncjusz, Ferdinand Maria Saluzzo, osobisty przyjaciel św. Alfonsa, ucieszył się z ich przybycia i powiedział, że mogą mu się przydać w Stralsundzie. Podczas oczekiwania na dalszą podróż doszło jednak do zwrotu sytuacji, który na kolejne dwadzieścia jeden lat miał zdeterminować życie kapłańskie i zakonne św. Klemensa”65.

Okoliczności przybycia i pozostania w Warszawie przy kościele św. Benona Klemens opisał w sprawozdaniu do Kurii Biskupiej w Warszawie. Gdy członkowie Bractwa św. Benona dowiedzieli się, że do stolicy zawitali nowi, mówiący po niemiecku misjonarze, zwrócili się do nuncjusza Saluzzo, bpa Okręckiego, ordynariusza miejsca, oraz prymasa Michała Jerzego Poniatowskiego, by przejęli po nich pracę duszpasterska i charytatywną. Argumentowali to brakiem księży, a dodatkowo „zgodnie ze swoimi statutami, bractwo miało obowiązek prowadzenia szkoły publicznej, gdzie młodzież niemiecka z ubogich rodzin mogłaby otrzymywać za darmo wykształcenie w zakresie podstawowych prawd wiary, obyczajów i literatury. Jednak aż do chwili bractwo nie było w stanie wywiązywać się z tych zobowiązań”66.

Choć pod względem formalnym wszystko załatwiono, św. Klemens musiał jednak oczekiwać na wyraźną zgodę przełożonego generalnego, by prowadzić tego rodzaju – inną, niż wskazują Konstytucje Zgromadzenia – działalność apostolską67. Na szczęście w maju 1788 roku generał De Paola wyraził listownie zgodę na przejęcie kościoła i hospicjum św. Benona przez o. Hofbauera, który zobowiązał się przez rok lub dwa – jak sądził – odprawiać tam niemieckie nabożeństwa i założyć szkołę dla ubogich68. Odpowiadając na propozycję bractwa, Klemens podkreślał, że choć nie zostali wysłani do Warszawy, to „są gotowi pracować wszędzie, gdzie pośle ich Bóg”69. Było to zatem wyjście naprzeciw konkretnej, choć niespodziewanej, sytuacji pastoralnej. Dzisiaj nazwalibyśmy to odczytywaniem znaków czasu.

W nowej rzeczywistości misyjnej Klemens wraz ze współbraćmi rozpoczął realizację charyzmatu redemptorystów. Pierwszym nowatorskim elementem była typowa praca duszpasterska, ale wypełniana na sposób misji. Drugim – zaangażowanie się w pomoc ubogim poprzez tworzenie sierocińców i szkół. To zadanie byłoby niemożliwe do wypełnienia bez współpracy ze świeckimi – i to jest trzecia charakterystyczna cecha misji redemptorystowskiej w nowej sytuacji pastoralnej.

1. Duszpasterstwo jako misja

Na nagrobku papieża Hadriana VI w kościele Santa Maria dell’Anima w Rzymie można przeczytać zdanie: „Skuteczność cnót nawet najlepszego z ludzi w wielkim stopniu zależy, niestety, od okoliczności, w jakich przypada mu żyć”. Odnosząc te słowa do Klemensa Hofbauera, można powiedzieć: urodził się dokładnie we właściwym czasie i miał dokładnie takie talenty, jakich wymagał genius chwili. Dlatego nazywano go „urodzonym duszpasterzem”70.

Klemens Hofbauer bardzo szybko zrozumiał, że choć redemptoryści, zgodnie z charyzmatem Zgromadzenia, w pierwszym rzędzie są powołani do głoszenia Ewangelii przez misje i rekolekcje, jednak powinni dostosowywać działania apostolskie do sytuacji, wydarzeń i konkretnych potrzeb wiernych. Jeśli zatem znajdą się w sytuacji, w której nie mogą głosić misji i rekolekcji, muszą poszukiwać innych sposobów przepowiadania słowa Bożego71. Dlatego sposobem na głoszenie misji w Warszawie stał się kościół św. Benona. Gorliwa praca duszpasterska św. Klemensa i współbraci ze wspólnoty warszawskiej wyrażała się w prowadzeniu tzw. nieustannej misji. Nie wiadomo, czy Klemens miał typowe zdolności misjonarskie, ale potrafił „nieuleczalną gorliwością”72 pracować jak prawdziwy redemptorysta misjonarz.

W jakim stanie był Kościół katolicki w Warszawie za czasów św. Klemensa? W liście do o. Tannoi pisał: „Żyjemy tutaj w Kościele prześladowanym. Jak jesteście szczęśliwi, ukochani Bracia, iż macie takiego króla, który jako katolik ochrania kapłanów. A my, do kogo mamy się uciekać? Jęczymy pod potężną ręką. Poza tym rząd mianował tak zwaną radę kościelną, lecz w jej składzie nie ma żadnego katolika”73. Była to ogólna uwaga na temat warunków życia wierzących pod rządami pruskimi. W kolejnym liście, tym razem do ks. Ludwika Virgino, rektora kościoła włoskiego w Wiedniu, Klemens nie może się powstrzymać przed wyrażeniem krytyki i smutku. „Muszę Księdza poinformować, jakich okropności dopuszcza się krok po kroku władza państwowa w sprawach dotyczących dyscypliny kościelnej. Najpierw zabroniono wszystkim zakonnikom jakichkolwiek kontaktów z ich przełożonymi za granicą i poddano zakony pod jurysdykcję biskupów, bez których zgody nie mogą oni w przyszłości dokonać jakichkolwiek zmian w swoich klasztorach. Następnie wprowadzono zakaz odwoływania się do papieża nawet w sprawach zarezerwowanych Stolicy Apostolskiej. O wszystkie rozstrzygnięcia i dyspensy trzeba zwracać się do miejscowego biskupa. Nuncjusz apostolski nie został zatwierdzony.

Poza tym panuje wielki nieporządek, jeżeli chodzi o sprawy małżeńskie. Jeżeli małżonkowie, którzy nie są zadowoleni ze swego małżeństwa, nie otrzymają rozwodu u Konsystorza Biskupiego, zwracają się do władz rządowych i otrzymują natychmiast rozwód na podstawie przepisów prawnych odnoszących się innowierców.

Mnisi oraz zakonnicy porzucają swoje klasztory i po zrzuceniu habitu mogą zupełnie bezkarnie nie tylko żyć w świecie. W tak tragicznym położeniu pogrążyła się dzisiaj Polska. Możemy z całą pewnością powiedzieć razem z psalmistą: Boże, niewierni wtargnęli do Twego dziedzictwa i zbezcześcili Twoją świątynię. Co więc należy czynić w takim położeniu? Modlić się do Boga i próbować, przynajmniej ci, którzy nie są jeszcze zepsuci, wytrwać w miłości i bojaźni Bożej” 74.

W liście do przełożonego generalnego o. Blasucciego nie kryje Klemens wielkiego rozczarowania, ponieważ od przybycia redemptorystów do Warszawy upłynęło już ponad dziesięć lat, a ludzi do nawrócenia pozostaje jeszcze bardzo wielu. Dodatkowo synowie św. Alfonsa mimo bardzo gorliwej pracy nie zawsze i nie we wszystkich kręgach są pozytywnie postrzegani. „Ludzie bogaci i szlachta żyją bez żadnej religii; kupcy niemieccy, w których rękach znajduje się cały handel, nienawidzą nas, ponieważ nasza nauka sprzeciwia się ich niegodziwości. Nigdy nie odwiedzamy nikogo, chyba że z powodu pełnienia naszych obowiązków lub z konieczności załatwienia jakichś interesów, ponieważ prawie codziennie wymyślają przeciwko nam nowe oszczerstwa. W teatrze wyśmiewa się nasz instytut, nasz strój, działalność w kościele, jak również nasze nazwiska. Do tego dochodzi jeszcze zazdrość i nienawiść prawie całego duchowieństwa, z wyjątkiem oficjała i niektórych kanoników. Niektórzy zakonnicy rozmyślnie chodzą po domach prywatnych, aby opowiadać o nas ciągle coś nowego: wszystko jednak, co o nas mówią, sprowadza się do tego, że jesteśmy zwodzicielami ludzi. Dochodzi do tego, iż niektórzy jakobini grożą nam publicznie szubienicą”75.

Jednak nawet takie trudności nie zniechęcały Klemensa w gorliwym duszpasterstwie. Po kilku latach intensywnej w Warszawie pracy z radością pisał do przełożonego generalnego następujące słowa: „Nasza działalność w tym mieście przynosi wspaniałe owoce. Ponieważ obecny rząd pruski zabronił prowadzenia misji w mieście, było rzeczą konieczną znalezienie jakiegoś sposobu, aby zatroszczyć się o zabawienie jego mieszkańców. W naszym kościele odbywa się jakby misja nieustanna, zarówno w języku niemieckim, jak i polskim. Dzieje się to wprawdzie nie bez przerwy, ale jednak dość często w niektórych okresach roku, a mianowicie w Adwencie i w Wielkim Poście, od wtorku do niedzieli przed Środą Popielcową, w czasie nowenny i oktawy Zesłania Ducha Świętego, [uroczystości] Najświętszego Odkupiciela i Wszystkich Świętych. Poza tym nie ma prawie ani jednego dnia w ciągu roku, kiedy nie głoszono by kazania w czasie Mszy Świętej z wystawieniem Najświętszego Sakramentem, jak również w czasie nawiedzenia Najświętszego Sakramentu”76.

Gorliwość redemptorystów w pracy duszpasterskiej przynosiła bardzo wymierne owoce duchowe. W liście do nuncjusza apostolskiego Antonia Severolego w Austrii Klemens podkreśla: „Jakie owoce przynoszą te prace apostolskie, można poznać po tym, jak wiele osób przystępuje w naszym kościele do sakramentów. Przed 15 laty, kiedy to objęliśmy w opiekę kościół św. Benona, w ciągu roku rozdano zaledwie 2000 komunikantów. Od tego czasu liczba ludności w Warszawie zmniejszyła się prawie o połowę, a mimo to z każdym rokiem liczba komunikujących zwiększa się tak dalece, iż w roku 1798 wynosiła 21 628, w roku 1799 – 30 791, w roku 1800 – 37 781, w roku 1801 – 55 073. W roku bieżącym do końca września rozdano w naszym kościele już 57 122 komunikantów, a nie jest on przecież kościołem parafialnym”77.

Wkrótce z takiej formy pracy duszpasterskiej redemptorystów wezmą przykład inne zgromadzenia zakonne, przede wszystkim misjonarze św. Wincentego a Paulo i franciszkanie reformaci. „Misjonarze św. Wincentego a Paulo dostrzegli jako pierwsi konieczność i korzyści płynące z częstego przystępowania do komunii św., głoszenia homilii i kazań wiernym. Od tego roku stali się oni naszymi naśladowcami – oni, którzy uważani byli za bardzo surowych! (…) Po tym, jak usłyszeli w naszym kościele kazania na temat częstego przystępowania do sakramentów, zmienili, dzięki Bogu, swoją postawę”78.

Z pewnością takie owoce mogły zrodzić się tylko z osobistej i głębokiej formacji duchowej. Każdy z członków wspólnoty odprawiał „trzy medytacje każdego dnia trwające pół godziny każda, które każdy zobowiązany jest odprawiać rano i wieczorem we wspólnocie, a po południu prywatnie. Dwa razy dziennie odprawia się rachunek sumienia: pierwszy zaraz po południowym posiłku, a drugi przed spoczynkiem, i każdy z nich trwa kwadrans. Razem odmawiamy modlitwy poranne i wieczorne oraz recytujemy także trzecią część różańca i godziny kanoniczne. Dużą część dnia spędza się w skupieniu z zachowaniem milczenia w określonych porach. Odprawia się także jeden dzień rekolekcji każdego miesiąca i dziesięć dni w ciągu roku”79.

Zatem duchowe owoce, których doświadczali wierni przychodzący do kościoła św. Benona, były skutkiem osobistej troski redemptorystów o formację, a dodatkową siłą było apostolskie zaangażowanie ich wszystkich. Na szczęście co roku przybywało współbraci. W 1787 roku rozpoczynali pracę w Warszawie we trzech. Po 12 latach mogli się pochwalić, że „cała wspólnota liczy 26 członków. Wśród nich jest 11 kapłanów, jeden diakon, jeden subdiakon, jeden student profes, czterech studentów nie profesów i ośmiu braci koadiutorów”80. Gdy wszyscy wzięli się do pracy w kościele, musiało to wyglądać imponująco. I rzeczywiście tak było. W ciągu całego dnia, jak pisał Klemens, „odbywają się częste adoracje, wykład doktryny chrześcijańskiej dla dorosłych, zwłaszcza dla ludzi niewykształconych, oraz dla dzieci po niemiecku oraz po polsku.

W każdą niedzielę o godz. 5.00 ma miejsce nauczanie doktryny chrześcijańskiej dla ludzi niewykształconych i dla służby; o godz. 7.00 udziela się wskazówek na temat życia moralnego tym, którzy ze względu na pracę nie mogą wysłuchać kazania; o godz. 9.00 głoszone jest kazanie po polsku, a o godz. 10.00 po niemiecku, a potem odprawiana jest uroczysta Msza Święta przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Po południu o godz. 14.00 naucza się doktryny chrześcijańskiej dzieci, a o godz. 15.00 ludzie śpiewają godzinki po niemiecku; o godz. 17.00 recytuje się nieszpory i w końcu głosi kazanie po polsku i udziela błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.

Następnie jeden ze studentów profesów odprawia z ludźmi medytację męki Pańskiej w czternastu stacjach drogi krzyżowej, rozmieszczonych wzdłuż kościoła. Przed każdą stacją udziela on krótkiej, lecz głębokiej nauki, dostosowanej do okoliczności i poziomu wiernych. W tych nabożeństwach uczestniczą najczęściej ludzie z najniższych warstw społecznych, to znaczy pracownicy fizyczni, którzy mogą przyjść dopiero po zakończeniu pracy. I jak nas uczy doświadczenie dziesięciu lat, z nabożeństw tych czerpią oni więcej korzyści niż z jakiegokolwiek kazania. Nie jest to też bez korzyści dla alumnów naszego Instytutu, którzy w ten sposób uczą się odwagi, zdolności i swobody publicznego przemawiania. Po tym ćwiczeniu, które z reguły trwa nie więcej niż trzy kwadranse, robimy rachunek sumienia z całego dnia razem z ludźmi. Potem odmawiamy akty wiary, nadziei i miłości oraz śpiewamy odpowiednią pieśń na zakończenie dnia.

Zwykle trzy razy w tygodniu głoszone są nauki po polsku, które podczas Wielkiego Postu i Adwentu głoszone są codziennie. O godz. 10.00 odprawiana jest Msza Święta przed Najświętszym Sakramentem dla dzieci szkolnych wraz z piętnastominutową nauką przed Mszą Świętą lub podczas niej. W ciągu tygodnia dzieci przychodzą do kościoła także po zakończeniu zajęć szkolnych po południu, nawiedzają Najświętszy Sakrament, śpiewają jakąś litanię i po otrzymanym błogosławieństwie idą do domu. Następnie wierni odprawiają drogę krzyżową. Pozostały program jest taki sam jak w niedzielę”81.

Taka mnogość prac mogła być możliwa jedynie pod warunkiem, że „cała wspólnota zaangażowana była przez cały dzień w kościele”82. Jak pisał Klemens do nuncjusza Severolego: „Jednym słowem, nie znamy odpoczynku, ale pracujemy bez wytchnienia dla zbawienia dusz”83. A podsumowując sprawozdanie do przełożonego generalnego, mógł z radością stwierdzić: „Prawda jest, że liczba wiernych garnących się do naszego kościoła jest wprost nie do wiary, i zwiększa się z każdym rokiem”84.

Wyżej zostało wspomniane zaangażowanie duszpasterskie kleryków. Ta ich postawa sprawiała Klemensowi dodatkową radość, ponieważ z dumą przyznawał, że ich pomoc w kościele nie wpływa na naukę. „Choć jednak jest tak wiele pracy, iż w różnych językach, a mianowicie po polsku, po niemiecku, a nierzadko i po francusku cztery i pięć kazań, nauk lub konferencji się wygłasza (jednak nikt dwa razy dziennie nie przemawia, ani też ten sam codziennie, lecz na zmiany), i choć w pewnych godzinach jest praca w szkole, jednakże nasze studia domowe i życie zakonne tak są unormowane, iż na egzaminach, które nasi klerycy przed święceniami stosownie do zwyczaju tutejszej diecezji muszą składać przed gronem egzaminatorów, zawsze lub prawie zawsze wybijają się nad innych. Nie chwaliłbym się tym zapewne, gdyby biskup lub członkowie kapituły nie zapytywali mnie, jak się to dzieje, iż moi klerycy wśród tylu prac i w tak niewygodnym domu mogą się uczyć z takim pożytkiem, iż prześcigają studentów, którzy nie niepokojeni cały rok mogą oddawać się studiowaniu”85.

Klemens był oczywiście wdzięczny Bogu za tak gorliwych współbraci. „Nie mogę dość nadziękować się dobroci Bożej za to, że pozwoliła mi zgromadzić współbraci, których zapał trzeba ciągle powstrzymywać”86 – pisał do o. generała Blasucciego.

Pracy duszpasterskiej zatem redemptorystom w Warszawie nie brakowało, podobnie jak, niestety, trudności, które musieli pokonywać. Jedną z nich był wydany przez władze pruskie zakaz przyjmowania nowych kandydatów do zgromadzeń zakonnych, dopóki nie zostaną zwolnieni ze służby wojskowej. W kolejnym liście do przełożonego generalnego Klemens wspomniał: „Uzyskanie takiego zwolnienia jest bardzo trudne. Oprócz tego muszą oni otrzymać pozwolenie od rządu cywilnego, co łączy się z wieloma problemami. I wreszcie, muszą mieć ukończony dwudziesty czwarty rok życia. Wszystko to zagrożone jest karą w wysokości 100 węgierskich guldenów. W ten sposób wrogowie Kościoła nałożyli na życie zakonne ciężkie jarzmo”87.

Inną trudnością, kto wie, czy nie bardziej zniechęcającą, były listy od Zarządu generalnego. Najczęściej wyrażano w nich obawę, czy aby na pewno benonici przestrzegają Reguły Zgromadzenia oraz prawidłowo realizują charyzmat redemptorystów, angażując się w pracę duszpasterską i podejmując działalność szkolną i charytatywną. W liście z 1 października 1801 roku Klemens odpowiada na wiele zarzutów przełożonego generalnego, o. Blasucciego. Opisuje szeroką działalność duszpasterską benonitów i podaje argumenty, dlaczego są zmuszeni do podjęcia innych form apostolskich niż prowadzenie misji czy rekolekcji.

Św. Klemens nie miał wątpliwości, że praca redemptorystów w Warszawie, choć nie jest bezpośrednim głoszeniem Ewangelii podczas misji czy rekolekcji, wpisuje się w charyzmat Zgromadzenia. Stąd w liście do generała przekonywał: „Z tego, co napisałem, możesz, Czcigodny Ojcze, łatwo zobaczyć, w jakich sprawach odeszliśmy od waszego chwalebnego i starego zwyczaju, ale ze względu na konieczność dostosowania się do warunków i potrzeb miejsca i czasu. Nie opuszczamy nic z tego, co przepisuje Reguła. Zwyczaj głoszenia częstych kazań, katechez, homilii i pouczeń, których sława dotarła do Rosji, do Moskwy, a nawet na Syberię, odnosi niewiarygodne sukcesy. Słuchacze nie tylko nie czują żadnego znużenia, lecz wręcz przeciwnie, stają się coraz bardziej i bardziej przyjaciółmi słowa Bożego”88.

Jeszcze inną trudność w gorliwej pracy duszpasterskiej stanowiły zgony współbraci. Zdarzyło się nawet, że w ciągu dziewięciu dni zmarło trzech redemptorystów: 25 czerwca 1807 roku Stanisław Hausner, 26 Jakub Vannelet, a 4 lipca Tadeusz Hübl. Pomimo że była to ogromna strata dla wspólnoty i niego osobiście, Klemens pisał: „Oni zmarli śmiercią świętych. Powinniśmy zawsze uwielbiać Bożą Opatrzność i stokroć całować rękę, która nas doświadczyła; ona umie zaleczyć zadane rany. Większe znaczenie od śmierci ma cierpienie i przybicie do krzyża razem z Chrystusem”89.

Klemens najbardziej przeżył śmierć o. Hübla. Był jego przyjacielem, razem wstąpili do redemptorystów, przetarli szlak, by założyć pierwszy klasztor poza Italią. Chociaż był przekonany, że Tadeusz jest zbawiony, nie mógł odnaleźć pokoju serca po jego odejściu. „Nie mogę przezwyciężyć tego wielkiego bólu, który mnie przygniata. Nawet jeśli poddaję się woli Bożej i przyjmuję Jego plany, to muszę wyznać, że od chwili jego śmierci nie zaznałem ani jednej szczęśliwej godziny. Wiem, że on nic nie stracił, ale my straciliśmy tak wiele”90. Swój ból opisywał w listach do o. Passerata. „Rana jest wielka i sprawia wielki ból, który jest trudny do zniesienia. Jednak, kto nie chce cierpieć z Chrystusem, nie może się z Nim radować w niebie”91.

Podjęcie przez redemptorystów pracy duszpasterskiej poza Alpami z jednej strony było koniecznością, a z drugiej prawidłowym odczytaniem znaków czasu. Kontynuacją tej formy przepowiadania Ewangelii były nowe fundacje, które udało się zorganizować – po nieudanych najpierw próbach założenia nowych klasztorów na obszarach położonych po wschodniej stronie Królestwa Warszawskiego – w krajach Europy Zachodniej. Racją przemawiającą za wyborem tych terenów była stosunkowo największa wolność polityczna i religijna oraz dość duże obszary zamieszkałe przez katolików.

Trzeba przyznać, że gorliwa praca duszpasterska w nowych miejscach, gdzie apostołowali redemptoryści, przynosiła błogosławione owoce, pomimo że po jakimiś czasie byli zmuszani do opuszczenia placówek. Nie były to nigdy łatwe decyzje. Z tego, co pisał Klemens w listach, jasno widać, jak bardzo on i współbracia te chwile przeżywali. Potrzebowali wówczas wsparcia ze strony Zarządu generalnego i współbraci z Włoch. Jednak bardzo często czuli się przez nich porzuceni i zapomniani. Do o. Józefa Cardonego, sekretarza Kapituły generalnej, Klemens pisał w 1793 roku: „Niech Pan raczy umocnić nas swoją łaską na tym wygnaniu, ponieważ jesteśmy obciążeni ogromem pracy. Zmiłujcie się nad nami, a ponieważ nie możecie uczestniczyć w niesieniu naszych ciężarów, to przynajmniej nie zaprzestawajcie pamiętać o nas w waszych modlitwach. Wspomnijcie przede wszystkim na te dusze, które w ogromnej liczbie padają ofiarą piekła. Myślę, że libertynizm nie króluje nigdzie indziej tak mocno jak tutaj. To zło opanowało prawie wszystkie serca, od kapłana do najzwyklejszego żebraka, i nie widać żadnej nadziei na poprawę tej sytuacji. Trzeba się obawiać i modlić, aby Bóg stąd świecznika nie przeniósł gdzie indziej. Powtarzam jeszcze raz moją prośbę: zmiłujcie się nad nami i nie zaprzestawajcie modlić się za nas”92.

Minęło kilka lat i widać, że sytuacja współbraci nie zmieniła się za bardzo, ponieważ w kolejnym liście, tym razem do o. Antonia Tannoi, pierwszego biografa św. Alfonsa, Klemens miał odwagę napisać: „Usilnie proszę Ciebie oraz wszystkich współbraci we Włoszech, polecajcie nasze Zgromadzenie miłosierdziu Bożemu, albowiem nie tylko my, lecz i wszyscy zakonnicy żyjemy w wielkim ucisku. Duch libertynizmu opanował rząd, któremu podlegamy, a ten począł prześladować na różne sposoby duchowieństwo katolickie. Nie zakazuje się wprawdzie wprost publicznego wykonywania praktyk religijnych, ale maszyny są tak nastawione, iż powoli i niepostrzeżenie religia sama upadnie. Naprzód wydano ogólne rozporządzenie, aby nikt nie śmiał zwracać się do Ojca świętego; co do biskupów, to ci tylko za pośrednictwem ministra mogą to czynić. Całemu klerowi zakonnemu zakazano utrzymywać stosunki z przełożonymi, żyjącymi poza granicami naszej monarchii – poddano go pod jurysdykcję miejscowych ordynariuszy. Żadne zgromadzanie ani żaden zakon nie mogą przyjmować nowicjuszy bez wyraźnego zezwolenia władz państwowych”93.

Po tym, co pisał św. Klemens, widać, że trudności, które nieustannie musiał pokonywać w Warszawie czy podczas podróży fundacyjnych, mocno go duchowo osłabiały. Przy każdej nadarzającej się okazji prosił o modlitwę i wstawiennictwo współbraci włoskich: „Pobłogosław więc, Czcigodny Ojcze, Twoich synów, którzy nieustannie zanoszą modły do Boga, aby zachował nam Ciebie na długie lata. Proszę Cię również, abyś pozdrowił wszystkich ojców i braci i niech modlą się oni za nas, tak jak my modlimy się nieustannie za nich, abyśmy mogli pełnić najświętszą wolę Bożą”94 – pisał do o. Blasucciego, przełożonego generalnego.

2. Pomoc ubogim

Pastoralna działalność św. Klemensa były różnorodna i wielowymiarowa. Wszędzie tam, gdzie przebywał, przede wszystkim pytał się, w jaki sposób powinien realizować charyzmat i misję Zgromadzenia Redemptorystów. Jednak niezależnie od miejsca jego praca duszpasterska zawsze obejmowała ludzi biednych, samotnych i ubogich95, zgodnie z redemptorystowskim mottem: „Posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie” (Iz 61, 1–2). Jeden z pierwszych biografów Klemensa pisał, że „Ubodzy byli jego przyjaciółmi. I nie były to jedynie puste słowa, ale potwierdzał on je całą działalnością swojego życia”96.

Przy przejmowaniu kościoła św. Benona Klemens zobowiązał się do odprawiania nabożeństw oraz troski o działa charytatywne prowadzone wcześniej przez Bractwo św. Benona. Z jednej strony był to zaangażowanie niezgodne z charyzmatem Zgromadzenia Redemptorystów, a z drugiej, jak podkreślał Klemens w korespondencji do o. generała Blasucciego, był to warunek podjęcia pracy duszpasterskiej w Warszawie. „Nie moglibyśmy tutaj zostać dłużej, gdybyśmy nie objęli opieki nad szkołą dla chłopców. Tylko pod tym warunkiem możemy głosić słowo Boże i zapewnić istnienie naszego Zgromadzenia na tym terenie. Jeżeli zaniechamy działalności szkolnej, wszystko z pewnością się rozpadnie. I faktycznie, w ten sposób kończą inne wspólnoty zakonne. Podobnie misjonarze św. Wincentego á Paulo i Zgromadzenia żeńskie, aby zapewnić sobie egzystencję, musiały zająć się edukacją dziewcząt. Tylko prowadzone szkoły dla młodzieży, szczególnie z ubogich rodzin, pozwalają nam żywić nadzieję na otrzymanie pozwolenia na przyjmowanie kandydatów do Zgromadzenia”97.

Podjęcie działalności oświatowej było więc koniecznością, a jednocześnie włączeniem się w główny nurt charyzmatu redemptorystów, czyli bezpośredniego przepowiadania Ewangelii biednym, ponieważ dzieci i młodzież należały do kategorii najbardziej opuszczonych. „W Polsce stan oświaty jest w opłakanym stanie i nie ma nikogo, kto chciałby poświecić się dla ratowania dusz i Kościoła, tak z powodu pogardy dla stanu duchownego, jak też z powodu upadku obyczajów, co doprowadziło do deprawacji prawie całej młodzieży. Ta demoralizacja widoczna jest przede wszystkim wśród tych, którzy uczęszczają obecnie do szkół” – pisał Klemens w kolejnym liście do o. Blasucciego98. Zatem przepowiadanie Ewangelii w działalności duszpasterskiej oraz tworzenie środowisk, w których będą mogły kształcić się dzieci i młodzież – taka wizja apostolstwa redemptorystowskiego rysowała się w Warszawie. Można wyciągnąć taki wniosek na podstawie listu Klemensa do króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III. Chcąc przedstawić swoje Zgromadzenie i cele, jakimi się kieruje, pisze: „Celem naszego Instytutu jest działalność duszpasterska oraz promowanie oświaty wśród ludu i młodzieży”99. Podobnego sformułowania użył, gdy prosił o dofinansowanie szkoły w liście do Karola Hoyma: „Instytut, którego jestem członkiem i aktualnie przełożonym, jest jednym z tych, co jako główny cel swojej działalności mają wychowanie młodzieży”100.

W duchu swego zakonodawcy i reguł Zgromadzenia Klemens Hofbauer rozpoczął pracę dla ubogich. Dbanie o sierociniec i szkoły to „nieustanny bieg z przeszkodami”. Potrzeby, które redemptoryści musieli zaspokajać, zawsze były większe od środków materialnych, jakimi dysponowali. Liczne listy Klemensa wyrażają nieustanną troskę, by zapewnić czasami minimum uczącym się w ich szkołach, aby dać im łatwiejszy start życiowy101.

Najłatwiej było zdobyć różnego rodzaju pomoc i dofinansowanie, gdy przedstawiano sposób i cele działalności sierocińca i szkoły. „[Instytut] jest jedynym, który przyjmuje sieroty i inne ubogie dzieci i według możliwości daje im utrzymanie, odzież oraz wykształcenie, jak bowiem wiadomo, tak zwane Dzieciątko Jezus, stosownie do swego celu, przyjmuje i kształci tylko podrzutki, w żadnym zaś wypadku starszą osieroconą lub ubogą młodzież. Obok sierocińca prowadzi nasz Instytut przy kościele św. Benona także bezpłatnie dla młodzieży z miasta publiczne szkoły niemieckie, w których są niższe klasy łacińskie dla tych, co chcą dalej studiować, oraz zajęcia z języka polskiego. (…) Obecny budynek składa się z pięciu murowanych i dwóch drewnianych małych pomieszczeń, zamieszkałych przez 60 osób, razem z dziećmi i duchownymi. W nim też prowadzi się zajęcia dla ponad 300 chłopców” – pisał Klemens do namiestnika Prowincji Prus Południowych”102. Natomiast w liście króla Fryderyka Wilhelma podkreślał, że „kształcenie dzieci nie ogranicza się jedynie do przekazywaniu im podstawowych wiadomości, ale jest tak pomyślane, aby zdobywały one przydatne w życiu umiejętności”103. Wydaje się, że niezwykle ważnym argumentem za udzielaniem wsparcia finansowego była informacja o równym traktowaniu wszystkich dzieci: „Nie robimy żadnej różnicy między dziećmi, które uczymy i żywimy; obojętnie, czy ich rodzice są cywilni, czy wojskowi, dość, iż są ubogie lub sieroty”104.

Klemens nie miał oporów, by zwrócić się także do króla Stanisława Augusta Poniatowskiego o pomoc dla swoich dzieł charytatywnych. Powodem napisania listu była wyjątkowo trudna sytuacja, w jakiej znaleźli się redemptoryści. „Byliśmy wprawdzie zawsze ubodzy, ale nigdy nie znaleźliśmy się w sytuacji tak godnej pożałowania jak obecnie”105 – żalił się Klemens. „Od ostatniego roku liczba osieroconych dzieci powiększyła się u nas nie do wiary. Są to dzieci z zubożałych, a niegdyś bogatych rodzin. Liczba sierot, które obecnie musimy żywić, dochodzi do 70, a nie mamy żadnych środków na ich utrzymanie”106. Król Stanisław August przychylał się do próśb redemptorysty i dawał urzędnikom dyspozycje, by wypłacali odpowiednie sumy na potrzeby sierocińca czy szkoły. Po otrzymaniu pomocy zawsze wyrażano podziękowanie w osobnym liście107.

Niezwykłym dziełem św. Klemensa i jego współbraci było zorganizowanie pierwszej w Europie szkoły zawodowej dla dziewcząt. Apostoł Warszawy był przekonany, że przyszłość kraju jest w rękach dobrze wychowanych i w miarę wykształconych kobiet. W liście do pruskiego ministra szkolnictwa Ottona Karola von Vossa przekonuje, że najlepszym sposobem na poprawę obyczajów mieszkańców Warszawy jest rozwijanie oświaty i formacja chrześcijańska, szczególnie młodzieży żeńskiej. „Uważaliśmy za jeden z największych braków Warszawy, iż całe tak rozlegle miasto nie ma ani jednej publicznej szkoły dla dziewcząt, w której córki ubogich rodziców mogłyby bezpłatnie pobierać potrzebną naukę. Dlatego przed sześciu laty założyliśmy taką szkołę, lecz z każdym dniem jej utrzymanie staje się dla nas coraz trudniejsze. Należałoby koniecznie wynająć obszerniejsze mieszkanie o większej liczbie pomieszczeń. Tymczasem wielu nie chce zrozumieć, iż wszelki zanik moralności, jeśli nie całkowicie, to przynajmniej w dużej mierze pochodzi od źle wychowanych, zepsutych kobiet. Matki mają swoje małe dzieci wychowywać na obywateli państwa, a same zaledwie o tym wiedzą, iż są ludźmi. Dziewczęta z najbiedniejszych klas tego miasta, gdy są młode i niewykształcone, poddają się pokusom lekkiego życia, ponieważ przez swoje matki, które najczęściej same nic nie potrafią, nie zostały nauczone żadnej poważnej pracy. Psują one mężczyzn, a gdy się zestarzeją, zajmują się żebractwem. Trudno znaleźć ulicę w tym mieście, na której nie byłoby nie tylko jednego, ale nawet kilku domów publicznych. Rodziny skarżą się na dziewczęta służące, które nie potrafią niczego innego, jak tylko kraść i niszczyć majątek właścicieli; nikt jednak nie chce dostrzec przyczyny tego zła. Ludzie nie są niepoprawni, a większość z nich schodzi na złe drogi tylko dlatego, że w życiu nie poznali niczego lepszego”108.

W Warszawie dało się zauważyć, że prostytucja i pijaństwo są popierane przez zaborców jako skuteczne środki demoralizacji narodu polskiego109. Trudno było wówczas w stolicy znaleźć ulicę, „na której nie byłoby nie tylko jednego, ale nawet kilku domów publicznych”110. W tym względzie Klemens wykazał się niezwykle trafną intuicją. Przyszłość każdego kraju związana jest z promocją i obroną godności kobiety. Swoją argumentację za potrzebą stworzenia tego rodzaju szkoły zawodowej dla dziewcząt i późniejszym wparciem tej inicjatywy przez państwo zakończył słowami: „Kiedy dochodzi do powszechnego upadku obyczajów, tylko surowe przepisy policyjne są w stanie zapobiec powszechnym niepokojom. Kiedy jednak pracuje się nad poprawą ludzi, to te gwałtowne środki zapobiegawcze będą coraz mniej potrzebne”111.

Po latach niezwykle gorliwej pracy na rzeczy dzieci i młodzieży można powiedzieć, że najbardziej istotne w jego posłudze często było nie to, co konkretnie dla nich uczynił, ale to, że oprócz zabezpieczenia materialnego dawał im poczucie ludzkiej godności.

Klemens Hofbauer i jego współbracia, pomagając biednym i opuszczonym, potrafili się z nimi solidaryzować na wzór Jezusa Chrystusa. „Jezus nie udawał ubogiego, aby lepiej dotrzeć do ubogich. Klemens na drodze naśladowania Chrystusa nie tylko był ubogim. On był wśród ubogich jak jeden z nich. Jako ubogi żył z ubogimi i co posiadał, dzielił się z nimi”112. Takim redemptorystą był Klemens Hofbauer i tak widział życie przyszłych redemptorystów.

3. Współpraca z laikatem

Kontynuatorem idei współpracy z laikatem i formacji świeckich w Zgromadzeniu Redemptorystów po św. Alfonsie Liguorim był św. Klemens Hofbauer113. Działalność apostolską ze świeckimi i dla świeckich prowadził on szczególnie w dwóch miastach: Warszawie i Wiedniu. Na podstawie dokumentów zebranych w siedemnastotomowym dziele Monumenta Hofbaueriana można prześledzić charakterystyczne aspekty współpracy i formacji świeckich przez św. Klemensa.

W pracy duszpasterskiej Klemensa szczególną rolę odgrywały trzy wspólnoty. W Warszawie założył Stowarzyszenie Oblatów. W Wiedniu zebrał wokół siebie grono wybitnych przedstawicieli życia naukowego, literackiego i kulturalnego, które nazwano później „Kręgiem Hofbauera”, oraz grupę studentów ze środowiska uniwersyteckiego. Formacją chrześcijańską towarzyszył także wiernym zgromadzonym w bractwach. Klemens, który żył na przełomie XVIII i XIX wieku, dobrze odczytał posłannictwo ludzi świeckich w Kościele. Nie ograniczał roli laikatu tylko do biernego uczestnictwa w życiu Kościoła, ale starał się angażować ich czynnie do współpracy114. Tworzył grupy świadomych i zaangażowanych chrześcijan, którzy mieli dawać przykład życia prawdziwie chrześcijańskiego we własnych domach oraz oddziaływać w pewnych środowiskach społecznych115. Małe wspólnoty religijne, działające przy parafiach, znają swoje środowiska oraz są świadome, co im zagraża. Wiedzą, co należy zrobić dla obrony bliźnich i w jaki sposób można to zrobić najskuteczniej. Grupy takie mogą więc w dużym stopniu przyczyniać się do obrony członków Kościoła przed grożącymi im uwikłaniami w społeczne patologie. Tym samym przyczyniają się do obrony Kościoła, który jest święty, ale ma w swym łonie ludzi duchowo chorych i zagrożonych.

Mając to wszystko na uwadze, św. Klemens w 1788 roku powołał do życia taką wspólnotę116 – Stowarzyszenie Oblatów. Było to związane ze znajomością, jaką zawarł z byłym jezuitą ks. Diesbachem117, będąc jeszcze studentem teologii w Wiedniu. Ks. Diesbach założył najpierw taką grupę w Turynie, a później w Wiedniu, pod nazwą Amicitia Christiana. Było to tajne stowarzyszenie religijne, które za jedno z głównych zadań, obok pogłębiania życia duchowego swoich członków, stawiało sobie propagowanie dobrych książek, by w ten sposób przeciwdziałać negatywnym ideom oświecenia, masonerii i józefinizmu. Gromadziło ono przede wszystkim świeckich, ale także duchownych. Podpisywali się oni literami A.C., od nazwy stowarzyszenia.

Wszystko wskazuje na to, że w 1782 roku Klemens i jego przyjaciel Tadeusz Hübl spotkali się z ks. Diesbachem w Wiedniu, kiedy studiowali na tamtejszym uniwersytecie. Dzięki temu zapoznali się ze stowarzyszeniem – oraz z dziełami św. Alfonsa, których ponad 20 znajdowało się w jego bibliotece.

Na początku zwróćmy uwagę na uzasadnienie powstania warszawskiego Stowarzyszenia Oblatów. Klemens zaznaczył to we wstępie do jego statutów: „Wzmaga się zło i niemoralność wśród ludzi przekracza wszelkie granice. Ludzie niewierzący są zdecydowani uczynić wszystko, aby zetrzeć wiarę na ziemi i wszelki ślad po religii. Dlatego wierzący powinni się połączyć razem, by ustrzec swoją wiarę i przekazać ją pokoleniom. A miłość do Chrystusa okażemy w ten sposób, że pomożemy wspólnie tym braciom, którzy schodzą z drogi prawdy”118.

W listopadzie 1804 roku Klemens Hofbauer zwraca się do papieża Piusa VII z prośbą o zatwierdzenie Stowarzyszenia Oblatów Najświętszego Odkupiciela: „Ojcze Święty, Klemens Maria Hofbauer, wikariusz generalny misji Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela na terytorium Polski i Niemiec, pokornie informuje Waszą Świątobliwość, że już przed wieloma laty założył, z wielkim pożytkiem dla zbawienia dusz, Stowarzyszenie lub Bractwo Oblatów lub Współpracowników Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela. Celem tego Stowarzyszenia jest pracować, jak najbardziej to możliwe na tych terenach, dla chwały Bożej i zbawienia bliźnich.

Do oblatów przyjmujemy księży, zakonników oraz ludzi świeckich obojga płci, którzy pozostając w swoim własnym powołaniu, prowadzą poprawne życie i wykazują się gorliwością o chwałę Bożą i zbawienie dusz”119.

W tym samym liście przedstawia zadania oblatów. W sumie wylicza ich ponad dziesięć, a najważniejszymi są: uświęcenie własne, współpraca ze wszystkimi, którzy przyczyniają się do szerzenia chwały Bożej, obrona integralności wiary, wykorzenienie zła i bezbożnych idei, obrona najwyższego autorytetu Apostolskiej Stolicy, przekonywanie do unikania czytania niereligijnych i bezbożnych książek, częste przystępowanie do sakramentów i słuchanie Bożego słowa, regularne uczestnictwo w rekolekcjach. Wszystkie mają przyczyniać się do wzrostu czci Kościoła katolickiego120. Aby osiągnąć zakładane cele, Klemens określił w statutach także środki, którymi powinni posługiwać się oblaci, inne dla kapłanów (głoszenie słowa Bożego, nauczanie katechizmu i sprawowanie sakramentów), a inne dla świeckich (rozmowy w rodzinnym gronie). Natomiast wszyscy członkowie powinni mieć świadomość, że „najlepszym środkiem jest promocja dobrej książki odpowiednio dobranej, która odpowiada zainteresowaniom osoby tak, aby osiągnąć zamierzony rezultat. Dodatkowym sposobem ewangelizacji jest wydawanie publikacji na temat wiary i moralności, na temat szacunku i pobożności do Najświętszego Sakramentu Ołtarza i do Najświętszej Panny itd., lub tłumaczenie książek z innych języków, lub nawet, jeśli środki pozwalają, popieranie druku niektórych dobrych książek”121.

Przypieczętowaniem całości była przysięga przyjmowana przez wikariusza generalnego lub przez innego kapłana wskazanego przez Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela. Każdy oblat przyrzekał, że „każdego dnia będzie odprawiał medytacje i czytanie duchowe, pozostanie wierny i posłuszny Stolicy Apostolskiej i będzie bronił Jej najwyższego autorytetu, jak tylko to możliwe, i że będzie szukał najbardziej skutecznych środków dla powiększania Bożej chwały, dobra Kościoła i dusz”122.

Starania o papieskie zatwierdzenie zostały uwieńczone sukcesem. Kongregacja Rozkrzewiania Wiary za pontyfikatu papieża Piusa VIII zatwierdziła Stowarzyszenie Oblatów i jego statuty123. Kilka lat później Klemens zredagował regułę Stowarzyszenia Najświętszego Odkupiciela: Verhaltungs-Regel fur die Ausgeopferten der Versammlung des allerheiligsten Erlosers124. W części pierwszej omawia ona jego cel. W drugiej wymienione zostały cnoty, w jakich oblaci mieli się ćwiczyć w poszczególnych miesiącach125. Stowarzyszenie Oblatów zostało utworzone nie tylko w Polsce. Wszędzie tam, gdzie przybywali pracować redemptoryści, organizowano tę formę pracy duszpasterskiej.

Pod koniec XVIII i na początku XIX wieku jedną z form życia religijnego w wielkich miastach Europy było spotykanie się w kołach towarzyskich, zwanych kręgami przyjaciół. Poprzez nie próbowano oddziaływać na rzesze innych ludzi. Ten rodzaj kontaktów Klemens wykorzystał do ewangelizacji Wiednia przez ludzi świeckich, którzy gromadzili się wokół niego. „Krąg Hofbauera”126 tworzyli wybitni artyści, pisarze, uczeni i dziennikarze. Oprócz nich można było w tej grupie zauważyć szlachtę, mieszczaństwo, studentów, urzędników oraz wielu kapłanów. Godne podziwu jest to, że tak wielu ludzi ze wszystkich warstw społecznych gromadziło się wokół Klemensa, poddawało się jego kierownictwu i ewangelizowało dalej w swoich środowiskach. Było wśród nich wiele wybitnych i znaczących, a także wpływowych osobistości.

Adam Muller był przyrodnikiem, filozofem, ekonomistą, historykiem i literatem. Pochodził z liberalnej rodziny protestanckiej. Do stolicy Austrii przybył w 1805 roku i wówczas to poznał Klemensa Hofbauera, który po jego nawróceniu w 1806 roku na katolicyzm został jego spowiednikiem, doradcą i przyjacielem. Szczególnie blisko współpracowali przy założeniu Instytutu Wychowawczego dla Chłopców w Wiedniu.

Ważną rolę w tym dziele odegrał także Fryderyk Klinkovstrom, inny członek Kręgu Hofbauera. W krótkim czasie Instytut zdobył ogólne uznanie. Większość bogatych i wpływowych rodzin oddawała do niego swoje dzieci. W ciągu szesnastu lat istnienia Instytutu ukończyło go ponad 200 absolwentów. Zajmowali oni później najwyższe stanowiska w państwie i na różnych urzędach.

Kolejną znaną osobistością Kręgu był Josef von Pilat. Był publicystą i urzędnikiem państwowym, a od roku 1801 prywatnym sekretarzem księcia Metternicha. W latach 1811–1848 wydawał „Osterreichischer Beobachter”. Był masonem. Z Klemensem Hofbauerem zapoznał się dzięki Mullerowi i Klinkovstromowi lub za pośrednictwem swej żony127. Nawrócenie na katolicyzm nastąpiło najpierw w jego rodzinie, a następnie sam von Pilat, pokonawszy trudności związane z kręgami masońskimi, w pełni włączył się w życie Kościoła katolickiego. Pisał o tym: „Zawdzięczam jego [Hofbauera] ojcowskiej trosce, że powróciłem do prawdziwej wiary i katolickiego życia. Spowiadałem się u Klemensa aż do jego śmierci, a oprócz spowiedzi spotykałem się z nim jeszcze dwa razy w tygodniu”128.

W domu von Pilata Klemens spotykał się z wieloma politykami, urzędnikami i innymi świeckimi zaangażowanymi w życie religijne i społeczno-polityczne Austrii. Josef von Pilat pozostał „najgorliwszym i najbardziej wpływowym apostołem świeckim” Klemensa. Jako redaktor naczelny jednego z największych dzienników w Wiedniu redagował to pismo pod wpływem wskazań redemptorysty129.

Ciekawą postacią Kręgu był również Fryderyk Schlegel. Był językoznawcą, poetą i założycielem oraz teoretykiem Szkoły Romantyków. Pasjonowała go starożytność, ale wydawał również prace poświęcone współczesnej krytyce literackiej. Te dwa zainteresowania kształtowały jego postawy duchowe. W początkach kariery naukowej rozwój ludzki widział w sztuce, a zwłaszcza w malarstwie i poezji. One były dla niego prawdziwą religią, która uszlachetnia i jednoczy ludzi130.

Zmienił poglądy po spotkaniu z Klemensem Hofbauerem, który stał się jego kierownikiem duchowym. Pod jego wpływem Schlegel coraz bardziej wzbogacał swoje prace naukowe nowymi dla niego wartościami chrześcijańskimi. Ich współpraca dotyczyła m.in. Kongresu Wiedeńskiego. Zafascynowany koncepcją Państwa Bożego św. Augustyna, Schlegel chciał widzieć w Kościele autentyczną rodzinę ludzi wzajemnie się miłujących. Stąd występował przeciw planom wprowadzenia Kościoła narodowego w Austrii131.

Do Kręgu Hofbauera należeli też Zofia i Fryderyk Schlosserowie. Fryderyk pochodził z arystokratycznej rodziny z Frankfurtu i był spokrewniony z Goethem. Z zawodu był historykiem, językoznawcą, pisarzem i tłumaczem. Miał wielkie zasługi w dziedzinie poetyckich przekładów łacińskich hymnów i religijnej liryki krajów zachodnich. Jego tłumaczenia z angielskiego, hiszpańskiego, portugalskiego i włoskiego na trwałe wpisały się do literatury europejskiej132. Przeszedł na katolicyzm razem ze swoją żoną Zofią w 1814 roku.

Głównym punktem współpracy Schlossera z Hofbauerem był Kongres Wiedeński. Było to zgromadzenie pięciu ówczesnych mocarstw: Austrii, Wielkiej Brytanii, Prus, Rosji i Francji, celem zapewnienia równowagi politycznej w Europie po wojnach napoleońskich. Oprócz tego proponowano wprowadzić religię o charakterze państwowym. Było to niekorzystne nie tylko dla katolików w państwach protestanckich, ale także dla Kościoła w krajach katolickich, ponieważ przywracało ducha gallikanizmu i józefinizmu.Fryderyk Schlosser przybył na obrady Kongresu jako delegat Frankfurtu nad Menem. Według wskazań Klemensa, przeciwdziałał planom, które miały na celu utworzenie niemieckiego kościoła narodowego133.

Klemens utrzymywał też żywy kontakt z młodymi malarzami Janem i Filipem Veitami, synami Doroty Schlegel z pierwszego małżeństwa, którzy w 1810 roku przeszli na katolicyzm. W roku następnym wyjechali do Rzymu, gdzie wstąpili do Bractwa św. Łukasza, które zrzeszało młodych artystów. Mieszkali w klasztorze św. Izydora, tworząc rodzaj zakonnej wspólnoty. Założyli własną szkołę malarską, która przeszła do historii pod nazwą nazarejczyków. Hofbauer zajął się dwom młodymi mężczyznami o nieco już rozluźnionych poglądach religijnych i wprowadził ich w świat wiary Kościoła134. Najpierw chrzest przyjął Filip. Potem planował wstąpić na drogę posługi kapłańskiej. Klemens przestrzega go w liście przed trudnościami, jakie wiążą się z jej wykonywaniem. „Duchowni są światłem świata i solą ziemi. Ponoszą oni ogromną odpowiedzialność, bo jeżeli nie są wystarczająco świątobliwi, to natychmiast zostają uwiedzeni przez szatana. Kapłan bez ducha pokuty i skruszonego serca staje się zabawką w rękach szatana. Już Apostołowie pościli przez czterdzieści dni, aby Ojciec miłosierdzia zechciał się zlitować i obdarzyć lud swój świątobliwymi kapłanami, którzy napełnieni duchem Jego Syna, uświęcaliby świat. Lecz jak mogą nieświęci uświęcać innych? A jeżeli już się to zdarzy, że zły kapłan przepowiada prawdy wiary, to przepowiada on własny sąd. Wie Pan o tym, że wszystkie fałszywe nauki, jakie rujnowały Kościół, głoszone były przez złych duchownych. Albo inaczej, to szatan posłużył się nimi, aby, jeżeli to możliwe, zniszczyć Kościół Boży. A dzisiejsi zwodziciele, fałszywi nauczyciele negujący Chrystusa i Boga, którzy tak bardzo unieszczęśliwiają naszą biedną ojczyznę, kim są, jeżeli nie osobami duchownymi!

Nie piszę tego w tym celu, aby odstraszyć, ale aby powiedzieć, że jeżeli czuje ona w duszy powołanie, to popełniłaby nieprawość, gdyby zamknęła swe uszy na jego głos. Musi ona przezwyciężyć wszelkie przeszkody, aby stać się godną tegoż powołania. Jest to oczywiście bardzo trudne w naszych czasach, gdyż kapłanowi, który chce być wiernym własnym obowiązkom, sprzeciwiać się będą nawet ludzie szlachetni”135.

Po wielu latach, już jako stary człowiek, Filip wspominał: „Chociaż już w Kolonii od katolickiego duchownego, o. Rennera, niech Bóg mu odpłaci, otrzymałem wstępne lekcje, to jednak o. Hofbauer, ten niezapomniany wielki Sługa Boży, jest tym, któremu zarówno ja, jak i mój starszy, zmarły w Rzymie brat zawdzięczamy właściwe pouczenie i przygotowanie do przyjęcia chrztu. Z niestrudzonym zapałem troskliwie zajął się nami, i dałby Bóg, abym tylko tak dobrze to wykorzystał i rozpoznał, jak on troszczył się o zbawienie mojej duszy. Dopiero teraz mogę w miarę pojąć, ile mu jestem winien i jak często mogłem go wewnętrznie zasmucić moją lekkomyślnością136”.

Filip przyjął chrzest 9 czerwca 1810 roku, a 26 lipca w jego ślady poszedł Jan. Z rąk nuncjusza Severolego przyjął jednocześnie bierzmowanie i pierwszą komunię św. Klemens napisał wówczas: „Cieszę się niezmiernie, że zmienił Pan swój sposób myślenia. Jakże pewniejsza jest droga, po której prowadzi nas święty Kościół! Oblubienica Chrystusa nie może się mylić: »Ja jestem z Wami aż do skończenia świata; Duch, którego wam poślę, doprowadzi was do całej prawdy«. W tych słowach nie chodzi o to, czy następcy Apostołów będą ludźmi pobożnymi lub grzesznymi jako pojedyncze osoby. Uwierz mi, Przyjacielu, Bóg jest wierny swoim słowom, bo od kiedy Pana poznałem, a nawet i przedtem, nigdy nie przestałem się za Pana modlić. Przyczynił mi Pan wielu trosk, ale wtedy jeszcze goręcej się modliłem, prosząc Matkę Pana, aby wspomogła moją pokorną modlitwę. Proszę, aby pozostał Pan wierny obecnym przekonaniom i unikał jakichkolwiek okazji, które mogłyby sprowadzić Pana na manowce!”137.

Jan Veit wyjechał w 1818 roku do Rzymu. Jednak kilka lat później popadł w trudności związane z wiarą, które pokonał dzięki pomocy nowych przyjaciół. Można się tylko domyślać, że przeżył jakieś rozczarowanie związane z rzymskim Kościołem urzędowym138.

W archiwach zachowały się również listy pisane do obu Veitów. Powodem napisania pierwszego było nawrócenie się na katolicyzm Jana Eggersa, przyjaciela braci. „Umiłowani w Chrystusie! Nie jestem w stanie Wam opisać, jak wielką radość sprawił mi Wasz list. Tak więc także i Eggers naciągnął czarną pończochę

[tzn. przeszedł na katolicyzm]

. Bóg niech będzie uwielbiony! Nieprawdaż, kochane dzieci Boże, Janie i Filipie! Szło to wprawdzie ciężko, jednak ja nigdy w to nie wątpiłem. Nigdy nie zaprzestałem błagać w tej intencji Ojca światłości, szczególnie podczas ofiary Mszy Świętej”139. O zażyłości duchowej między Klemensem a Veitami świadczą serdeczne pożegnania w listach: „Przyciskam Was do mojego serca i proszę Boga, aby raczył Was zachować nieustannie w dobrem”140; „Niech Bóg Wam błogosławi i zachowa Was w dobrym zdrowiu. Być może będę jeszcze miał to szczęście, by Was zobaczyć i uściskać”141.

Josef Wolff, pochodzący z Bayreuth Żyd, nawrócony na katolicyzm (potem jednak przeszedł na anglikanizm), opisał wiedeńskie ugrupowania i „kręgi przyjaciół” czasów św. Klemensa. Zanotował ze zdziwieniem, „jaki ogromny wpływ wśród kleru i arystokracji Wiednia zdobył tymczasem Hofbauer, robiący przecież wrażenie człowieka, który wrócił ze średniowiecza. Większość uczonych uniwersytetu stała się przez niego ultramontanami, a szlachetnie urodzone damy całowały mu dłoń”142. Co było „tajemnicą” owego człowieka, wokół którego w krótkim czasie zebrało się grono wielbicieli, przyjaciół i uczniów; który z jednej strony był konserwatywnym katolikiem ludowym, z drugiej zaś był w stanie przekonać do siebie oświeconych współczesnych, intelektualistów i filozofów, a jednocześnie nie odstraszał od siebie również ludzi prostych i nikogo nie prowadził wstecz w czasy średniowiecza?

Dla zrozumienia człowieka istotne znaczenie ma znajomość czasów mu współczesnych. Tylko w ten sposób można poznać, co w jego myśleniu i działaniu było najprawdopodobniej wyrazem mentalności określonej epoki, a gdzie dochodzi do głosu to, co jego własne143. Dlatego na powyższe pytanie można by odpowiedzieć następująco: głęboka, niezafałszowana wiara łączyła się w Klemensie Hofbauerze z prostym, ludowym, skłonnym do żartów sposobem bycia oraz ze zdrowym rozumowym osądem. Jego bezpośredni i autentyczny sposób zrobił najwidoczniej wielkie wrażenie na warstwie, która wpędzona w stan niepewności przez rewolucję poszukiwała pewności i bezpieczeństwa w trwałych strukturach wiary Kościoła144.

Gdy Klemens Hofbauer opuszczał Italię, wyruszając w swą pierwsza podróż misyjną, raczej się nie spodziewał, że nie będzie mógł w bezpośredni sposób realizować chryzmatu Zgromadzenia Redemptorystów, jaki mu przekazano podczas formacji w seminarium. Jednak po przybyciu do Warszawy dość szybko doszedł do przekonania, że sytuacja religijno-społeczna, jaką tu zastał, domaga się nie tyle zmiany, ile dostosowania charyzmatu do konkretnego „tu i teraz”. Na tym polegała wielkość, żeby nie powiedzieć geniusz św. Klemensa: nie mogąc głosić misji w parafiach poza Warszawą, zorganizował „nieustanną misję” w kościele św. Benona; nie mogąc pomagać i głosić Ewangelii biednym i opuszczonym poza Warszawą, zorganizował siercince i szkoły dla ubogiej młodzieży w stolicy i tam ich ewangelizował i przygotowywał do godnego życia. A przy tym, niemal 200 lat wcześniej, nim ukazały się dokumenty Soboru Watykańskiego II o godności i powołaniu świeckich w Kościele i świecie, dostrzegł nie tylko przydatność, ale wręcz konieczność współpracy z laikatem.

IV. Troska o nowe powołania

Przyszłością każdego zakonu czy zgromadzenia jest młode pokolenie. Zatem troska o tych, którzy będą kontynuatorami dzieła założyciela, należy do priorytetowych zadań każdego zgromadzenia zakonnego. W takim duchu postępował również św. Klemens Hofbauer. Działalność duszpasterską zawsze wiązał z troską o nowe pokolenie redemptorystów. „Duchowni są światłem świata i solą ziemi. Ponoszą oni ogromną odpowiedzialność, bo jeżeli nie są wystarczająco świątobliwi, to natychmiast zostają uwiedzeni przez szatana. Kapłan bez ducha pokuty i skruszonego serca staje się zabawką w rękach szatana”145 – pisał w liście do Filipa Veita.

Klemens przybył do Warszawy w lutym 1787 roku z dwoma towarzyszami: Tadeuszem Hüblem i br. Emmanuelem Kunzmannem. Od początku miał świadomość, że aby wspólnota mogła sprostać wszystkim powierzonym im obowiązkom, musi się rozwijać. Rozpoczął o to starania najpierw w samej Warszawie. Wymagało to pokonania wielu przeszkód. Sprawę przedstawił w 1800 roku przełożonemu generalnemu: „Prusacy nie zabraniają wprawdzie odprawiania nabożeństw w kościele, ale robią wielkie trudności w przyjmowania kandydatów, dlatego jest bardzo trudno powiększyć liczbę współpracowników”146.

W pierwszym rzędzie ograniczenia rządu dotyczyły albo liczby przyjmowanych młodych ludzi, albo wieku – zgadzano się, by do zakonów wstępowali mężczyźni dopiero po 25. roku życia. Problem z tym związany Klemens wyraził w liście do pruskiego ministra szkolnictwa Ottona von Vossa: „Większość młodzieńców w dwudziestym czwartym roku życia ma już w naszych czasach serca zepsute, charakter i przyzwyczajenia dalekie od moralności – tacy psują i prowadzą do zguby instytucje, które ich przyjęły, oraz powierzonych im wychowanków”147.

Zabraniano nawet dopuszczania nowicjuszy do składnia profesji. Natomiast w seminariach duchownych był zakaz udzielania święceń diakonatu bez zgody władz państwowych148. W obliczu zakazu przyjmowania nowych członków na terenie Królestwa Pruskiego149 Klemens był zatem niejako zmuszony szukać nowych powołań poza jego granicami150. W liście z Jestetten (Góra Tabor) z 8 marca 1803 roku pisał do nuncjusza apostolskiego Severolego: „Nie uchylamy się od pracy, jednakże pragnę bardzo powiększyć liczbę współbraci, aby gdy opuszczą mnie siły, nie zabrakło tych, którzy będą kontynuować rozpoczęte dzieła. Pole pracy tutaj jest bardzo wielkie. Można oczekiwać obfitych owoców tej posługi. Trzeba tylko odpowiednio zarzucić sieci, a wielka liczba ryb różnego rodzaju zostanie w nie pochwycona”151. Po trzech miesiącach pracy na Górze Tabor z entuzjazmem informował o. generała Blasucciego: „Tutaj można dowolnie przyjmować tylu, ilu dom może i chce utrzymać”152. I dodał: „Zaledwie osiedliliśmy się tutaj, a już 16 młodych ludzi, rokujących jak najlepsze nadzieje, przysłało prośbę z różnych miejscowości o przyjęcie ich do naszego Instytutu”153.

Łatwo zauważyć, że brak lęku św. Klemensa o nowe powołania wynikał z przekonania, że wystarczy gorliwie pracować duszpastersko, a młodzieńcy zasilą szeregi Zgromadzenia pociągnięci ewangelicznym przykładem redemptorystów. „Bóg jest z nami, jeżeli tylko spełniamy nasze obowiązki, i z pewnością przyjdzie nam z pomocą”