Przeskocz do treści

2010

List na święto św. Klemensa w roku 2010

****************** 

Św. Klemens Hofbauer – wzór ojca i przewodnika duchowego

 

Kolejna rocznica śmierci św. Klemensa Hofbauera, a tym roku jest to już 190-ta, patrona Warszawy i Wiednia, opiekuna piekarzy i cukierników, skłania do refleksji, aby przypatrzeć się choćby jednemu z wielu aspektów jego bogatej duchowości. I chociaż św. Klemens żył ponad dwieście lat temu, jego życie było z pewnością na tyle barwne i wielowymiarowe, że może być inspiracją również dla ludzi XXI. Czas od 19 czerwca ubiegłego roku do 19 czerwca 2010 wyznaczony został przez papieża Benedykta XVI jako Rok Kapłański. Przez cały rok modlimy się za kapłanów, aby byli gorliwymi kapłanami, autentycznymi ojcami duchowymi, prawdziwymi przewodnikami dla wielu zagubionych ludzi oraz liderami chrześcijańskich wspólnot.

Dzisiejsze czasy naznaczone są kryzysem ojcostwa. Dotyczy to zarówno ojcostwa rodzinnego, jak i duchowego. W wielu rodzinach dzieci pozbawione są ojca z powodu rozejścia się rodziców, albo poprzez zbyt dużo ilość zajęć zawodowych kontakt dzieci i młodzieży jest bardzo ograniczony. Brak obecności ojca w rodzinie, wspólnego bycia razem, rzadka możliwość rozmowy dziecka czy młodego człowieka z ojcem przenosi się na wymiar życia religijnego. Obraz Boga Ojca zostaje zniekształcony przez niedobre czy nieprawidłowe relacje z ojcem ziemskim. Wielu młodych ludzi odrzuca Boga jako Ojca, dlatego że nie mieli okazji doświadczyć miłości ojcowskiej, nie mieli ojca, który byłby ojcem według serca Bożego. W tym kontekście chcemy przypatrzeć się postawie św. Klemensa i zapytać się, jakim był kapłanem, ojcem i przewodnikiem duchowym? Tym bardziej, że dwa tygodnie po wspomnieniu jego śmierci, czyli 29 marca przypada rocznica przyjęcia przez św. Klemensa święceń kapłańskich (1785).

Klemens Hofbauer od najmłodszych lat pragnął zostać kapłanem. Jednak sytuacja finansowa rodziny nie pozwalała mu na kontynuowanie nauki, nie mówiąc już o podjęciu studiów teologicznych. Czas oczekiwania na spełnienie się woli Bożej i jego pragnień wykorzystał, aby nieustannie rozwijać się duchowo. Spędził zatem kilka lat w pustelniach. Odbył także kilka pielgrzymek do Rzymu i sanktuariów maryjnych. Okres życia samotnego i pielgrzymiego okazał się niezwykle owocny duchowo i stał się świetnym przygotowaniem do późniejszej pracy kapłańskiej. Jednak dopiero mając trzydzieści dwa lata dzięki życzliwości ludzi mógł rozpocząć studia teologiczne. W międzyczasie wstąpił do Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, niedawno powstałego zgromadzenia misyjnego i święcenia kapłańskie przyjął już jako redemptorysta w Italii.

Wydaje się, że jednym z ważniejszych wydarzeń, które wpłynęły na prawdziwie ojcowską postawę św. Klemensa była sytuacja z dzieciństwa. Sam Święty nawet w starości z wielkim przejęciem wspominał moment, gdy jego matka po śmierci ojca zaprowadziła go przed duży, przydrożny krzyż i powiedziała do niego: Moje dziecko, od tej chwili On będzie twoim ojcem. Staraj się postępować drogą, która mu się podoba. Bóg stanie się do niego Ojcem, a sam św. Klemens będzie wzorował swe duchowe ojcostwo na pokornej i miłosiernej miłości Boga Ojca.

Ojcowska miłość św. Klemensa wyrażała się w różnorodny sposób. Ludzie, którzy byli mu powierzeni traktował jak swoje dzieci. Kiedy były brudne czy zawszawione - mył je, a kiedy brakowało chleba w ochronkach przez niego założonych, nie wstydził się dla nich żebrać. Dla dobra młodych ludzi zakładał szkoły. Najpierw w Warszawie, aby mogli zdobywać wiedzę i przygotować się do wykonywania choćby najprostszych zawodów, a w Wiedniu tworzył takie warunki do nauki, by absolwenci pochodzący z zamożnych rodzin w przyszłości mogli podjąć odpowiedzialne stanowiska w państwie.

Jako kapłan, szafarz sakramentów troszczył się także o duchowy rozwój swoich wiernych poprzez gorliwe sprawowanie Eucharystii i możliwość częstej i dobrej spowiedzi. We wspomnieniach dotyczących tamtych lat czytamy: Kościół św. Benona nie mógł pomieścić przybywających na nabożeństwa. Otaczający cmentarza i ulice były także wypełnione modlącymi się. Z najodleglejszych przedmieść Warszawy, wśród słoty, upału i zimna widziano przybywających do kościoła. Zamożni, artyści, fabrykanci, rzemieślnicy, służący, wszystko cisnęło się do tutejszego kościoła. Od świtu do zmroku odbywały się nabożeństwa, dobrana muzyka i żarliwi mówcy, gorliwość w wypełnianiu posług religijnych zjednywały redemptorystom rodzaj uwielbienia i uszanowania. Nie inaczej działo się w sprawowaniu innych sakramentów. Jeden z uczestników przygotowania do przyjęcia sakramentu chrztu wspominał, że o. Hofbauer zajął się nami z pełnym miłości i niepohamowanym zapałem.

Św. Klemens Hofbauer oddziaływał na innych także poprzez słowo mówione. Był przekonany, wzorem swego założyciela św. Alfonsa Liguori, że słowo Boże musi być tak przekazywane, aby rozumieli je wszyscy – mali i wielcy, uczeni i prości ludzie. Mówił zatem niezwykle prosto. I przygotowanie do kazań było równie nieskomplikowane. Na początku tygodnia kazał sobie czytać niedzielną Ewangelię, by potem przemyśleć, a przede wszystkim przemodlić ją jeszcze w kaplicy. Na owoce tak przygotowanego słowa nie trzeba było długo czekać. Słuchacze jego kazań mówili: Słuchając jego kazań, myślę często, że tak właśnie musieli przepowiadać apostołowie.

Był św. Klemens duchowym kierownikiem i doradcą ludzi wszelkich zawodów i warstw społecznych. Do jego penitentów należeli szlachta i uczeni, urzędnicy i artyści, biskupi i profesorowie uniwersytetu, bogaci i biedni. Tajemnica owocności jego oddziaływania poprzez sakrament pojednania i kierownictwo duchowe była podwójna. W pierwszym rzędzie był to dar Boży, ale św. Klemensa dodał osobisty wysiłek, by być, jak to wyraził św. Paweł „wszystkim dla wszystkich”. Był założycielem wielu grup, stowarzyszeń i wspólnot kościelnych. Dzisiaj nazwalibyśmy go promotorem zaangażowania się wiernych świeckich w sprawy kościoła. Zadaniem, jakie sobie stawiał był uformowanie świadomych apostołów świeckich. Dla ich rozwoju duchowego układał specjalne statuty i programy rozwoju, a przede wszystkim nie szczędził dla nich czasu. W Wiedniu jego dwa malutkie pokoje były nieustannie wypełnione studentami, z którymi modlił się i rozmawiał o istotnych sprawach życia i wiary. Jeden z biografów życia św. Klemensa napisał: Hofbauer nie potrzebował żadnych duszpasterskich trików. Był po prostu kapłanem-przyjacielem, a oni nie mogli się oprzeć sile jego przyciągania. Oni wyczuwali: tu jest kapłan, który nas rozumie i każdego traktuje poważnie, jak gdyby był jeden jedyny. Patron Warszawy i Wiednia dał się zatem poznać jako duszpasterz, któremu leży na sercu dobro duchowe wiernych. Był jak ojciec, który „ze skarbca swego serca wydobywa rzeczy nowe i stare” (Mt 13,52). A wierni wyczuwali w nim ojca, który ich rozumie, kocha i prowadzi. Zapisane świadectwa nie pozostawiają wątpliwości o szczególnej roli ojca i przewodnika w życiu ludzi, którzy go spotkali. Niektórzy z wiernych zawsze wcześniej wiedzieli, kiedy przybędzie o. Klemens. Zaraz na dziedzińcu przed nim klękali, a on kreśli nad ich głowami znak krzyża. Można było zauważyć, że o. Klemens przyjmował te znaki czci jakoś naturalnie, jak ojciec od swych dzieci. Ktoś inny zaś dodaje: W dniu, kiedy złożyliśmy przed o. Klemensem wyznanie wiary, po naszym nawróceniu, traktował nas jak swoje dzieci. Najszczęśliwsze godziny, które przeżyłem był właśnie te, kiedy po Mszy, podczas której przystąpiliśmy do Komunii świętej zapraszał nas na śniadanie. Ojcostwo duchowe wyzwalało w nim nietajoną radość.

Dzień śmierci, który w naszej tradycji i wierze jest także traktowany jako dzień narodzin dla nieba staje się najpierw momentem dziękczynienia za życie i dzieło, które po sobie pozostawił św. Klemens. Następnie mamy odwagę wyrazić prośbę, aby dziedzictwo św. Klemensa nie tylko nie zostało zmarnowane, ale dalej się rozwijało. Zadaniem, które pozostawił dla redemptorystów i ludzi wierzących, jest modlitwa i codzienna troska, aby nigdy nie zabrakło wśród redemptorystów prawdziwych ojców, kapłanów i przewodników duchowych.

Ryszard Bożek, prowincjał