Przeskocz do treści

Zakładanie nowych klasztorów jako wyraz troski o rozwój zgromadzenia

Zakładanie nowych fundacji przez św. Klemensa Hofbauera,

jako wyraz troski o rozwój misji

Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela

Wstęp

  1. Pierwsza podróż fundacyjna : Szwajcaria sierpień-grudzień 1795
  2. Druga podróż fundacyjna: Wollerau lipiec 1797-sieroień 1798
  3. Trzecia podróż fundacyjna: Warmia 1799.
  4. Czwarta podróż fundacyjna: Jestette 1802
  5. Piąta podróż fundacyjna: Triberg 1805-1807
  6. Szósta podróż fundacyjna: Babenhausen 1805-1807
  7. Siódma podróż fundacyjna: Chur 1807.
  8. Ósma podróż fundacyjna: Visp 1807.

Wstęp

Podróżowanie jako takie może mieć wiele przyczyn. Pierwszą z nich jest konieczność przemieszczenia się spowodowana obiektywnymi okolicznościami. W innym przypadku podróżujemy, ponieważ chcemy odwiedzić jakiś interesujący nas region czy kraj. Niektórzy zaś wyruszają w podróż bez większych planów, licząc, że spontaniczność przyniesie im wiele radości. I są w końcu podróże, które wypływają z pobudek najbardziej religijnych. Do nich zaliczamy pielgrzymki oraz inne rodzaje podróży, które mają motywacje wypływające z ich wiary. Wówczas wierzy się, że powinny one przynieść nie tylko korzyść doraźną, ale będzie to również podróż, która zaowocuje również dla innych pokoleń. Można sądzić, że takimi przesłankami kierował się św. Klemens wyruszając regularnie, co jakiś czas do innych krajów, by zakładać nowe klasztory redemptorystów.

Jakie były główne motywy organizowania podróży fundacyjnych? Pierwszym motywem podejmowania wysiłków podróży fundacyjnych była miłość św. Klemensa do Boga i gorliwość, aby Zgromadzenie Redemptorystów rozprzestrzeniło się poza Italię. Być może do św. Klemensa dotarły słowa, które wcześniej wypowiedział św. Alfons, gdy usłyszał, że do Instytutu przez niego założonego wstąpili kandydaci do zgromadzenia spoza Italii. Św. Alfons miał wówczas powiedzieć: „Bóg posłuży się tymi dwoma i możecie być pewni, że za ich sprawą rozszerzy się chwała Boża na odległe kraje”.

Pierwsza podróż fundacyjna do krajów Europy zachodniej była spowodowana nieudaną próbą założenia nowych klasztorów na obszarach położonych po wschodniej stronie Królestwa Warszawskiego. Św. Klemens doszedł do wniosku, że tereny północno-wschodniej Europy w tym czasie nie nadają się na rozwój Zgromadzenia. Całe wiec zaangażowanie zwrócił ku Europie zachodniej, a szczególnie Niemcom i Szwajcarii. Racją przemawiającą za wyborem tych krajów była stosunkowo największa wolność polityczna i dosyć duże obszary zamieszkałe przez katolików.

  1. Pierwsza podróż fundacyjna: VIII-XII 1795

Pierwszym krajem podróży misyjnej św. Klemensa była Szwajcaria. Nuncjusz papieski w Lucernie zaproponował, by spróbował on założyć klasztor w diecezji Konstancja. By tam dotrzeć trasa miała prowadzić z Warszawy przez Pragę, Regensburg, Augsburg i Linadu. Podróż jednak zakończyła się w południowych Niemczech z powodu toczących się tam walk. O. Erwin Dudel podsumowuje pierwszą podróż krótko: „Daleka podróż w 1795 roku nad jezioro Bodeńskie w towarzystwie o. Hubla nie dała żadnych rezultatów”1.

Drogę powrotną do Warszawy wybrali jednak przez Wiedeń i Tasovice. Gdy przybył do rodzinnej wioski, niektóre rodzinny prosiły go, by zabrał ich dzieci do swojej szkoły w Warszawie Św. Klemens wziął czterech chłopców do szkoły przy św. Benonie.

W kilka dni po opuszczeniu Tasovic policja pilnie poszukiwała św. Klemensa listem policyjnym. Klemens bowiem nie wiedział, że ciąży nad nim przekroczenie ustawy emigracyjnej z 1784, a dodatkowo posądzono go „uprowadzenie dzieci”.

Po ludzku wyprawa była wyjątkowo nieudana, jednak gorliwość apostolska św. Klemensa zwyciężyła. Nie dal się zniechęcić trudnym początkom. Cały czas miał przed oczami wizję Zgromadzenia obecnego w wielu krajach nie tylko Europy, lecz także w poza nią. Można więc spojrzeć na to bardziej pozytywnie i powiedzieć, że był to tylko pierwszy, nie do końca udany początek ekspansji redemptorystów na cały świat.

  1. Druga podróż fundacyjna: Wolleraau lipiec 1797 – sierpień 1798

Apostolska gorliwość św. Klemensa w pracy opiekuńczo-wychowawczej, którą rozwijał w Warszawie dotarła nawet do Szwajcarii. W maju 1796 roku przybyła do Warszawy delegacja z Wollerau, kantonu Schwyz, aby św. Klemens zorganizował podobne placówki na ich terenach. Praca w szkole i sierocińcu dawały pewną szansę stabilizacji i rozwoju Zgromadzenia, więc Klemens zgodził się i 11 lipca tegoż roku wyruszył wraz z czterema ojcami w podróż do Szwajcarii. Droga tym razem wiodła przez Wiedeń, Monachium i Konstancję. Na miejsce dotarli w połowie września 1797.

Nie ma jednak obszernych informacji na temat pobytu redemptorystów w Wollerau. Wiadomo tylko, że rozpoczęto pracę oświatową. O. Heinzmann pisze: „Zrobiono skromny początek, gdy idzie o szkoły w Wollerau”. Wspólnota zakonna żyła w biedzie (mówiło się o przymieraniu głodem) i popadła w zadłużenia finansowe, dlatego Klemens podejmował z Wollerau podróże po Szwajcarii, by ratować tę fundację, ale ostatecznie skończyło się na niczym.

Smutnym zakończeniem tej wyprawy misyjnej była bardzo ciężka choroba św. Klemensa. Z jeden strony przygniatały go niepowodzenia fundacyjne, a z drugiej nie było żadnych wieści z Warszawy. Te zaś, które w końcu dotarły, zostały przez św. Klemensa źle zinterpretowane. Otóż, ojcowie z Warszawy wyrażali nadzieję, że mimo licznych trudności, z pewnością doczekają się szczęśliwej realizacji rozpoczętego dzieła. Natomiast św. Klemens uznał te zdania za insynuację, by nie wracali już do Warszawy. Wymiana listów była więc nieprzyjemna i pisana z bezpodstawnymi pretensjami. Całą sytuację bardziej łagodzili ojcowie z Warszawy, tłumacząc swoje dobre intencje2.

W lutym 1798 Klemens opuścił Szwajcarię i przez Wiedeń udał się do Warszawy. Po licznych wojażach i przeżyciach przybył do św. Benona w sierpniu 1798.

Druga podróż fundacyjna miała można powiedzieć dwa oblicza: sama praca w Wollerau, oraz burzliwa podróż powrotna. Co do pracy, tak już zostało wspomniane, redemptoryści rozpoczęli tylko działalność oświatową. Natomiast droga powrotna św. Klemensa do Warszawy posiada znamiona małej powieści kryminalnej.

14 lutego 1798 roku opuścił Wollerau i przez Garmisch-Partenkirchen wędrowali w kierunku Augsburga, by w końcu przybyć do Krakowa. Przy kontroli paszportów okazało się, że św. Klemens był na liście osób poszukiwanych przez ówczesna policję. Aresztem domowym stał się klasztor dominikanów. Przez kilka dni św. Klemens był tam przetrzymywany i przesłuchiwany. Kilka dni przeciągnęło się w siedem tygodni. Posądzano św. Klemensa m.in. o uprowadzenie czterech chłopów z Tasovic do Warszawy. Klemens polecił więc odesłać ich z powrotem do domu. Następnie wymyślano przeciwko niemu następne oszczerstwa. Św. Klemens, jako że był człowiekiem pobudliwym „zwymyślał rząd austriacki używając przy tym wysoce niestosownych wyrażeń3” – jak podaje o. Hienzmann. W sumie św. Klemens był już w więzieniu ponad sto dni.

8 sierpnia po prostu ucieka z więzienia z Krakowa, przekracza nielegalnie granicę i około połowy tego miesiąca 1798 przybywa do Warszawy. Zastanawia fakt radykalnej decyzji ucieczki z więzienia. Ktoś mógłby zapytać, czy to moralnie poprawna decyzja? Można sądzić, że pobyt w więzieniu św. Klemens traktował jako jedną z przeszkód, która trzeba pokonać na drodze rozwoju Królestwa Bożego. Natomiast ucieczka jako rozwiązanie trudności. Wydaje się, że św. Klemens nie miał wewnętrznych wątpliwości co do podjęcia takiej decyzji wbrew ówczesnemu prawu, które było przecież prawem zaborczym i niesprawiedliwym.

Świeci mają ogromne wyczucie, kiedy należy się podjąć decyzję przeciw okolicznościom czy sprzeciwić ludziom. Często są to decyzje na granicy prawa czy dobrych obyczajów, ale zawsze jest to w zgodzie z gorliwością apostolską i dla dobra innych ludzi, nigdy ze względu na wygodniejsze swoje życie.

  1. Trzecia podróż fundacyjna 1799

Trzecia wyprawa, by założyć nowy klasztor redemptorystów odbyła się na Warmię. Miejscem, które rokowało największą nadzieję była Święta Lipka. Okazało się jednak, że i tam nowa placówka nie doszła do skutku.

  1. Czwarta podróż fundacyjna: Jestetten „Góra Tabor” 1802

Duch Klemensa był jednak dalej niespokojny. Po trzech latach wraca w okolice Konstancji, tym razem do Jestetten. Wyruszył z Warszawy wraz z trzema współbraćmi 11 listopada 1802 roku i na miejsce przybyli tuż po świętach Bożego Narodzenia. To, co zobaczyli przerosło ich oczekiwania. Zabudowania były prawie doszczętnie zniszczone. Św. Klemens pisał: „Chcąc być uczciwym muszę przyznać, że przeraziłem się ... Gdy zobaczyłem stan budynku, prawie że straciłem odwagę. Gdybym wszystko wcześniej wiedział, nie zdecydowałbym się tutaj przybyć”. Nie zraził się jednak do końca, bo już w kilka dni później powiedział w kościele pierwsze kazania. Następnie zajął się odnawianiem budynków klasztornych.

Najpoważniejszą przeszkodą nie były jednak problemy materialne, ale relacje z parafią w Jestetten, którą prowadzili ojcowie benedyktyni z Rheinau. Przyczyną kryzysu była zazdrość o coraz większą liczbę wiernych, którzy uczęszczali do kościoła redemptorystów. Podobnie zachowywał się proboszcz parafii diecezjalnej. Jego postępowanie wobec redemptorystów stawało się również coraz bardziej przykre. Obaj zakazali swoim wiernym udawać się na Górę Tabor pod sankcją odmówienia Komunii Wielkanocnej.

Doszły do tego trudności z przekazaniem budynków na klasztor i seminarium. Św. Klemens sądził, że książę Schwarzenberg podaruje mu swoje budynki. Okazało się jednak, że książę wcale nie myślał o darowiźnie, a kupno ich przez św. Klemensa nie wchodziło w rachubę, ze względu na brak pieniędzy. Pomimo wiec intensywnej pracy duszpasterskiej, dalszy pobyt w Jestetten oddalał się coraz bardziej. Stało się w końcu tak, że w 1803 św. Klemens wraz ze współbraćmi opuścił Jestetten.

Czy w Jestetten zwyciężyła zazdrość?

  1. Piąta podróż fundacyjna: Triberg 1805-1807

Charakterystycznym znakiem pracy duszpasterskiej św. Klemensa i jego współbraci było to, że pracując w jednym miejscu rozgłos ich gorliwości apostolskiej rozchodził się do najdalszych okolic. Kiedy św. Klemens pracował jeszcze w Jestetten, już wtedy przybyła do niego delegacja mieszczan z Tribergu i nalegała, by przejął on duszpasterstwo w tamtejszym sanktuarium „Maria pośród jodeł” (Maria in der Tanne). Tak też się stało po opuszczeniu Jestetten.

Po przybyciu do Tribergu św. Klemens myślał o założeniu czegoś na wzór warszawskiej „Nieustannej Misji”. Sprzyjał temu zarówno sanktuaryjny charakter kościoła, jak również budynek klasztorny, który mógł pomieścić ponad trzydzieści osób. Mógłby więc służyć zarówno jako dom dla nowicjuszy oraz jako studentat.

W maju 1805 roku ustalono z księciem Wessenbergiem, wikariuszem biskupa, warunki pobytu redemptorystów w sanktuarium w Tribergu: w duszpasterstwie pielgrzymkowym może pracować trzech ojców i na razie na okres sześciu miesięcy. Następnie przybyło jeszcze pięciu ojców i jedenastu gimnazjalistów z Jestetten.

Św. Klemens pozostał w Tribergu ponad dwa miesiące, głosząc kazania i spowiadając. W tym czasie wyraźnie wzrosła liczba pielgrzymów. Duże wrażenie robiły na pielgrzymach kazania św. Klemensa. Wydawało się, ze wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Problemy zaczęły się w lipcu 1805 roku. Trzej studenci teologii zostali wyświęceni na kapłanów przez nuncjusza papieskiego. Gdy o tym fakcie dowiedział się książę Wessenberg, poczuł się dotknięty. Od razu zmienił przychylność wobec redemptorystów i zaczął z dezaprobatą wyrażać się o pobycie św. Klemensa w Tribergu. Sprawy posunęły się tak źle, iż mimo listu św. Klemensa, w którym tłumaczył całą sytuację, redemptoryści musieli opuścić miejsce sanktuaryjne. Z faktu opuszczenia cieszyli się ci, którym nie zależało na pobycie redemptorystów w Tribergu, natomiast władze miasta były zdruzgotane tą wiadomością. Chwaliły zakonników za gorliwą pracę i byli gotowi czynić dalsze starania, by zagwarantować im godziwe warunki pobytu. Decyzja jednak była nieodwołalna. 16 maja 1807 roku ostatni redemptorysta opuścił Triberg.

Czy był to więc tylko kolejny nieudany epizod podróży fundacyjnej św. Klemensa? Czy można dopatrywać się - nawet w tej po ludzku nieudanej działalności - dobrego znaku Opatrzności Bożej? Jedno jest pewne: nic w przyrodzie nie ginie. Dobro zasiane w sercach ludzkich prędzej czy później rodzi następne dobro. Mimo bardzo krótkiego pobytu redemptorystów w Tribergu pozostawione przez nich dobro był na tyle trwałe, że sześćdziesiąt lat po odejściu św. Klemensa z sanktuarium Hermann von Vicari, arcybiskup Fryburga pisał do papieża Piusa IX: „Tu właśnie stał On (św. Klemens) na czele kwitnącego kolegium swego zgromadzenia. Zdobył sobie ogromny szacunek dzięki wybitnym cnotom i niezmordowanej pracy dla poparcia wszelkiego dobra. Ludzie po dzień dzisiejszy wspominają z wdzięcznością jego osobę i działalność”. Na dodatek w Triberu postawiono św. Klemensowi pomnik, a ulica prowadząca z miasta do sanktuarium została nazwana jego imieniem. W kościele, w którym przecież krótko pracował, poświęcony jest św. Klemensowi boczny ołtarz, a w nowym kościele parafialnym wybudowanym pod jego wezwaniem na drzwiach kościoła wypisana jest historia pobytu i pracy apostolskiej redemptorystów z XIX wieku.

W roku 1909, czyli w roku kanonizacji św. Klemensa, miasto obchodziło tę uroczystość w święto Wniebowzięcia, a w 1955 roku, czyli w 150 rocznicę przybycia redemptorystów do Triberu świętowano uroczyste przyjęcie redemptorystów do sanktuarium maryjnego.

  1. Szósta podróż fundacyjna: Babenhausen 1805-1807

Po wyjeździe z Tribergu św. Klemens nawiązał kontakt z księciem Anzelmem Fuggerem, który był właścicielem księstwa Babenhausen. Już od listopada 1805 roku, czyli gdy jeszcze niektórzy pracowali w sanktuarium w Tribergu, kilkanaście osób zamieszkało w małym i bardzo zniszczonym domu w Babenhausen: po ścianach ciekła woda, pomieszczenia w ciągu dnia służyły jako jadalnie, a na noc zamieniały się w sypialnie. Dodatkowo kilku współbraci nocowało w zaprzyjaźnionej plebani.

Praca apostolska redemptorystów w Babenhausen polegała na opiece nad chorymi w szpitalu, nauczaniu młodzieży i pomocy duszpasterskiej w sąsiednich parafiach. „Wierni przybywają – jak pisał św. Klemens do Warszawy – z odległości pięciu godzin drogi, gdy dowiedzą się, że kazanie głosi kapłan z naszego Zgromadzenia”. Jednakże największy komplement pod adresem pracy redemptorystów powiedział proboszcz Wagner z pobliskiego Weinried: „Dajcie mi czterech Hofbauerów na ambonę i czterech Passeratów do konfesjonału, a nawrócą się całe państwa”.

Największym wrogiem stałej obecności redemptorystów w Babenhausen okazała się znowu niesprzyjająca sytuacja społeczno-polityczna. W Bawarii, która sąsiadowała z księstwem Babenhausen rządził minister Maksymilian Józef Montgelas. Był on zwolennikiem idei oświecenia, przeciwnikiem Kościoła i życia zakonnego. Św. Klemens wiedział, że jeśli księstwo Babenhausen zostanie wcielone do Bawarii, to nie będzie szans na dalsza pracę apostolską w tym rejonie. Niestety wkrótce sprawdziły się najczarniejsze scenariusze. 5 sierpnia 1806 roku Bawaria wchłonęła księstwo Babenhausen. Natomiast 5 stycznia 1807 zakazano redemptorystom wszelkiej działalności duszpasterskiej, a 9 lutego 1807 roku zmuszono do opuszczenia Bawarii i Babenhausen ostatnich redemptorystów.

Św. Klemens znów się załamał do tego stopnia, iż popadł w ciężką chorobę. Kiedy doszedł do siebie pisał najpierw do nuncjusza: „Nowe okoliczności zrujnowały piękne nadzieje”. Do współbraci w Warszawie kieruje słowa większej otuchy, które wyrażają całkowite zawierzenie Bożej Opatrzności, mimo tragicznych wydarzeń: „Odwagi, przecież Bóg jest Panem. To On kieruje wszystkim dla swej chwały, a dla naszego dobra. Nikt Mu się nie potrafi sprzeciwić. Wszystkie ludzkie plany, najlepiej nawet obmyślane, służą ostatecznie Bogu i wypełnieniu Jego świętej woli. W tym beznadziejnym położeniu ja sam powierzyłem się bez reszty Jego woli”.

  1. Siódma fundacja: Chur 1807

We wrześniu 1806 roku, po odejściu Klemensa, redemptoryści otrzymują nakaz opuszczenia Babenhausen Wówczas o.Passerat musiał szukać szybko nowego miejsca zamieszkania dla prawie 30 osób, gdyż w przeciwnym razie zmuszony byłby do powrotu do Warszawy. W styczniu 1807 roku redemptoryści – grupami – udają się do Chur. O. Heizmann pisze, że „osiedlenie redemptorystów w Chur było jedynie prowizoryczne i już od początku zagrożone”. Można by powiedzieć, że jakieś fatum ciążyło nad św. Klemensem i redemptorystami, którzy za wszelką cenę chcieli założyć nową placówkę. W Chur przyczyną, która doprowadziła do opuszczenia nowego miejsca duszpasterskiego był zatarg religijny. Rząd Bawarii, który wcześniej przyczynił się do wydalenia redemptorystów z Babenhausen, nalegał na władze w Graubunden, by nie tolerowali obecności zakonników na swoim terenie. W tym czasie w Babenhausen wybuchło powstanie przeciw Francuzom, a redemptorystów oskarżono o podburzanie ludności. Posługiwali się przy tym niewybrednymi oszczerstwami: „Nadszedł już najwyższy czas, by położyć kres temu szkodliwemu dla wszystkich państw wybrykowi i religijnemu nadużyciu. Przebiegły wąż czai się z tyłu, gromadzi truciznę, knuje zdradę i ostrzy morderczy ząb przeciw swemu gościnnemu dobroczyńcy. Jest więc wspólnym interesem i mądrością polityczną wydalenie z granic Szwajcarii i Bawarii tych niebezpiecznych mnichów”.

Po nagonce w takim stylu można się domyślać, że nie było prawie szans na pozostanie redemptorystów w Szwajcarii. W listopadzie 1807 roku redemptoryści musieli opuścić Chur. Czekała ich zimowa podróż przez wysokie góry do Visp, w księstwie Wallis, gdzie o. Passerat już wcześniej przygotował nową placówkę .

  1. Ósma fundacja: Visp 1807

Możemy się tylko domyślać, że podróż redemptorystów do Visp nie należała do łatwych. „Naszą drogę bez względu na pogodę odbywaliśmy wyłącznie pieszo. W plecakach mieliśmy spakowane nasze manatki: bieliznę, książki i przedmioty koniecznego użytku. Zazwyczaj robiliśmy dziennie około 10 mil (ile to kilometrów?). Maszerowaliśmy zawsze w naszym stroju zakonnym. Był on tak zniszczony, że byliśmy podobni raczej do gromady żebraków. Dokądkolwiek przybywaliśmy, wszędzie gapili się na nas ciekawscy. Ludzie odnosili się do nas różnie: z szacunkiem lub pokpiwaniem. Często biegła przed nami wieść o naszej osobliwej karawanie. Gdy przybyliśmy do pewnej wioski, ludzie zaczęli szeptać: apostołowie przychodzą! Dzieci zbiegły się ku nam gromadkami, jak byśmy byli interesującymi przedmiotami wystawowymi podczas jarmarku na sprzedaż. W czasie podróży odprawialiśmy przepisane regułą ćwiczenia duchowne: rozmyślanie, różaniec, brewiarz. Po południu zachowywaliśmy sumiennie trzygodzinne milczenie. Najtrudniej przychodziło nam wczesne wstawanie na poranne rozmyślanie. Nawet wówczas, gdy byliśmy jeszcze zmęczeni, budzono nas punktualnie o czwartej rano. Punktualnie też rozpoczynało się poranne rozmyślanie”.

Pierwsza grupa redemptorystów przybyła do Visp 3 grudnia 1807, a w Boże Narodzenie było ich już dwudziestu. Niestety, podobnie jak w poprzednich placówkach najgorsze były nie tyle warunki materialne zakonników - choć były bardzo ubogie - ale sytuacja polityczna, która sprawiała, że redemptoryści musieli opuścić dany kraj. Tak stało się również w Visp. W listopadzie 1810 roku nastąpiła aneksja kantonu Wallis do Francji, a w 1812 Napoleon nakazał wypędzić redemptorystów z terenu swego państwa.

Epilog pobytu redemptorystów w Visp nie był na szczęście do końca taki tragiczny, jako że biskup Sitten postarał się o złagodzenie dekretu usuwającego. Zamieniono go na „zakaz życia wspólnotowego”, więc o. Passerat wraz z kolkom studentami udał się do Fryburga, a pozostali ojcowie rozpoczęli prace w sąsiednich parafiach.

Św. Klemens już wcześniej powrócił do Warszawy, ale gdy usłyszał, że jego współbracia nie mogą wspólnie pracować napisał do nich następujące słowa: „Obejmuję wszystkich i przygarniam do serca. Bądźcie zdrowi, bracia! Jesteście moją radością, koroną, moją chwałą w Chrystusie – bądźcie zdrowi. Jezus Chrystus niech napełni was wszystkich niebiańskim błogosławieństwem. Uświęcajcie świat – najdrożsi bracia. Kiedy Chrystus jest z Wami, nie zaszkodzi wam nieprzyjaciel. Módlcie się za nas, jak my modlimy się za was, byśmy wypełnili święta wolę naszego Ojca”.

Czy coś dobrego wynikło z nieudanych podróży św. Klemensa i trudów, jakie ponosili także inni redemptoryści? Po ostatniej „porażce” św. Klemens pisał do przełożonego generalnego o. Blasucci: „Z prawdziwą radością może najdroższy Ojciec uznać za prawdziwych synów zakonu tych, którzy wypróbowani w wielu utrapieniach, przepędzani z jednego kraju do drugiego, okazali się wiernymi i prawdziwymi męczennikami Zgromadzenia”. Był ot więc autentyczny sprawdzian życia zakonnego dla ojców, którzy byli dłużej w Zgromadzeniu jak również młodych adeptów życia zakonnego. Wszyscy zdali go na notę z wyróżnieniem, do tego stopnia, że św. Klemens nie boi się ich nazwać „prawdziwymi męczennikami Zgromadzenia”.

Podróże fundacyjne, gorliwa praca duszpasterska i świadectwo życia pozostawiały również trwały ślad w ludziach, z którymi spotykał się św. Klemens. Opat klasztoru premonstratensów w Roggenburgu, położonego blisko Tribergu pisał: „Poznałem ich dobrze do czasu przybycia w te strony. Zwróciłem baczną uwagę na ich dom i sposób życia. Panuje w nich duch głębokiej, a niekłamanej pokory i surowego ubóstwa, a to są przecież znaki ducha Jezusowego. Dostrzegam je u nich wszystkich”4.

Natomiast dziekan Zwerger z parafii Illerburg zanotował spostrzeżenie o św. Klemensie: „O. Hofbauer jest człowiekiem bardzo grzecznym, o miłym zachowaniu, bardzo oczytanym i niezwykle gorliwym o sprawy religii. (...). Do późna w nocy prowadziliśmy budujące, naukowe rozmowy...5”.

Dlaczego Pan Bóg dopuścił, by dobrze zapowiadająca się praca duszpasterska redemptorystów została tyle razy przerwana? Pytanie pozostanie raczej bez jednoznacznej odpowiedzi, choćby z tego względu, że czasami sensem naszej pracy nie mają być jej owoce, ale podjęty trud i pokonywanie samych trudności. Na podstawie tylko kilku nieudanych prób założenia nowego klasztoru przez św. Klemensa, wydaje się, że ta teoria bardzo pasuje do życia i działalność Apostoła Warszawy i Wiednia. Dla redemptorystów dzisiaj jest to wyraźny znak, by czasami ufać wbrew temu, co się widzi i nie zniechęcać się w czynieniu dobra.

Znamiennym jest także fakt, ze ostatnie próby fundacyjne miały miejsce tuż przed kasacją klasztoru św. Benona w Warszawie. Być może św. Klemens przeczuwał, że z Warszawy może być usunięty, dlatego tyle wysiłku i zdrowia angażował w zakładanie nowych klasztorów. Marzenia o rozprzestrzenianiu się redemptorystów w Europie i w świecie miały nastąpić po śmierci św. Klemensa.

1 E. Dudel, Apostoł Warszawy i Wiednia, Warszawa 1982, s. 66.

2 O. Hubl pisał: „Mój Boże, jakże doszło do Ciebie do takich podejrzeń, że ja albo ktokolwiek inny nie pragnie Twego powrotu do Warszawy? Jakże takie zachowanie można by pogodzić z obowiązkiem wdzięczności i miłości względem Twojej osoby. Proszę mi wierzyć, że nam tu również wielki ból sprawia Twoje cierpienie. Jesteśmy przekonani, że nie oszczędzasz siebie...Po co jeszcze dodatkowo wyniszczasz swoje siły gnębiąc się fałszywym przeświadczeniem”. A o. Jestershein dodawał” Niech Ojciec wraca, wszyscy oczekują Cię radośnie i wszystkie dzieci wybiegną naprzeciw z otwartymi ramionami”.

3 J. Heinzmann, Głosić na nowo Ewangelię, s. 58.

4 E. Dudel, Apostoł Warszawy i Wiednia, s. 81.

5 E. Dudel, Apostoł Warszawy i Wiednia, s. 81.